03.01.2017, 23:10:20
Cytat:Przykładowo w Republice Bialeńskiej marzy się o stworzeniu czegoś na wzór Bastion Union, to w innych mikronacjach widać jednak całkowity antagonizm do idei jednoczenia się.
Niestety ze smutkiem muszę stwierdzić, że w Bialenii też część obywateli wykazywała silny antagonizm wobec idei Bastion Union, chcąc podporządkować sobie państwa stowarzyszone. Chociaż faktem jest, że Hasseland chciał podporządkować sobie Bialenię, a gdy okazało się to niemożliwe, to spakowali się i odeszli. Nie dowodzi to fakt, że Zaym/Swirydiuk to jacyś psychopaci z potrzebą dominacji (pozdrawiam Sławomira), ale tego, że każdy (no może prawie, bo mi rzeczywiście marzył się Bastion Union, podobnie Konstantemu) dba przede wszystkim o swój naród i walczy o jakąś "suwerenność", "niepodległość", a jeśli to ma, to o dominację nad innymi.
Cytat:Przeciwieństwem tym jest "rywalizacja" oraz walka o każdego nowego mieszkańca Pollinu pomiędzy mikronacjami. Bowiem nie od dziś wiadomo, że hermetyczne społeczeństwo w końcu wymrze na wskutek spadku zainteresowania, motywacji, wypalenia, braku przypływu "świeżości" (przykład: Monarchia Austro-Węgierska, obecna sytuacja Królestwa Skarlandu).Kolejny przykład myślenia narodowego, które nie ma przyszłości. Oczywiście z punktu widzenia poszczególnych państw to ma sens, ale z punktu widzenia całej społeczności jest to tylko przekładanie z talerza do talerza. Teoretycznie mikroświat ma 250 osób (według raportu "Kuriera"), praktycznie jednak chyba nikt nie byłby w stanie ich znaleźć, bo duża część nie wykazuje żadnej inicjatywy. I jeśli w tej ciągle zmniejszającej się puli jeden obywatel przejdzie do innego kraju, to dla tego kraju może to coś zmienić, ale dla mikroświata jest to bez znaczenia.
Cytat:Jestem ciekaw, jak niektórzy widzą dążenie polskich mikronacji. Czy zjednoczymy się i sprawimy, że powstanie "recesja gospodarcza" (o ironio, gdyby taki system funkcjonował wszędzie...), bądź zacofania (ciekawe w jakim sensie?), w odniesieniu do nie do końca jasnych słów Józefa Sowińskiego w Królestwie Hasselandu.
Czy wszelkie traktaty "o przyjaźni i współpracy" szlag trafi i każdy będzie "rzepkę skrobał"?
Nie zjednoczymy się, nie ma szans, na pewno nie w bliższej lub trochę dalszej przyszłości. Nie w mikroświecie, gdzie upadek innego państwa cieszy i wszyscy kombinują, jak przyciągnąć do siebie obywatela z zagranicy. Poza tym od razu pojawiłby się problem, kto ma stanąć na czele. A przegrane stronnictwa zabrałyby swoje zabawki i wszystko zaczęłoby się od początku.


