"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga II
#12
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"
N.N


Wiadomości w tym wątku



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości