11.04.2016, 13:28:30
Kiedyś miałem przyjemność lecieć hmmm bodaj do Winnicy. Tutką. Po drodze musieliśmy lądować we Lwowie, żeby zabrać na pokład ukraińskiego pilota (? bo nie kontrolera. To się jakoś nazywa...), który pomógł wylądować na lotnisku nie przystosowanym (wówczas) do lotów międzynarodowych. Tak naprawdę należało wziąć kogoś takiego w locie do Smoleńska.
Piotr de Zaym
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.

