Półeczka (prace autorstwa Maćka)
#8
Przedstawienie grane 27 sierpnia 2017:
Cytat:"Wysyp"

Pierwotna nazwa spektaklu to "Ojciec z synem".

Akt I

Czasy współczesne. Jeden ze slumsów w Wolnogradzie, oczekujący na nazwanie. W lepiance z dykty siedzą trzydziestokilkuletni mężczyzna i dwunastoletni syn.

Ojciec: Więc... mówisz, że nie sprzedałeś dziś ani szklanki soku?

Syn: Nie, papo. Ani jednej.

O: I żadnego z kapeluszy, które w pocie czoła wyrabiałem?

S: Nie, papo. One również nie schodzą.

O: I nie udało ci się zwinąć ani bialena z niczyjej kieszeni?

S: Nie, papo. Wszyscy chowają portfele za pazuchę.

O: Innymi słowy, zmarnowałeś dzień wolny w całości na obijanie się?

S: Nie, papo. Obiegłem siedem dzielnic z naszymi towarami... A nic nie zwinąłem, bo pilnowali wejść po pociągów i autobusów jak oka w głowie przed biedakami jak my.

O: I powiedz mi, po co ja marnuję swoje pieniądze na posyłanie cię do szkoły?

S: Papo, nie dajesz mi ani grosza na…

O: MILCZ! Precz do łóżka, dziś idziesz spać głodny! Może to cię nauczy wracać do domu z kasą!

S: Ale papo, mówiłeś, że i tak nic dziś nie ma…

W tym momencie mężczyzna rzuca w syna butem i rozmowa dobiega końca.

Akt II

"Sypialnia", czyli jedyna izba wyposażona w okno. Na starym kocu kładzie się smutny syn, masując trafiony butem ojca policzek.

S: Dlaczegóż..?

Odpowiada mu jedynie milczenie.

S: Czemu to nas spotyka...?

Odpowiada mu jedynie milczenie.

S: Czemu, o losie, nikt o nas nie zadba? Mam do dyspozycji tylko szkołę, z której nic nie mogę się wyuczyć, bo nie stać mnie na podręczniki i inni tylko mnie wyśmiewają.

Przewraca się na drugi bok.

S: A i tak często opuszczam zajęcia, żeby iść na zarobek. Kiedyś…

Z oczu zaczynają płynąć mu łzy.

S: Kiedyś... Przynajmniej matula starała się mnie w tym wyręczać. Ale teraz, kiedy jej nie ma…

Przerywa swój wywód, by się wypłakać.

O (zza drzwi): Stul pysk i śpij!

S: Tak, papo!

Przewraca się raz jeszcze na drugi bok.

S: Czemu muszę cierpieć...?

Jego brzuch głośno zaczyna domagać się zapełnienia.

S: Cicho siedź. Nie przypominaj mi. Gdzie są ci dobrzy wujkowie z Sejmu Rzeszy, którzy obiecali poprawę naszego życia?

Zaczyna nagle kaszleć.

S: Czyżbym złapał gruźlicę...? Nie, żeby było nas stać na lekarza…

O: Synku…

S: Papo?

O: Synku…

S: Papo, znowu zakradłeś się przez luźną ścianę z tyłu?

O: Synku... Wybacz mi. Nam. Mnie i twojej matce.

Syn kaszle jeszcze raz.

S: Nie... nie gniewam się, papo. Wiem, że staraliście się jak najlepiej.

O: Synku…

S: Papo... Kocham cię. Mimo wszystko. Ciebie i matulę.

O: Synku…

Syn zasypia.

Akt III

Powrót do "salonu" naszej lepianki z dykty. Ojciec odpoczywa przy mętnej okowicie domowej roboty.

O: Cholerne skąpce... Żeby to tak ani bialena nie dać wychudzonemu chłopcu? Może powinienem mu... Nie, nie jest jeszcze aż tak źle, żeby używać strategii na małego kalekę.

Bierze łyka trunku.

O: Co się dzieje z tą Bialenią ostatnio? Rządzący coraz bardziej i bardziej mają nas gdzieś. Może powinienem był posłuchać brata i wstąpić do mafii…

Bierze kolejnego łyka trunku.

O: Zupełnie jakby już nawet nie szary obywatel, ale w ogóle całe wielkie obszary kraju przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.

Słyszy, jak syn płacze i mówi sam do siebie.

O: Stul pysk i śpij!

S (zza drzwi): Tak, papo!

Ojciec bierze jeszcze jednego łyka, jednak od razu go wypluwa.

O: Dobra... Tyle starczy. Inaczej jutro się nie poderwę.

Ojciec podnosi się. Chwiejnym krokiem próbuje udać się do "sypialni", ale po drodze przewraca się.

O: Cholera jasna... No nic, tu też mogę przekimać…

Zaczyna kaszleć.

O: Co jest...? Czyżby gruźlica miała mnie już zabrać...?

S: Papo...

O: Synu?

S: Papo...

O: Synu, znowu wykradłeś się przez luźną ścianę z tyłu?

S: Papo... Wybaczam ci. Wam. Tobie i matuli też.

Ojciec kaszle jeszcze raz.

O: Dzię... Dziękuję, synu. Staraliśmy się najlepiej, jak mogliśmy... Ale to było za mało.

S: Papo...

O: Synu... Kocham cię. Zawsze będę. Twoja matka również.

S: Papo...

Ojciec zasypia.

Epilog

Telewizja i radio podały, że nieznani sprawcy wyrzucili w nienazwanym jeszcze slumsie gigantyczne ilości toksycznych odpadów. Powstałe w ten sposób wyziewy, niewyczuwalne dla ludzkiego nosa, zabiły większość mieszkańców.

O całość podejrzewani są zausznicy wrogich sił spod szyldu…

W tym momencie sygnał osłabł do minimum, by każdy widz mógł wstawić tam nazwisko swojego najmniej lubianego polityka.

Tymczasem, ministerstwo, na prywatnej imprezie, odtrąbiło kolejny sukces w redukowaniu populacji.

Dopisek Akrypy:
I syn ostatkami sił na końcu zawołał:
Niech żyje Swarzyzm!
Niech żyje towarzysz Generał!
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości