Z pamiętnika Stachanowca
#4
Wermikulity, 26.02.2018 r.


Jeszcze przed pianiem koguta obudził mnie gwar i krzyki Hryćka:


- Wara! Poszli mnie stąd! Poszli! Nic nie dostanieta! Nic nie mam, nic nie dam! Do domów, już! Grzać się na zapieckach!


Zszedłem zaspany na ganek. Hryćko natychmiast do mnie podbiegł:

- Lester, ratuj! Ci ludzie powariowali! Mówią, że przyszli po żywność!

Przetarłem oczy, spojrzałem i od razu się szeroko uśmiechnąłem. Podwórze atamanowego obejścia było pełne ludzi. Wszyscy mieli na twarzach wymalowaną ciekawość i zniecierpliwienie. Może też coś podobnego do nadziei.


[Obrazek: hqdefault.jpg]

- No dobrze – odpowiedziałem spokojnie Hryćkowi. - Wydaj im.

Hryćko najpierw pobladł, potem poczerwieniał, znów pobladł i wyjąkał:


- Ale, ale... Jak to? Z czego?
- No na przykład buraki im daj.
- To moje buraki! - zdenerwował się Hryćko.
- Nie Hryćku. To buraki z dzierżawionego przeze mnie lenna, które sobie przywłaszczyłeś wobec braku nikogo innego. Z kolei w moim zjednoczeniu burak należy do tego kto go zasiał, pielęgnował i zebrał. Należy zatem do tych ludzi.
- Chcesz mnie zagłodzić?!
- Nie próbuj mi wmówić, że do wiosny zamierzasz zjeść z żoną 12 ton buraków...

W tym momencie Hryćko jak w jakimś amoku rzucił się na drzwi piwnicy i niczym pies wilk broniący zdobyczy łypał na wszystkich groźnie głęboko dysząc.


- Panowie, tam z tyłu! Otwierajcie piwnicę z ziemniakami – zakomenderowałem.


Chłopi podeszli do następnej piwniczki i stanęli jak wryci.

- Co jest?! - zapytałem.
- Panie, tu jest kłódka! - odpowiedział jeden z nich jakby zobaczył złotego kedara.
- Ilu was jest?!
- Dużo! - odparł po chwili zastanowienia jakiś rezolutniejszy.
- A kłódek ile?
- No jedna! I to mała! - odparł ucieszony rezolut.
- To chyba sobie poradzicie, co?! Brać po dwa worki na głowę, a potem się zobaczy.
[Obrazek: ziemniaki2_forum.jpg]

Wydawanie ziemniaków trwało dobre półtorej godziny, bo okazało się, że należało do pełnego opróżnienia piwniczki wydać po sześć nie dwa worki. Kiedy wreszcie piwniczka była pusta, rozentuzjazmowani wieśniacy zaczęli otwierać kolejne piwniczki. Opróżnili młyn z kilkunastu ton mąki, co niektórzy pobrali też worki z ziarnem dla kur. Wreszcie koło wieczora kilku obejrzało się na piwniczkę z burakami pod której drzwiami cicho łkał Hryćko. Wzięli co każdy miał pod ręką: sztachetę z płotu, nogę od taboretu, butelkę po piwie i ruszyli w kierunku atamana.


- STAĆ! - krzyknąłem. - Starczy tego! Macie co jeść?! Macie! Bez buraków jakoś się obędziecie! Nie będziemy przelewać krwi o buraka.
Wieśniacy stanęli wryci, popatrzyli po sobie, jeden zdjął czapkę z głowy, ukłonił się i odszedł ciągnąc za sobą resztę.


Powoli wszyscy mieszkańcy Zjednoczenia zaczęli opuszczać posiadłość atamana ciągnąc za sobą obładowane po brzegi wózki ręczne. Słońce chyliło się ku zachodowi, więc pospiesznie zabrałem swoje rzeczy i pojechałem do Temeszgradu.
/-/ Mardred Jakub von Salvepol-Nova Vita
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku



Użytkownicy przeglądający ten wątek: