FOTY - scena
#4
Witam serdecznie!

Odpowiadając na pytania nieocenionego Eddarda Noqterna, powiem tak: w mikronacjach jestem ponad 15 lat. Zainteresowały mnie z wielu różnych powodów, także tego prozaicznego: rozmowy toczyły się na liście dyskusyjnej, a ja pisałem siedząc przy komputerze w pracy, w tzw. open space, gdzie wyglądało to na normalną działalność zawodową  Big Grin
Początek - to udział w Wolnym Klubie RP (co za dziwna nazwa wirtualnego państwa!), mikronacji, która była jedną z pierwszych i upadła, bo zdryfowała w kierunku skrajnie autorytarnym i stała się skrajnie nudna. Potem był Hasseland z szaloną ale rewelacyjną Magdą Hasse, a następnie przez ładnych parę lat Sarmacja, czyli mikronacyjna potęga. No i znów Hasseland.
Moje poglądy mikronacyjne ukształtowały się przez kolejne lata. Upadek WKRP pokazał, że autorytaryzm grozi w mikronacjach upadkiem państwa. Ale widziałem też szaleństwa nadmiernej demokracji, zwłaszcza, jeśli np. nowowybrany szef państwa znikał. I tak powstała moja teoria, że potrzebna jest równowaga pomiędzy silnym władcą i udziałem społeczeństwa w sprawowaniu władzy. Tak, by z jednej strony istniała ciągłość i zapewnione było bezpieczeństwo, a z drugiej - aby istniała służąca rozwojowi demokracja.
Dlatego też jestem mikronacyjnym monarchistą, bo wg. mnie to monarchia zapewnia stabilność (choć, jak widać np. na przykładzie Sarmacji i niektórych jej książąt, niekoniecznie...). Czemu więc jestem w Bialenii, a więc w republice? Bo Bialenię lubię  |B) I mam skromną nadzieję, że może jednak nie do końca mam rację z tym monarchizmem...
Sukcesów trochę miałem. Porażek więcej. Porażką był sposób reaktywacji Hasselandu, kompletnie antypodręcznikowy. Nie tak buduje się wirtualne państwo - do tego trzeba mieć kilka "pewnych" osób, jakieś wsparcie internetowo-graficzne. Ja "na wariata" usiłowałem coś stworzyć, w efekcie kolejni premierzy przychodzili i znikali, podobnie obywatele, a państwo z trudem funkcjonowało.
Zagadką jest dla mnie opinia, jaką niektórzy o mnie w mikronacjach mają: że jestem jakimś czarnym charakterem, który usiłuje opanować wirtualny świat. To się przenosi na opinie o Hasselandzie, który jakoby chce "hasselandyzacji" to tego, to tamtego (ostatnio rzecz jasna Bialenii). Zabawne; w mikronacjach pełniłem tyle funkcji, że mógłbym wymieniać przez ładnych kilka chwil, od burmistrza miasta po szefa państwa, od wiceministra po szefa rządu, ponadto lidera partii politycznych, rektora, redaktora naczelnego, dowódcy marynarki wojennej... Ba, sekretarza generalnego wielkiej organizacji v-międzynarodowej! Czyli co, teraz miałbym chcieć zostać jakiś Oberliderem Wszystkich Mikronacji? Hehehe... Kluczowe pytanie brzmi: po co?
I jeszcze jedna moja porażka: brak dobrego pomysłu na promocję mikronacji w świecie realnym. To się nie udało. Ale nie tracę nadziei...
Podsumowując: z mikronacji nie odejdę, bo z mikronacji nie da się odejść. To wciąga. Czasem będę bardziej aktywny, czasem mniej. Liczę, że będę miał nowe, lepsze pomysły. I mniej porażek, a więcej sukcesów  >Big Grin
Piotr de Zaym
Król Hasselandu
ambasador at large, wiceadmirał, doc. dr net.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
FOTY - scena - przez Eddard Noqtern - 21.08.2016, 20:01:53



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości