24.08.2016, 14:25:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2016, 14:45:10 przez Piotr Pawel I.)
Skuszony niezwykłymi prezentami szaman zaczął mówić...
Żyli tu kiedyś rycerze. Mówię: rycerze, bo z daleka widzieliśmy, jak walczą na miecze. Znaczy, nie walczą, ale ćwiczą. Mistrz przecież powiedział: uczyć się i ciągle ćwiczyć!... Niezwykle to wyglądało. Miecze dźwięczały, jak o siebie uderzały, świeciły się, jakby słońce je opromieniało!
Ale oni nie wyglądali jak rycerze. Chodzili w brązowych szatach, zakapturzeni. Kryli się przed nami, kryli. Jak wychodzili poza swój zamek, to we dwóch czy trzech, zasłaniając twarze. Ich młodzi słudzy, a może uczniowie, chodzili do wsi, kupowali ser, kupowali ryż. Płacili dobrą monetą. Ale mało kupowali. Co też oni jedli?...
Czasem jakieś szumy i świsty słuchać od zamku było, jakby smok jakiś latał. Ale smoka żadnego nie widzieliśmy. Wreszcie napadli na nich jacyś. Głośno się zrobiło, tumult, to uciekliśmy do lasu. Oho, ja dzieckiem byłem! Zniknęli ze swego pałacu, zamku czy klasztoru. Przybysze ogołocili budowlę. Znaleźliśmy kilka rzeczy, ale mój mistrz, szaman Bojdżao-Ja, zabrał nam wszystko. Jedną rzecz znalazłem i zachowałem. Wygląda jak jakaś rękojeść miecza. Ale klingi żadnej nie ma. Dotykałem, nawet uderzałem tym o kamień - i nic.
A jak mistrz umarł, to szukaliśmy w jego rzeczach, ale wszystko tak schował, że nie wiemy, gdzie i jak...
[attachment id=1 msg=57106]
Żyli tu kiedyś rycerze. Mówię: rycerze, bo z daleka widzieliśmy, jak walczą na miecze. Znaczy, nie walczą, ale ćwiczą. Mistrz przecież powiedział: uczyć się i ciągle ćwiczyć!... Niezwykle to wyglądało. Miecze dźwięczały, jak o siebie uderzały, świeciły się, jakby słońce je opromieniało!
Ale oni nie wyglądali jak rycerze. Chodzili w brązowych szatach, zakapturzeni. Kryli się przed nami, kryli. Jak wychodzili poza swój zamek, to we dwóch czy trzech, zasłaniając twarze. Ich młodzi słudzy, a może uczniowie, chodzili do wsi, kupowali ser, kupowali ryż. Płacili dobrą monetą. Ale mało kupowali. Co też oni jedli?...
Czasem jakieś szumy i świsty słuchać od zamku było, jakby smok jakiś latał. Ale smoka żadnego nie widzieliśmy. Wreszcie napadli na nich jacyś. Głośno się zrobiło, tumult, to uciekliśmy do lasu. Oho, ja dzieckiem byłem! Zniknęli ze swego pałacu, zamku czy klasztoru. Przybysze ogołocili budowlę. Znaleźliśmy kilka rzeczy, ale mój mistrz, szaman Bojdżao-Ja, zabrał nam wszystko. Jedną rzecz znalazłem i zachowałem. Wygląda jak jakaś rękojeść miecza. Ale klingi żadnej nie ma. Dotykałem, nawet uderzałem tym o kamień - i nic.
A jak mistrz umarł, to szukaliśmy w jego rzeczach, ale wszystko tak schował, że nie wiemy, gdzie i jak...
[attachment id=1 msg=57106]
Piotr de Zaym
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.

