20.11.2014, 11:24:02
Na Micrze funkcjonuje "system" walki narracyjnej, całkiem nieźle dopracowany. Miałem styczność z uwagi na branie udziału w tzw. konflikcie o Montauk (wyspa na Micrze będąca częścią Interlandu, który był częścią Winktown), kierowałem wtedy ekspedycyjnym korpusem surmeńskim.
Sama idea była dość przemyślana. Była odpowiednia ilość punktów, przydzielana na każdego "aktywnego" żołnierza i oczywiście cennik, na podstawie którego tworzono taką czy inną jednostkę. Aktywnym żołnierzem była osoba, która wypowiedziała się co najmniej raz dziennie na forum konfliktu (przy czym chyba przez jeden czy dwa dni nieaktywności te jednostki jeszcze istniały i wykonywały dotychczasowe rozkazy, a następnie "szły w rozsypkę"). Był chyba jakiś czasowy limit na działanie, tj. był czas na reakcję na opisane przez kogoś działania. Ewentualne spory co do rozstrzygnięć poszczególnych "potyczek" były ustalane przez swoistych "mistrzów gry".
W sumie było to dość ciekawe, problemem było to, że za dużą cześć "zabawy" zajmowały spory dot. faktycznych możliwości technicznych poszczególnych broni. Np. pamiętam dość absurdalną dyskusję, gdzie strona atakująca uznała, że skoro broń przeciwlotnicza z której korzytają obrońcy ma taki-a-taki zasięg, a ich samoloty mają tak-a-taki maksymalny pułap, to oni przelecą powyżej zasięgu rakiet przeciwlotniczych (chyba sformułowali to zresztą jakoś na zasadzie "100 metrów wyżej") i zbombardują obrońców z tego pułapu ("dywanowo") nie ponosząc żadnych strat. Osobom, które choć trochę znają się na technice wojskowej nie muszę chyba tłumaczyć na czym polega absurd takiego rozumowania.
Ale wspominam to całkiem nieźle, choć w końcu cała wojna była przegrana - bo wszyscy się znudzili i obrońcy zrezygnowali, choć de facto cały konflikt objął tylko kilka potyczek powietrznych i morskich, nie było faktycznego desantu na wyspę. Potem był pomysł aby zorganizować jakieś próbne manewry i wyćwiczyć działanie w tym systemie, żeby przeprowadzić kontratak - ale spełzło to na niczym.
Sama idea była dość przemyślana. Była odpowiednia ilość punktów, przydzielana na każdego "aktywnego" żołnierza i oczywiście cennik, na podstawie którego tworzono taką czy inną jednostkę. Aktywnym żołnierzem była osoba, która wypowiedziała się co najmniej raz dziennie na forum konfliktu (przy czym chyba przez jeden czy dwa dni nieaktywności te jednostki jeszcze istniały i wykonywały dotychczasowe rozkazy, a następnie "szły w rozsypkę"). Był chyba jakiś czasowy limit na działanie, tj. był czas na reakcję na opisane przez kogoś działania. Ewentualne spory co do rozstrzygnięć poszczególnych "potyczek" były ustalane przez swoistych "mistrzów gry".
W sumie było to dość ciekawe, problemem było to, że za dużą cześć "zabawy" zajmowały spory dot. faktycznych możliwości technicznych poszczególnych broni. Np. pamiętam dość absurdalną dyskusję, gdzie strona atakująca uznała, że skoro broń przeciwlotnicza z której korzytają obrońcy ma taki-a-taki zasięg, a ich samoloty mają tak-a-taki maksymalny pułap, to oni przelecą powyżej zasięgu rakiet przeciwlotniczych (chyba sformułowali to zresztą jakoś na zasadzie "100 metrów wyżej") i zbombardują obrońców z tego pułapu ("dywanowo") nie ponosząc żadnych strat. Osobom, które choć trochę znają się na technice wojskowej nie muszę chyba tłumaczyć na czym polega absurd takiego rozumowania.
Ale wspominam to całkiem nieźle, choć w końcu cała wojna była przegrana - bo wszyscy się znudzili i obrońcy zrezygnowali, choć de facto cały konflikt objął tylko kilka potyczek powietrznych i morskich, nie było faktycznego desantu na wyspę. Potem był pomysł aby zorganizować jakieś próbne manewry i wyćwiczyć działanie w tym systemie, żeby przeprowadzić kontratak - ale spełzło to na niczym.
{~} Prezerwatyw Tradycja Radziecki

