04.04.2016, 21:35:06
Cóż, słabo trzymaliście. Dziady nam dowaliły 5:2, a wypadliśmy zasadniczo nawet gorzej niż w meczu towarzyskim przed sezonem.
Ale po kolei. Już w pierwszej minucie jeden z tych cholernych grajków walnął nam woleja z daleka, ale chybił. Dwie minuty ten sam skurczybyk wziął i trafił, no patrzcie huncwota. Dziewiąta minuta i następny tfurz wali z dystansu i trafia. Trzy następne minutki i jakiś Razuryjczyk główkował, no ale hycnął aż w trybuny. Siedemnasta minuta i jeden znowu huknął loba, ale nad poprzeczką. Cztery minuty upłynęły i się odkuliśmy, po asyście S'olofa Kostka pięknym wykopyrtnięciem ustrzelił pierwszego gola dla nas. Później było spokojnie aż do 30. minuty, kiedy to jeden z Hasselandczyków zrobiłem kombinację szczupak - główka. I, kurde, 1:3. Siedem minut upływa i znowu się śmiałek znalazł. Jeszcze w pierwszej połowie sobie dziady wrzuciły piątą bramkę, tym razem trafił jakiś duet importowany chyba z Festii Finii. W drugiej połowie było spokojnie, aż w 56. minucie Szatan wreszcie się obudził i zablokował główkę nogą, tak jak lubi. Minutę później z kontrą wyjechał Krawędź, ale tak go kryli, że wziął i w poprzeczkę zasadził chłopak. Potem była zmiana, a zaraz po niej, w 60. minucie, Kostka trafił znowu, tym razem po asyście Witka Webera i piętką. Królewscy napierali dalej, ale Szatana radził sobie, szpyrami rzecz jasna, bo rąk to on nie ma. Raz nawet nimi, cholera wie jak to zrobił, ale jakiś piruet wywinął, i prasa to paradą stulecia nazwała. Po drodze te cieniasy jeszcze jedną zmianę zrobiły, i ten nowy, Stefek mu chyba było, nawet walnął, ale prostą w pięść Szatana. No i to by było na tyle. Królewscy trafiają dziś na listę klubów na kosy.
W tym samym czasie nasza delegacja brała udział w zwycięskich meczach: 1:0 Filozofów z Robotnikiem w Venomanii (spaliliśmy około 60 metrów kwadratowych przestrzeni publicznej) i 2:0 Górników u siebie nad Galaktycznymi (jeden zawodnik tych drugich mało nie oślepł od racy ze żwirem). Legia wygrała u Nordyków 4:0, a Wojskowi u siebie z Kucykami aż 6:0, co pozwoliło im śmiało wysunąć się na pierwsze miejsce w tabeli. My tymczasem zlecieliśmy na piąte.
Teraz pauzujemy, następny mecz gramy dopiero za tydzień. Przebiegniemy się do Bengazi na derby przyjaźni. Będzie miła, rodzinna atmosfera. Nie zapomnijcie parasoli przeciwsłonecznych.
Ale po kolei. Już w pierwszej minucie jeden z tych cholernych grajków walnął nam woleja z daleka, ale chybił. Dwie minuty ten sam skurczybyk wziął i trafił, no patrzcie huncwota. Dziewiąta minuta i następny tfurz wali z dystansu i trafia. Trzy następne minutki i jakiś Razuryjczyk główkował, no ale hycnął aż w trybuny. Siedemnasta minuta i jeden znowu huknął loba, ale nad poprzeczką. Cztery minuty upłynęły i się odkuliśmy, po asyście S'olofa Kostka pięknym wykopyrtnięciem ustrzelił pierwszego gola dla nas. Później było spokojnie aż do 30. minuty, kiedy to jeden z Hasselandczyków zrobiłem kombinację szczupak - główka. I, kurde, 1:3. Siedem minut upływa i znowu się śmiałek znalazł. Jeszcze w pierwszej połowie sobie dziady wrzuciły piątą bramkę, tym razem trafił jakiś duet importowany chyba z Festii Finii. W drugiej połowie było spokojnie, aż w 56. minucie Szatan wreszcie się obudził i zablokował główkę nogą, tak jak lubi. Minutę później z kontrą wyjechał Krawędź, ale tak go kryli, że wziął i w poprzeczkę zasadził chłopak. Potem była zmiana, a zaraz po niej, w 60. minucie, Kostka trafił znowu, tym razem po asyście Witka Webera i piętką. Królewscy napierali dalej, ale Szatana radził sobie, szpyrami rzecz jasna, bo rąk to on nie ma. Raz nawet nimi, cholera wie jak to zrobił, ale jakiś piruet wywinął, i prasa to paradą stulecia nazwała. Po drodze te cieniasy jeszcze jedną zmianę zrobiły, i ten nowy, Stefek mu chyba było, nawet walnął, ale prostą w pięść Szatana. No i to by było na tyle. Królewscy trafiają dziś na listę klubów na kosy.
W tym samym czasie nasza delegacja brała udział w zwycięskich meczach: 1:0 Filozofów z Robotnikiem w Venomanii (spaliliśmy około 60 metrów kwadratowych przestrzeni publicznej) i 2:0 Górników u siebie nad Galaktycznymi (jeden zawodnik tych drugich mało nie oślepł od racy ze żwirem). Legia wygrała u Nordyków 4:0, a Wojskowi u siebie z Kucykami aż 6:0, co pozwoliło im śmiało wysunąć się na pierwsze miejsce w tabeli. My tymczasem zlecieliśmy na piąte.
Teraz pauzujemy, następny mecz gramy dopiero za tydzień. Przebiegniemy się do Bengazi na derby przyjaźni. Będzie miła, rodzinna atmosfera. Nie zapomnijcie parasoli przeciwsłonecznych.
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
