![]() |
|
"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Wersja do druku +- Forum Republiki Bialeńskiej (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc) +-- Dział: Kultura i społeczeństwo (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/forum-4.html) +--- Dział: Kawiarnia Artystyczna "Kulturalna" (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/forum-78.html) +--- Wątek: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III (/thread-713.html) |
"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 17.04.2014 Ciof! Przepraszam, że na odtworzenie początku tej księgi epopei trzeba było tyle czekać, ale znowu dopadł mnie artystyczny przymuł. Ponieważ rozwój naszego dzieła stoi już bardzo długo, dołączam na początek nie tylko zwyczajowe streszczenie (całości epopei, dla ułatwienia), ale też listę co ważniejszych postaci. Na Bialenię w roku 1107 napadli Khmerzy [tak naprawdę były to ludy ałtajskie - przyp. moje], pod przywództwem Alfreda. Zaatakowali oni stolicę, przebrani za kupców, korzystając m.in. z gazów bojowych, którymi sami częściowo się otruli. W miejsce zmarłego Alfreda przywódcą został jego syn, Sary. Natychmiast powstała szlachecka partyzantka, a nieco później w stolicy pojawił się cudzoziemiec, Melchizedek. Przekonał on do siebie chłopów (którzy obwołali go Mejszaszem), z których sformował własny oddział partyzancki. Potępiał jednak rozstrzyganie wojny okrutnie, dlatego też zabrał swych ludzi w podróż przez morze. Po drodze przejęli pokojowo jeden khmerski zamek, z którego zabrali ze sobą jedną dziewczynę. Daleko za morzami [w obecnej Białogórze - przyp. moje] stworzyli Nową Bialenię, społeczeństwo równości i bogactwa. Tymczasem w kraju po latach szlachecka partyzantka się zdegenerowała, spora część rebeliantów zmieniła się w zwykłych rozbójników czy piratów. Jeden z nich, Ernest Czaja dopłynął na Nową Bialenię, gdzie nawrócił się na stronę Mesjasza. Po powrocie próbował przekonać do Niego rodaków, ale bezskutecznie. Ostatecznie na Nową Bialenię zabiera tylko Katarzynę, bialeńską zdetronizowaną królową. Dzięki jej osobie udaje się sformować w Nowej Bialenii tzw. Wielką Armię Melchizedeka, która to wraz z Prorokiem rusza do starego kraju. Tam nie udaje im się dogadać ze szlachecką partyzantką, a znaczna część nowoprzybyłych buntuje się przeciw swemu Mesjaszowi. Natomiast Jego stronę bierze wieś Takowo (zwana również Tambowo), skąd misję prowadzi dwunastu Apostołów Melchizedeka. Najodważniejszy z nich, Jerzy, przeciąga na stronę Proroka część Khmerów. Bohaterowie: * Melchizedek Wielki - Mesjasz Bialenii, twórca Nowej Bialenii i jej społeczeństwa, potępia wygrywanie przez okrucieństwo. Cudzoziemiec. Aktualnie przebywa w Takowie/Tambowie. * bezimienny arystokrata - jeden z najpotężniejszych ludzi w Bialenii. Służy Khmerom, ale tylko dlatego, że porwali oni jego ukochaną córkę. * bezimienny szlachcic - pierwsza ofiara wojny. * Samphan - rabin. Zdrajca, morderca szlachcica, czerpie wiele korzyści z khmerskich rządów. * Pułkownik Sabin - stary wojskowy, przywódca szlacheckiej partyzantki. Niechętny Melchizedkowi. * Adam Janowicz - dziedzic Rosienia. Prosty, ale bardzo szanowany i dzielny szlachcic. * Ernest Czaja - Teuton, niegdyś pirat. Aktualnie jeden z Apostołów Melchizedeka, jako pierwszy ze szlacheckich partyzantów dotarł na Nową Bialenię. * Katarzyna - królowa Bialenii, obalona przez Khmerów. * Wojciech - sceptyczny wobec Melchizedeka chłop, nawrócił się po utracie wszystkiego. * Jan Leksy - najwierniejszy uczeń Proroka, pochodzenia chłopskiego. Przywódca Dwunastu Apostołów. * Jerzy - najdzielniejszy z Apostołów, działał na dworze Sarego. * Alfred - przywódca Khmerów, umarł zatruwając się własnymi gazami bojowymi. * Sary - syn Alfreda, rządzi Bialenią okrutnie i krwawo, mszcząc się za śmierć ojca. * Generał Natan - przywódca khmerskiej armii. Wyjątkowo okrutny, poluje na niego Sabin. * Achacy - książę, ojciec Atalii, sprawiedliwy pośród Khmerów. Zabity przez Sarego. * Atalia - uczennica Mesjasza, uwieziona do Nowej Bialenii ze zdobytego przez powstańców zamku. * Arwulf - kapitan khmerskiej armii, rywal Osmana. * Barabasz - nawrócony przez Jerzego Khmer. * Osman - nawrócony przez Jerzego Khmer. Wielki posiadacz ziemski, rywal Arwulfa. A teraz odtworzony przeze mnie fragment Księgi III. W końcu możemy wrócić do normalnego pisania. W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 19.04.2014 Et tu, Andrzej? ![]()
Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 19.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 19.04.2014 No. ![]() W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 19.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwiernierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 20.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Lecz nie w tym celu on do drzwi puka. Proponuje zdrajcy nawrócenie, I szansę na win przebaczenie. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 21.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Lecz nie w tym celu on do drzwi puka. Proponuje zdrajcy nawrócenie, I szansę na win przebaczenie. Samphan się zgadza, zastrzega jednak, Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak, Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję, Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 21.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Lecz nie w tym celu on do drzwi puka. Proponuje zdrajcy nawrócenie, I szansę na win przebaczenie. Samphan się zgadza, zastrzega jednak, Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak, Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję, Chce bowiem zdradzić straszną profecję. Wróżka sclavińska mu wywróżyła, Coś, czym sama się zatrwożyła. Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Maciej Kamiński - 21.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Lecz nie w tym celu on do drzwi puka. Proponuje zdrajcy nawrócenie, I szansę na win przebaczenie. Samphan się zgadza, zastrzega jednak, Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak, Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję, Chce bowiem zdradzić straszną profecję. Wróżka sclavińska mu wywróżyła, Coś, czym sama się zatrwożyła. Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium, Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu, A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili, Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - AndrzejSwarzewski - 21.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Lecz nie w tym celu on do drzwi puka. Proponuje zdrajcy nawrócenie, I szansę na win przebaczenie. Samphan się zgadza, zastrzega jednak, Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak, Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję, Chce bowiem zdradzić straszną profecję. Wróżka sclavińska mu wywróżyła, Coś, czym sama się zatrwożyła. Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium, Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu, A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili. "Przypomną też ludowi co żeśmy robili, I nas czeka zemsta za nasze czyny, Odpokutujemy wszystkie swe winy." Re: "O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga III - Konstanty Jerzy Michalski - 21.04.2014 W Równogrodzie, stolicy Nowej Bialenii, Siedzi prezydent Rydel, popijając ocet winny, I czyta ze zgrozą list otrzymany od Leksego. Pisze on, że Nowobialeńczycy czynią wiele złego, Że od Proroka się odwrócili plecami, I grabieży dokonują całkiem sami. Nie wszyscy wprawdzie, treść listu mówi, Ale większość odeszła, na robotę głupich, Jednak i sukces ludzi wolności się dokonał, Część Khmerów najdzielniejszy Apostoł przekonał, Aby na słuszną ścieżkę zstąpili, i razem z Mesjaszem, Czynili dobro, wbrew Saremu, który jest szatanem. Rydel z królową Katarzyną teraz rozmawia, Mówią, że nadszedł kres tego bajania, I pora podjąć kroki zdecydowane, By utrzymać rodaków w dobrym stanie, Nim więcej ich w rozbójników się zamieni, Przynosząc wstyd Starej i Nowej Bialenii. W Tambowie tymczasem zbiera się armia Melchizedeka, Na jej czele stoi Czaja, najwierniejszy szlachetka, Zelżony przez panów braci za dobro, w które uwierzył, Nie przejmuje się tym, wie, że lepiej słusznie przeżyć. Pod pałacem arystokraty zbiera się wtenczas ciżba, Żądna krwi i łupów podłych rozbójników istna wyspa, Wśród nich wielu jest Nowobialeńczyków, Nie wiedzą, że nie chce od chłosty ryków, Swych rodaków słuchać, ale musi, Bo khmerski szatan mu córkę udusi, Jedyne dziecko arystokraty, ukochane, Dla niego woli on trzymać z szatanem. W ten sposób anioł mroku stał się Panem, Wielu dusz bialeńskich możnych i wielkich, Arystokratów i oficerów niemal wszelkich. Tłum żąda głowy arystokraty, gwiżdżąc głośno, Ten z bólem serca wysyła na nich swe wojsko, A sam odjeżdża, by przekazać szatanowi daninę. Krew oblała wolnogradzką, lesistą równinę, Krew dzieci ziemi ojczystej, synów i cór jej, Co życie oddali dla swobody ziemi swej. Na miejsce przychodzi Krzysztof, Apostoł, Miał zawrócić dzieci Proroka ku Jego wioskom, Spóźnił się, więc wśród łkań swych, modli się, "Boże, Ojcze Wszechmogący, dziś proszę Cię, Byś przywrócił kraju temu jego siłę i moc, I wygnał stąd khmerską, długą noc. W imię Ojca, Syna i Ducha, Niech się skończy ta zawierucha." Arystokrata dotarł do dworu Sarego, Prosi o skończenie konfliktu strasznego, O pokój wielki i trwały, na wieki wieków, Skończyć wojnę jak australopiteków. Szatan mu na to krótko i złowieszczo mówi: "Jeszcze słowo, a córka nie będzie miała nogi! Precz psie, pilnuj interesów swego pana, mnie!" Stary szlachcic rzecze: "Dość tego, o nie!" Wyjmuje szablę ojców swych i dziadów, Rozcina wroga i znika bez żadnych śladów. Wieść ta dociera w mig do wszystkich w Bialenii, Wszyscy w domach cieszą się z szatana śmierci, Jeden Samphan, zdrajca, drży aż cały, bo wie, Że już wkrótce wściekły lud Bialenii go dorwie, Wówczas nie będzie już żadnej litości, Dla kolaborantów, zdrajców bialeńskości. Z zadumy wyrywa go pukanie do drzwi, Niemal dostaje od tego epilepsji, Myśli, że to arystokrata córki tu szuka, Lecz nie w tym celu on do drzwi puka. Proponuje zdrajcy nawrócenie, I szansę na win przebaczenie. Samphan się zgadza, zastrzega jednak, Że córki więzienia nie zna, wiedzy mu brak, Arystokrata, zasmucony, prosi o dyskrecję, Chce bowiem zdradzić straszną profecję. Wróżka sclavińska mu wywróżyła, Coś, czym sama się zatrwożyła. Iż czeka wszystkich Bialeńczyków tortur całe gremium, Od chłost, rozciągania, do krzyżowania i ciał w ogniu, A winni będą powstańcy, Khmerom zbyt mili. "Przypomną też ludowi co żeśmy robili, I nas czeka zemsta za nasze czyny, Odpokutujemy wszystkie swe winy." W Nowej Bialenii natomiast, Katarzyna z prezydentem budują setki miast, nie wiedząc co jej dom rodzinny czeka |