06.10.2016, 16:35:57
Bajtuś wspomina o żywności. Moim zdaniem nie powinniśmy zmuszać ludzi do aktywności w gospodarce. Jeśli komuś wystarcza aktywność na forum, to proszę bardzo, może na tym poprzestać. Gospodarka ma być ciekawym dodatkiem, a nie zniechęcającym przymusem.
Nieruchomości, itd. w porządku. Ale co sądzicie o jakichś wielkich gospodarstwach rolnych i fabrykach przynoszących duże zyski? Myślę, że nie musimy tworzyć całościowego systemu gospodarczego, że obywatel A wydobywa hoduje ziemniaczki, obywatel B przerabia je na chipsy, a obywatel C prowadzi sieć supermarketów. W ten sposób nic nie wypali, bo musimy liczyć się z tym, że w gospodarce weźmie udział kilkanaście osób (oby nie kilka). Proponuję uznać, że jak obywatel B chce sobie produkować chipsy, to może kupić ziemniaczki od narracyjnych rolników, a sprzedawać je narracyjnemu supermarketowi. Oczywiście jakieś zdroworozsądkowe limity mogą być, jakaś kwestia nasycenia rynku. Zgadzacie się ze mną, czy może w moim rozumowaniu jest jakiś błąd?
Nieruchomości, itd. w porządku. Ale co sądzicie o jakichś wielkich gospodarstwach rolnych i fabrykach przynoszących duże zyski? Myślę, że nie musimy tworzyć całościowego systemu gospodarczego, że obywatel A wydobywa hoduje ziemniaczki, obywatel B przerabia je na chipsy, a obywatel C prowadzi sieć supermarketów. W ten sposób nic nie wypali, bo musimy liczyć się z tym, że w gospodarce weźmie udział kilkanaście osób (oby nie kilka). Proponuję uznać, że jak obywatel B chce sobie produkować chipsy, to może kupić ziemniaczki od narracyjnych rolników, a sprzedawać je narracyjnemu supermarketowi. Oczywiście jakieś zdroworozsądkowe limity mogą być, jakaś kwestia nasycenia rynku. Zgadzacie się ze mną, czy może w moim rozumowaniu jest jakiś błąd?
N.N


