"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga IV
#10
Budzi się khmerski szatan,
Jednak bez bólu arystokraty katan,
Czuje za to płomienia dokoła,

Lecz wtem lud Bialenów smoła,
pogrążająca kończy się powoli,
i w Carnuntum mszczą się czerwoni.

Taki to miraż martwym Sarego oczom się ukazuje,
Lecz nie na długo, bo innego szatana wywołuje,
Khmerskiego, duszę ojca jego, króla Alfreda.

Tenże szatanowi się podle zaprzeda,
przodkowie jego i potomkowie okrutni,
miast jego, katusze im przyjdą, teraz nie butni.

I ojciec ostrzega synka swojego,
By nastawił się na wiele złego,
Bo kara wielka na niego już czeka.

W kolejny krąg piekła, szóstego wieka,
schodzi, widząc gwałt jahołdzki,
słyszy głos "Khmerów czeka gniew boski!".

Przewija się prorok perstański jeden za drugim,
Tam Alopen, tam Ilia, tam ich jeszcze tuzin,
I każdy czartowi czartów jedno zwiastuje:

"Oto za nasze i wasze grzechy ostateczna kara!"
Wtem zza piekielnej ciemności dwaj aniołowie zstępują,
"A niechaj i Khmerzy tak dalej postępują,

To cały ich ród wam dwóm potowarzyszy,
Gdy bólu i mąk urzędy przejmiecie nuworyszy,
I zstąpi na wszystkie diabły czart większy,

A wrogów przepych piekło wnet upiększy"
W ten czas Melchizedeka strażnik woła,
I nie widząc wielkiej armii dokoła,
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości