Z pamiętnika Stachanowca
#1
Wermikulity, 20.02.2018 r.

Dzisiaj rano stawiłem się w "nadanym" (jak mnie mierzi to słowo) mi Zjednoczeniu Wermikulity. Swoje kroki natychmiast skierowałem w kierunku idącego drogą chłopa. Niestety, gdy zobaczył mnie z daleka natychmiast zaczął uciekać. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, więc wypatrzyłem z daleka utykającego starca. Zaczaiłem sie na niego w zaroślach i gdy był wystarczająco blisko wyskoczyłem na drogę.

- Stój! - krzyknąłem.

Biedak mimo okrzyku i zaskoczenia próbował uciekać, jednak lewa noga odmawiała zerwania się do szaleńczego sprintu. Dopadłem go w kilku susach i chwyciłem za manele.

- Pane! Ne bij! Ja nie winny! - łkał w dziwnym amoku staruszek.
- Ja nie pan, tylko zarządca! Ktoście?!
- Ostap! Tutejszy! Pane! Ne bij! - starzec dalej zasłaniał się rękoma.
- Nie pobiję - stwierdziłem, że do prostego człowieka najlepiej trafi prosty i krótki komunikat. - Ale prowadź do atamana.

Wystraszony Ostap wiele się nie wzbraniał. Ruszył między walącymi się chatami raz po raz zaglądając przez ramię z trwogą. 

[Obrazek: 100letnia-kurpiowska-chata-z-bali-do-ete...740927.jpg]

Wreszcie stanął przed domem innym niż reszta. Dużym, zadbanym, pobielonym. Wyposażonym nawet w ganek. 

[Obrazek: domy-330-1.jpg]

- To tutej. Ja nie chcę wchodzić - mruknął już spokojniejszy Ostap.
- Czemu?
- Boją się.

Machnąłem ręką i bez większych celebracji z hukiem otworzyłem drzwi. Z wewnątrz doszedł mnie oburzony głos:
- A tu co za łajza jak do chlewa wchodzi!
- Lester Nowowicki! Stachanowiec na Wermikulitach!

W drzwiach ukazała się twarz z niezbyt inteligentną miną. 

- Kto?!
- Baron - z niesmakiem posłużyłem się monarchofaszystowskim określeniem.

Twarz Atamana pobladła, następnie poczerwieniała i znów pobladła.

- To proszę wchodzić - mruknął.
- Gdzie znajdę kwaterę? - spytałem przestępując próg. 

Ataman tym razem popatrzył na mnie jakby zobaczył świnię na dwóch nogach.

- Kwaterę?! To pan baron na noc zostaje?!
- Stachanowiec. Tak. Oczywiście. Widzę, że czeka mnie tu wiele pracy.

Ataman znowu pobladł, ale szybko pokręcił głowa i mówi.

- Wielmożny Pan się nie przejmuje! Ja tu wszystko od lat dbam! Zadbam i w pana imieniu!
- Widziałem te walące się chaty. Tu trzeba zmian, rewolucji! - rozglądnąłem sie po izbie. - Duzo dzieci masz?
- Syna tylko. Ale on w szkole z internatem w Temeszgradzie.
- To dobrze się składa. Prowadź do jego pokoju. Tam się prześpię.
/-/ Mardred Jakub von Salvepol-Nova Vita
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Z pamiętnika Stachanowca - przez Mardred von Salvepol-Nova Vita - 21.02.2018, 00:15:59



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości