19-06-2023 15:35
Bialeńczyk patrzy na Bialenię
Ostatni wykład na Uniwersytecie Bialeńskim
![[Obrazek: 2011826194146983734_8.jpeg]](https://www.aljazeera.com/wp-content/uploads/2011/08/2011826194146983734_8.jpeg)
Ostatni wykład na Uniwersytecie Bialeńskim
![[Obrazek: 2011826194146983734_8.jpeg]](https://www.aljazeera.com/wp-content/uploads/2011/08/2011826194146983734_8.jpeg)
Szanowni Państwo,
Proces wygaszania życia w Bialenii jest już mocno zaawansowany. Choć do 15 listopada pozostało jeszcze trochę czasu, zielona republika jak gdyby już przygotowywała się do swojego przyszłego stanu – niebytu. Nadszedł czas, by Uniwersytet Bialeński, a przynajmniej Instytut Mikrozofii, również powiedział ostatnie słowo. W ostatnich latach UB nie tylko stał się jedną z wiodących uczelni na Pollinie, ale też jedną z najaktywniejszych instytucji w kraju, w sporym stopniu kształtującą charakter i wizerunek naszego państwa.
W swoim ostatnim wykładzie na Uniwersytecie Bialeńskim postanowiłem poruszyć temat samej Bialenii. Będzie to więc garść refleksji autobiograficzno-historiozoficznych, które być może sprowokują kogoś do podjęcia własnych przemyśleń na temat przeszłości naszego kraju i podzielenia się nimi, do czego już teraz zachęcam.
13 lat Bialenii, 10 lat republiki
Bialenia powstała w 2010 r. jako projekt mój i kolegów z klasy z podstawówki. Mieliśmy wówczas 11 lat, co przełożyło się na typowo yoyonacyjny charakter państwa. Dość szybko się znudziliśmy. W mikroświecie pozostałem tylko ja. Właściwa historia naszego państwa zaczęła się 21 marca 2012 r. wraz z Powstaniem Marcowym. Temat tej rewolucji był wielokrotnie poruszany, dlatego teraz nie poświęcę mu więcej miejsca. Przypomnę jedynie, że powstanie to było buntem młodych mieszkańców Księstwa Sarmacji przeciwko zabetonowanej scenie politycznej. Wówczas starsze pokolenie mikronautów ocenialiśmy bardzo krytycznie, dziś bardziej rozumiem ich postawę.
Powstała na skutek powstania Dżamahirija również okazała się być państwem niestabilnym. Często zmienialiśmy nazwy i fora. Choć państwo to było nieco ambitniejsze niż Królestwo Bialenii z 2012 r., wciąż oceniane było słusznie jako yoyonacja. Prawdziwy przełom nastąpił 15 listopada 2013 r. wraz z utworzeniem Republiki Bialeńskiej. Dziesiąta rocznica tego tworu państwowego stanowić będzie jednocześnie koniec historii Bialenii.
Od barbarzyństwa przez cywilizację do dekadencji
Jeśli lata 2010-2013 uznać możemy za etap barbarzyństwa, który na Pollinie określić możemy mianem yoyonacyjności, to pierwsze lata działalności Republiki Bialeńskiej określić należy mianem okresu cywilizacji. Choć apogeum aktywności i pozycji międzynarodowej przypadło na rok 2016, niemal od samego początku Republika była państwem ludzi młodych, ambitnych i zdolnych – miało to swoje zalety, jak i wady. Do wad należy duża skłonność do konfliktów i przerost ambicji. Przez dłuższy czas udawało nam się jednak przekłuwać kłótnie i niepokoje w okazje do aktywizacji i kreatywności.
Choć kryzysy zdarzały się już wcześniej, choćby po rozwodzie z Hasselandem i Brodrią, najbardziej wstrząsnęła nami wielka smuta z 2018 r. Załamanie aktywności i nieudolność władz doprowadziła do administratorskiego lipcowego zamachu stanu, udziału w efemerycznym wspólnym forum państw Nordaty, a następnie do stowarzyszenia z Sarmacją. Niezależnie od intencji autorów tego rozwiązania, uzależnienie od dawnego wroga było nie do zaakceptowania dla starych Bialeńczyków, którzy już od jesieni ’18 zaczęli powracać do kraju. Long story short, w marcu 2019 r. Bialenia odzyskała suwerenność i weszła w ostatni już okres rozkwitu i cywilizacji. Nasz kraj, mimo pewnych pików aktywności, nie powrócił do formy ze złotego 2016 r., ale pod względem poziomu i merytoryki przebił wszystkie wcześniejsze lata. Rozwój nauki, wojskowości, infrastruktury i narracji sprawił, że Bialenia pełniła ważną rolę na Pollinie.
Niestety, odrodzona Bialenia opierała się na niewielkiej grupie ludzi. Nie wszyscy starzy Bialeńczycy wrócili, a nowych nie potrafiliśmy zwerbować. W małym gronie łatwo o zniechęcenie, a realioza choćby jednej osoby potrafi wpływać na cały kraj. Do tego doszły konflikty, częściowo wynikające ze znudzenia własnym towarzystwem. Tak wkroczyliśmy w epokę dekadencji, przejawiającą się niską aktywnością, brakiem ambicji i chęci do dalszego rozwijania kraju. Przyczyn jest wiele, a jedną z nich jest niewątpliwie przewlekła realioza związana z naszym realnym wiekiem.
Bialenia w ciągu ponad dekady przeszła wszystkie etapy rozwoju państwa: barbarzyństwo (yoyonacyjność), rozkwit, dekadencję i stopniowy upadek. Sprawia to, że nasze dzieje były naturalne i ciekawe, dzięki czemu pozostawiły nam wiele wspomnień, które zostaną z nami po zakończeniu funkcjonowania państwa.
Projekt bez następców
Dzieje mikronacji są przede wszystkim dziejami wyjątkowych jednostek. Bialenia mogła się tak wspaniale rozwinąć właśnie dzięki temu, że nie zabrakło w jej historii osób niezwykłych. Wymienienie ich wszystkich byłoby niełatwe, a i niespecjalnie interesujące dla osób, które ich nie pamiętają. Wspomnę tylko o kilku, bez których Bialenii nie byłoby w ogóle, lub byłaby państwem o wiele uboższym.
Nie byłoby naszego kraju bez Jana de Kaniewskiego, lidera Powstania Marcowego i pierwszego przywódcy Dżamahiriji, aktywnego też w pierwszych latach Republiki. Choć później dość krytycznie podchodził on do Republiki (przeciwnicy zarzucali mu wręcz malkontenctwo i brak własnego zaangażowania), bez niego nie byłoby powstania, ani Bialenii. Drugą osobą kluczową dla okresu przedrepublikańskiego była Akrypa Ali Shariati, druga liderka dżamahiriji, obecna w Bialenii (z przerwami, czasem długimi) od początku do końca. Zwieńczeniem jej kariery było pełnienie urzędu prezydenta w 2020 r. O ile Kaniewski realizował archetyp powagi i niemal purytańskiej surowości rewolucji, Akrypa była chodzącym dowodem jej awangardowego i kolorowego wymiaru.
Na samym początku Republiki trafiły do nas osoby wyjątkowe i wybitne. W zasadzie ich niemal jednoczesne przybycie można rozpatrywać w kategoriach cudu, który już nigdy później się nie powtórzył. Maciej Kamiński, w okresie starego forum (a więc do 2018 r.) najaktywniejszy i najmniej podatny na fochy i rzucanie obywatelstwem Bialeńczyk. Konsekwentnie odmawiał startu w wyborach prezydenckich, a mimo tego odegrał poważniejszą rolę w dziejach kraju niż większość jego konduktorów. Konstanty Jerzy Michalski, legendarny minister spraw zagranicznych, a następnie prezydent. I wreszcie Ronon Dex, wówczas najstarszy z Bialeńczyków, a przez to wnoszący pierwiastek dojrzałości i powagi do zabawy ówczesnych nastolatków. Wybitny specjalista w dziedzinie wojskowości, zaangażowany w narrację i rozwój infrastruktury. Na prezydenturę dał się namówić dopiero w okresie nowego forum. Te trzy wybitne jednostki łączy fakt, że dla nich wszystkich Bialenia była pierwszą mikronacją. Byli też bialeńskimi patriotami – nawet jeśli działali gdzieś jeszcze, to Republika zawsze była na pierwszym miejscu. Nie dążyli też do władzy za wszelką cenę – Kamiński i Dex świadomie jej unikali, woląc skupić się na rozwoju określonych dziedzin funkcjonowania państwa.
W roku 2014, gdy Republika zaczęła nieco krzepnąć, do projektu dołączać zaczęli ludzie z innych mikronacji, m.in. z niedawno upadłej Victorii. Najważniejszą z nich był Hewret z Gerwenu – nasz wieloletni administrator, który zrobił wiele, by Bialenia uzyskała renomę poważnego państwa. Bez niego dużo trudniej byłoby nam otrząsnąć się z niedorozwoju infrastrukturalnego i resztek yoyonacyjności. Atrakcyjność Bialenii, będąca efektem współpracy władz politycznych z władzą informatyczną, sprawiła, że nasz kraj okazał się być atrakcyjnym partnerem dla państw, które zdecydowały się na stowarzyszenie z nami: najpierw Brodrii, a później Hasselandu. Do Brodryjczyków, którzy odegrali ważną rolę w dziejach Republiki należą m.in. Adam Aleksander Dostojewski, polityk konserwatywny i jeden z najlepszych prezydentów RB, a także Aleksandra Izabella Dostojewska-Swarzewska, również prezydent, a przy tym najsłynniejsza bialeńska skandalistka. Najważniejszym Hasselandczykiem w naszej historii był Eddard Noqtern, znakomity prezydent i lider Wspólnoty Rozwoju. W późniejszym okresie do bialeńskiej elity dołączył też Iwan Pietrow, związany zarówno z Brodrią, jak i z Hasselandem.
Wspólnota Rozwoju, najaktywniejsza bialeńska partia okresu rozkwitu, wzbudzała ogromne kontrowersje. Nie wszystkim podobały się działania Noqterna i jego prawej ręki, Fredericka Hufflepuffa, a także prowadzenie RB przez Hasselandczyków i Brodryjczyków. Niektórzy uważali, że technokratyczne rządy partii sprzeczne są z tradycją polityczną kraju. Swoistą reakcją było Radykalne Centrum, którego charyzmatycznymi liderami byli Karol Medycejski oraz Fiodor Swirydiuk. Konflikt WR i RC był ikoniczny dla epoki rozkwitu i sprawiał, że aktywność sięgała zenitu.
Po rozpadzie stowarzyszenia, gdy rozpad stowarzyszenia doprowadził do pierwszych oznak kryzysu, rolę męża opatrznościowego przyjął Ametyst Faradobus, niezwykle zasłużony i doceniany już w 2017 r., ale apogeum swojego znaczenia osiągnął dopiero na nowym forum. Wielokrotny prezydent i najaktywniejszy Bialeńczyk ostatnich lat. Pominąć nie można młodych i ambitnych, którzy w ostatnich dwóch latach przed smutą byli lokomotywami aktywności i legislacji. Mowa oczywiście o Tadeuszu Krasnodębskim i Antonim Kacprze Burbonie-Contim.
Odrodzona w 2019 r. Bialenia przyniosła tylko dwa nowe, istotne nazwiska: Joahima von Ribertropa i Aliję zawdżat Akrypę, jednak i oni pozostawali w cieniu „starych Bialeńczyków”, znanych już z poprzedniej epoki, zwłaszcza Dexa, Faradobusa, Medycejskiego i Pietrowa. Dziś w Bialenii z rzadka pojawiają się tylko trzej ostatni z wymienionych. Nowe pokolenie nie zasiliło naszych szeregów. Wielcy Bialeńczycy nie doczekali się następców, a sami nie mają już czasu i chęci, by w dalszym ciągu budować kraj. Bez nich jednak Republika Bialeńska nie jest możliwa.
Rola dziejowa
Niezależnie od tego, czy wierzymy w sens dziejów, warto poruszyć ten temat, ponieważ pojawiał się on w bialeńskiej refleksji niemal od początku. Bialeńczycy uważali się za wyjątkowych – poniekąd rzeczywiście tacy byli, ale wpływ na takie samookreślenie miała też przynależność pokoleniowa. Niemal wszyscy Bialeńczycy należą do pokolenia Z, wychowanego już w internecie, cechującego się dużymi ambicjami, łatwym zmienianiem planów i celów, potrzebą bycia docenianym, ale i trudnościami z kontaktami interpersonalnymi. To wszystko było widoczne w naszej historii – w okresie rozkwitu nasze forum aktywne było niemal cały dzień (pisaliśmy posty z telefonu w przerwach między lekcjami, zajęciami i innymi obowiązkami). Wyznaczaliśmy sobie maksymalistyczne cele – pokonanie Sarmacji, zjednoczenie Nordaty, najwyższe miejsce w rankingach. Ale też często zmienialiśmy cele szczegółowe, co prowadziło do konfliktów i nieporozumień, których niekiedy nie potrafiliśmy rozwiązać – choć wystarczyłaby zwykła, spokojna rozmowa. Nasza przynależność pokoleniowa sprawiła, że nasz rozkwit był spektakularny, ale i nasza dekadencja oraz kryzys dotknęły nas mocniej niż starsze mikronacje, tworzone przez pokolenia dla których lojalność stanowi większą wartość.
Na czym miała opierać się wyjątkowość Bialenii? W 2013 r. wciąż niewiele państw wirtualnych było republikami, obawiając się negatywnych skutków tego ustroju. Niewątpliwie ma on swoje minusy, o czym i my się przekonaliśmy, ale w pierwszych latach republikanizm był strzałem w dziesiątkę – młodzi i często aż nazbyt ambitni mikronauci nie byli skłonni do akceptowania kontrolujących ich monarchów. Chcieli mieć wpływ na władzę, a po cichu niemal każdy liczył, że i on niedługo zamieszka w Pałacu Prezydenckim najaktywniejszej republiki na Pollinie – wielu się to udało, a późniejsza smuta wynikała m.in. z tego, że każdy chętny już osiągnął główny cel polityczny i brakowało motywacji do dalszej działalności. Z republikanizmem Bialenii wiązało się poczucie przynależności do awangardy – choć Bialenia nigdy nie poszła drogą Wandystanu i nie dążyła do szokowania innych mikronautów. Awangardowość polegała na chęci pójścia własną drogą – wielokrotnie podkreślano antytetyczność RB wobec Sarmacji, Dreamlandu i innych przedstawicieli „starego mikroświata”. Czy to się udało, ocenią potomni.
Drogą do budowy nowego wspaniałego mikroświata miały być projekty integracyjne – zarówno te przez jakiś czas realizowane, jak stowarzyszenia z Brodrią i Hasselandem, jak i tylko projektowane, jak Bastion Union. Najdłużej jednak próbowano realizować romantyczną ideę integracji Nordaty. Marzenie takie zaczęto snuć już w 2014 r., a z jego nieziszczalnością pogodziliśmy się dopiero niedawno, już w okresie nowego forum. Zjednoczona Nordata miała być alternatywą dla Sarmacji, federacją państw nordackich, zamieszkanych w większości przez ludzi młodych, w podobnym wieku do Bialeńczyków. Nie udało się ze względu na sprzeczne interesy poszczególnych państw i jednostek, ale same próby realizacji idei wygenerowały sporą aktywność (i to nie tylko w Bialenii).
Zamiast zakończenia
Tak to już bywa z mikronacjami, że ciężko o znalezienie „formy agonii godnej własnej przeszłości”. I Bialenia chyba jej nie znajdzie. Ja również nie znajdę odpowiedniej formy zakończenia ostatniego wykładu na Uniwersytecie Bialeńskim. Sporo tu przez dekadę napisałem treści mądrzejszych i mniej mądrych. Jak je wszystkie podsumować? Może po prostu podziękuję wszystkim, którzy czytali, komentowali i dyskutowali z moimi wywodami. Dla Was te wszystkie pierdolety pisałem, chcąc Was przekonywać, zaciekawiać, motywować, denerwować i drażnić. Dziękuję, że mi na to pozwalaliście.
Pewnie wiele można jeszcze o historii Bialenii powiedzieć, ale czy warto? Czasem się dobrze bawiliśmy, czasem denerwowaliśmy na siebie. Robiliśmy rzeczy ambitne i głupie, z niektórych możemy być dumni, a o innych wolelibyśmy pewnie zapomnieć. Najważniejsze jest jedno – w Bialenii prawie nigdy nie było nudno i dlatego ją zapamiętamy.



Naliczyłem co najmniej cztery takie kraje, ale być może było ich więcej.