Ametyst (Faradobus) przemawia do tłumu mieszkańców lenna
Przed kolorową bramą Pałacu Faradobusów zgromadził się wielotysięczny tłum - mieszkańcy Mechanic, a od przedwczoraj Faradobaju tłumnie przybyli zaopatrzeni w rozdane im wcześniej spontanicznie wykonane flagi Bialenii, Rzeszy, ZSKHiW oraz rodu Faradobusów, a także wizerunki Patrona Republiki, Pana Prezydenta Republiki, Wielkiego Sternika, Premiera Tysiąclecia - Męczennika Bialeńskiej Ziemi (tej ziemi) oraz samego gospodarza. Widoczne są transparenty z hasłami, takimi jak PROGRAM LWA PROGRAMEM NARODU, JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI, SIENIAWSKI PRZEPROŚ AMETYSTA SWARZEWSKIEGO czy TO LENNO JEST RAJEM DLA LUDZI. Wkrótce po godzinie dwunastej na bramie ukazał się Lew Wolnogradu, Bardzo Wspaniały Król Hirschbergii i Weerlandu, Kwiat Rodu Faradobusów oraz Władca Mechanic-Faradobaju Prof. dr h. c. lic. generalissimus Ametyst Faradobus.
Kochani moi!
Jestem dzisiaj tutaj razem z Wami. Będę się starał mówić w Waszym... to znaczy w naszym języku anatolijskim, a jakbym się pomylił to mnie poprawcie. Hehehe.
Wielki jest ciężar odpowiedzialności, ale muszę się z Wami czymś podzielić. Nastał dla nas wszystkich czas trudnych przemian, przez które wszyscy musimy przejść. Człowiek uczy się przez całe życie - ja też się uczę cały czas, w pracy, na nartach, nawet w samochodzie. No i jak się człowiek uczy to zaczyna myśleć, a jak już myśli to przychodzą mu do głowy różne rzeczy. Zauważyłem więc, że to lenno, ta ziemia ukochana zaczęła być nudna jak flaki z olejem i że potrzeba jej ideologicznego lekarstwa.
Od dawna rozważałem zmianę ścieżki monarchosocjalizmu, jaką tu podążamy na taką, która oznaczać będzie dostosowanie do konkretnych warunków i tradycji miejsca. Krótko mówiąc nie jest monarchosocjalistyczne zaprowadzanie na siłę obcych wzorców zagranicznych. Nie na tym polega monarchosocjalizm i nie tędy droga. Ja już od dawna myślałem sobie, że jakieś kniaziostwa mechanickie to na dobrą sprawę mogą sobie istnieć na Polesiu abo na innym Pomorzu, no ale jakoś jeszcze wtedy starczało mi pomysłów, jakichś ideji klimatycznych. A teraz, kiedy mnie chcą zrobić jakimś grandem to uznałem, że nie wyczymię i chyba na dobre wyniosę się do Jaruzelimy. No bo co to jest grand? Grandem to sobie można być w jakimś Skarlandzie, który jak wiadomo jest siedliskiem łotryzmu-papizmu, tego samego który wciska się nam z mackami do zdrowego organizmu państwa i narodu, który zrzuca na nas stonkę, każe bić pokłony i całować pantofle łotryjskiego papy, a mnie profesora bialeńskiego, mnie doktora nauk na bruk wykopuje! A wyżej? Wyżej to jest jakiś par, gdzie nie dość że to tak naprawdę to samo, co grand tylko we Francji to jeszcze na kilometr śmierdzi burbońskim salonem. Jeszcze elektor by jakoś uszedł w kontekście całej Rzeszy, ale nim to ja prędko nie zostanę.
No i kiedy tak sobie myślałem to przeszedłem się po Mechanicach, przeszedłem się po polach, po puszczach i nad Oceanem. Szedłem i zobaczyłem, tak mnie Duch Sternika oświecił, że tu jest zupełnie inaczej, niż po drugiej stronie Cieśniny. Inaczej niż w Weerlandzie i na całej Orientyce, inaczej nawet niż na północy Anatolii, gdzie te grandezy i parostwa to by jakoś uszły. Ale tu? Tu wszędzie widać chatki z gówna piękne arabeski, te wieżyczki szpiczaste, tu wszędzie kwitnie handel i bardziej to przypomina Bialenię północną - Dżamahiriję, bardziej Al-Rajn, mimo że mieli tam kija w dupie, bardziej Sambafrykę, a nie feudalne imperia, hrabstwa, państwa i prałactwa. Usłyszałem, że Mechanice to wcale nie są Mechanice tylko Dobaj i że najpyszniejsza to jest chałwa bohaterom.
Wszem i wobec ogłaszam Wam dziś, że w miejsce tak zwanej "Grandezy Mechanic Faradobusowskich" powstaje oto Socjalistyczny Kedywat Faradobaju ze stolicą w Dobaju, który będzie nadal naszym wspólnym domem, miejscem styku kultur, który trwać będzie przez co najmniej tysiąc lat krocząc tutejszą, własną ścieżką monarchosocjalizmu - taką, która Wam odpowiada i która Wam da szczęście. Będzie to widoczne coraz bardziej w architekturze na czele z tym pałacem, do którego jeszcze Was nie wpuszczam, bo remanent i zapewniam, że Wasze domostwa są sto razy bardziej luksusowe, ale i w gospodarce - tu będzie więcej wielbłądów, haszyszów, bawełny i handlu. Mam też nadzieję, że już wkrótce odwiedzą nas dzikie tłumy turystów, których nie należy się lękać tylko na nich zarabiać.
Oczywiście - ta deklaracja i zawarta w niej zmiana wybiega nieco poza obecny stan prawny naszej Republiki, ale wierzę, że to kwestia czasu, a nawet jeśli będą nam robić kłopoty i rzucać kłody pod nogi, w co głęboko wątpię patrząc na moje niebywałe wpływy, to oni tak naprawdę będą mieli problem, a nie my. Poza tym jako Lew Wolnogradu z serca błogosławię tej zmianie. Mam nadzieję, że razem dościgniemy takie realowe wzorce, jak Emirat Kano, Sułtanat Sokoto czy Królestwo Bogandy.
I niechaj jaśnieje Socjalistyczny Kedywat w promieniach słońca, którą jest nasza własna, anatolijska ścieżka monarchosocjalizmu!
Następnie kedyw Ametyst wsiadł do samochodu terenowego, który jakiś czas temu otrzymał od bezdomnego (tak tak, od bezdomnego) i przejechał wśród rozentuzjazmowanych tłumów - mieszkańców nowego kedywatu.