Moim zdaniem rok to bardzo dużo czasu, a biorąc pod uwagę, że Prezydent to w projektowanym ustroju będzie jedyny obieralny organ (reszta to komitety ludowe do których może należeć każdy chętny obywatel), wybory odbywałyby się bardzo rzadko. Na samym początku Bialenii w 2013 r. kadencja prezydencka trwała miesiąc, później przedłużyliśmy ten okres do dwóch miesięcy, potem czterech. Burbon skrócił kadencję znowu do dwóch miesięcy, a potem już po odzyskaniu suwerenności wprowadziliśmy kadencję półroczną. Teraz mamy kadencję czteromiesięczną. Abstrahując od pewnych wahań i nienajlepszych pomysłów, kadencje trwają coraz dłużej. Nie mogę wykluczyć, że kiedyś nadejdzie czas rocznych kadencji, ale uważam, że jest jeszcze za wcześnie.
Ciężko jakoś szczególnie merytorycznie argumentować za jedną lub drugą opcją, bo zarówno prezydent wybrany na pół roku może skutecznie ubiegać się o reelekcję, jak i prezydent wybrany na rok może po pewnym czasie podać się do dymisji. Wydaje mi się jednak, że w warunkach mikronacyjnych warto co 6 miesięcy zapytać obywateli o zdanie.