30.04.2016, 18:20:20
Eddard obudził się w ciemnościach. Na ustach czuł ciepłą i gorącą krew. Bolały go plecy i ręce. Gdzie jest latarka. Ręką zaczął macać okolice. Nagle natrafił na twardy przedmiot leżący na ziemi. - Jest. - szepnął. Eddard zaświecił latarką w bok. Leżała tam nieprzytomna kobieta - Irmina?! - O bogowie, co oni Ci zrobili! - wrzasnął Eddard widząc kobietę całą zakrawioną. Nagle Eddard poczuł dziwne skrzypienie i jakby warczenie zza pleców. Mężczyzna zamarł w bezruchu. Po chwili odgłos powtórzył się ze zdwojoną mocą. Eddard lekko obrócił głowę do tyłu, nie przesuwając latarki - zobaczył niewyraźny wielki kształt. Potwór pokryty był licznymi szaro-brązowymi łuskami. Jego ślepia błyszczały w mroku. - To smok! - pomyślał przerażony Eddard. - Co z Irminą? - Ned spróbował powoli wstać jednak upadł - jego lewa noga nie nadawała się już do niczego poza leżeniem. Hałas najwyraźniej rozzłościł bestię, która ryknęła strzelając słupem ognia w sufit. Eddard poczuł dziwny, słodki zapach spalenizny.
Pozostało już tylko jedno - Eddard sięgnął po ukryty za pasem magiczny sztylet. Ten rozbłysnął na błękitno. - Zaraz... Przecież ja nie miałem żadnego magicznego sztyletu. - pomyślał Eddard. - i co to za dziwny zapach... To nie może dziać się na prawdę. Ned mocnął zacisnął powieki, wziął trzy głębokie oddechy i znowu otworzył oczy. Usłyszał krzyki - jeden kobiecy drugi basowy - męski. Znam te głosy. Eddard sięgnął po latarkę i zaświecił w stronę kolumny. Irmina klęczała przy niej wrzeszcząc i piszcząc wniebogłosy. Jednak przed nią nie było niczego. Po drugiej stronie strażnik królewski (żył) toczył zaciekły bój z... powietrzem, głośno przy tym krzycząc. Eddard pociągnął mocno nosem - znowu poczuł ten dziwny, słodkawy zapach. Mężczyzna podszedł do szerokiej kolumny. Ostawała od niej jakby uchylona klapka, z której wydobywał się tajemniczy zielonkawy gaz. Ned zatrzasnął ją. Podobnie zrobił przy pozostałych kolumnach. Naliczył ich 12. Za kraty nie mógł się przedostać - były zamknięte.
Po chwili Irmina i strażnik przestali robić swoje, przetarli oczy. Pierwsza odezwała się kobieta - Co to było!? - krzyknęła - boję się! Uciekajmy stąd! - dodała. - Wasza Królewska Mość, tu jest zbyt niebezpiecznie - wychodzimy! - powiedział równie przerażony gwardzista. - Spokojnie, to tylko halucynacje. - powiedział Eddard. - Ale dobra. Na dziś starczy. Wrócimy tu później ze strażnikami i całym sprzętem. I tak już wiele się dowiedziałem. - podsumował. - No to do Pałacu.
Pozostało już tylko jedno - Eddard sięgnął po ukryty za pasem magiczny sztylet. Ten rozbłysnął na błękitno. - Zaraz... Przecież ja nie miałem żadnego magicznego sztyletu. - pomyślał Eddard. - i co to za dziwny zapach... To nie może dziać się na prawdę. Ned mocnął zacisnął powieki, wziął trzy głębokie oddechy i znowu otworzył oczy. Usłyszał krzyki - jeden kobiecy drugi basowy - męski. Znam te głosy. Eddard sięgnął po latarkę i zaświecił w stronę kolumny. Irmina klęczała przy niej wrzeszcząc i piszcząc wniebogłosy. Jednak przed nią nie było niczego. Po drugiej stronie strażnik królewski (żył) toczył zaciekły bój z... powietrzem, głośno przy tym krzycząc. Eddard pociągnął mocno nosem - znowu poczuł ten dziwny, słodkawy zapach. Mężczyzna podszedł do szerokiej kolumny. Ostawała od niej jakby uchylona klapka, z której wydobywał się tajemniczy zielonkawy gaz. Ned zatrzasnął ją. Podobnie zrobił przy pozostałych kolumnach. Naliczył ich 12. Za kraty nie mógł się przedostać - były zamknięte.
Po chwili Irmina i strażnik przestali robić swoje, przetarli oczy. Pierwsza odezwała się kobieta - Co to było!? - krzyknęła - boję się! Uciekajmy stąd! - dodała. - Wasza Królewska Mość, tu jest zbyt niebezpiecznie - wychodzimy! - powiedział równie przerażony gwardzista. - Spokojnie, to tylko halucynacje. - powiedział Eddard. - Ale dobra. Na dziś starczy. Wrócimy tu później ze strażnikami i całym sprzętem. I tak już wiele się dowiedziałem. - podsumował. - No to do Pałacu.
Eddard Noqtern - Król-Senior Królestwa Hasselandu, IX Prezydent Republiki Bialeńskiej
Jeśli nie możesz robić rzeczy wielkich, rób małe rzeczy w wielki sposób.
Jeśli nie możesz robić rzeczy wielkich, rób małe rzeczy w wielki sposób.
