08.01.2015, 13:31:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2015, 13:34:14 przez Piotr Pawel I.)
W nawiązaniu do słów mojego Szanownego Przedmówcy: ja nie zamierzam bronić OPM, bo OPM była taka, jak jej członkowie; każda organizacja międzynarodowa jest taka, jak jej członkowie. Jeśli członkowie OPM chcieli mieć silną Organizację - to działali na jej rzecz; jak nie chcieli - to nie działali. OPM była "matka-opiekunką" jednej upadłej mikronacji, którą udało się wskrzesić. A jeśli ktoś wolał debatować w OPM zamiast budować swoje państwo, to jego problem.
Odnosząc się do słów Ekscelencji Zwella: sugeruję poniechanie takich osobistych wycieczek i złośliwości, zapewne charakterystycznych dla przedstawicieli Wandystanu, ale niekoniecznie zabawnych. Jedno jest pewne: jeśli nawet jakiś neo-OPM powstanie, to nie ja będę go tworzył i nie ja pisał statut, kartę czy jakkolwiek by się to zwało. Ja już sekretarzem generalnym OPM byłem, była to ciężka i mało wdzięczna praca i - jak mawiają Rosjanie - chwatit. Ale praca ciekawa. A jak miałem zostać SG OPM to mnie tak telefonicznie przeegzaminował ówczesny Król Scholandii, że przy żadnej rozmowie o pracę w realu tak nie byłem przepytywany...
I jeszcze jedno. Wg. mnie istnienie jakiegoś mikronacyjnego, międzynarodowego forum, byłoby korzystne. Skoro jednak większość obecnych ma ogromne przed takim forum obawy (wg. mnie niesłuszne), to nie ma o czym mówić. Albo budować jakąś strukturę gdzie obecni byliby wszyscy (lub prawie wszyscy), albo nie budować nic. Oczywiście, w niczym to nie przeszkadza w organizowaniu zgromadzeń takich jak to, w tworzeniu sojuszy itp. Powstanie ONZ było czymś (chyba) naturalnym i każde państw lub państwo in spe chce się w ONZ znaleźć. Powstanie neo-OPM budzi takie negatywne emocje, że nie ma o czym mówić. Po prostu zapomnijmy o tej sprawie i zajmijmy się czymś innym.
A koncepcja Centrum Mikronacyjnego Prawa Międzynarodowego (nazwa robocza) może sobie żyć własnym życiem, kto będzie chciał, to się do niej przyłączy.
Odnosząc się do słów Ekscelencji Zwella: sugeruję poniechanie takich osobistych wycieczek i złośliwości, zapewne charakterystycznych dla przedstawicieli Wandystanu, ale niekoniecznie zabawnych. Jedno jest pewne: jeśli nawet jakiś neo-OPM powstanie, to nie ja będę go tworzył i nie ja pisał statut, kartę czy jakkolwiek by się to zwało. Ja już sekretarzem generalnym OPM byłem, była to ciężka i mało wdzięczna praca i - jak mawiają Rosjanie - chwatit. Ale praca ciekawa. A jak miałem zostać SG OPM to mnie tak telefonicznie przeegzaminował ówczesny Król Scholandii, że przy żadnej rozmowie o pracę w realu tak nie byłem przepytywany...
I jeszcze jedno. Wg. mnie istnienie jakiegoś mikronacyjnego, międzynarodowego forum, byłoby korzystne. Skoro jednak większość obecnych ma ogromne przed takim forum obawy (wg. mnie niesłuszne), to nie ma o czym mówić. Albo budować jakąś strukturę gdzie obecni byliby wszyscy (lub prawie wszyscy), albo nie budować nic. Oczywiście, w niczym to nie przeszkadza w organizowaniu zgromadzeń takich jak to, w tworzeniu sojuszy itp. Powstanie ONZ było czymś (chyba) naturalnym i każde państw lub państwo in spe chce się w ONZ znaleźć. Powstanie neo-OPM budzi takie negatywne emocje, że nie ma o czym mówić. Po prostu zapomnijmy o tej sprawie i zajmijmy się czymś innym.
A koncepcja Centrum Mikronacyjnego Prawa Międzynarodowego (nazwa robocza) może sobie żyć własnym życiem, kto będzie chciał, to się do niej przyłączy.
Piotr de Zaym
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.

