31.08.2016, 21:47:48
Nie Corona, ale też warto. Wywiad z Jego Królewską Mością Edwardem II.
Jest jeszcze miejsce na idee?
Nie tylko miejsce, ale i bardzo silne zapotrzebowanie. Mniej kolorowy jest natomiast żywot samych „ideologów”. Najbardziej zdeklarowany teoretyk za biurkiem w gabinecie ministerialnym zawsze wyda nam się skończoną pierdołą. Wyobraźmy sobie monarchistę Jacka Bartyzela w roli ministra edukacji. Albo Tomasza Gabisia lub choćby Adama Wielomskiego, chyba najmniej sprawnego intelektualnie z tej trójki, zabierającego się za reformowanie systemu edukacji w modelowym państwie demokracji liberalnej. Przy całej ich erudycji, elokwencji, retorycznego otrzaskania i orientacji w literaturze światowej, wyłożyliby się przy pierwszej próbie ingerencji w kanon lektur. Pewnych ruchów nie dałoby się wytłumaczyć już w silnie zmitologizowanym okresie międzywojennym („wtedy to były gimnazja, panie!”), gdy edukacja elementarna i jakość formacji humanistycznej przeciętnego przedstawiciela kasy średniej był nieporównanie wyższy niż obecnie, gdy ponad połowę wolnego czasu spędzamy na scrollowaniu fejsbuka czy śledzeniu seriali. „Idee mają konsekwencje”, to fakt, ale droga między papierem, który przyjmie wszystko, a praktyczną realizacją wybranej doktryny, jest długa; na tyle długa, że na smutnym końcu zostaje szare gówienko.
Jest jeszcze miejsce na idee?
Nie tylko miejsce, ale i bardzo silne zapotrzebowanie. Mniej kolorowy jest natomiast żywot samych „ideologów”. Najbardziej zdeklarowany teoretyk za biurkiem w gabinecie ministerialnym zawsze wyda nam się skończoną pierdołą. Wyobraźmy sobie monarchistę Jacka Bartyzela w roli ministra edukacji. Albo Tomasza Gabisia lub choćby Adama Wielomskiego, chyba najmniej sprawnego intelektualnie z tej trójki, zabierającego się za reformowanie systemu edukacji w modelowym państwie demokracji liberalnej. Przy całej ich erudycji, elokwencji, retorycznego otrzaskania i orientacji w literaturze światowej, wyłożyliby się przy pierwszej próbie ingerencji w kanon lektur. Pewnych ruchów nie dałoby się wytłumaczyć już w silnie zmitologizowanym okresie międzywojennym („wtedy to były gimnazja, panie!”), gdy edukacja elementarna i jakość formacji humanistycznej przeciętnego przedstawiciela kasy średniej był nieporównanie wyższy niż obecnie, gdy ponad połowę wolnego czasu spędzamy na scrollowaniu fejsbuka czy śledzeniu seriali. „Idee mają konsekwencje”, to fakt, ale droga między papierem, który przyjmie wszystko, a praktyczną realizacją wybranej doktryny, jest długa; na tyle długa, że na smutnym końcu zostaje szare gówienko.
(—) Alberto Carlos de Médici y Zep
