05.03.2018, 21:19:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2018, 21:20:24 przez Mardred von Salvepol-Nova Vita.)
Wermikulity, 04.03.2018 r.
Udałem się dzisiaj po raz kolejny na mszę w miejscowym kościele. Wyszedłem jednak dużo wcześniej, tak żeby mieć sposobność rozmowy z proboszczem.
- Witam księże proboszczu! - zawołałem z daleka widząc jak wychodzi z plebanii.
- A witam, witam – ksiądz uśmiechał się do mnie fałszywie. - Co sprowadza tak wcześnie, bo chyba nie msza?
- Rzeczywiście, chciałem zapytać czemu ksiądz mnie nie przedstawił parafianom jak prosiłem.
- Ach, już mówię. Po naszej rozmowie i wieczornym brewiarzu naszła mnie refleksja. Nie mnie, biednemu słudze Bożemu zawiadywać takimi sprawami. To ataman powinien Pana przedstawić. Wszak co boskie Bogu, a co cesarskie cesarzowi!
- W czym Bogu urąga, że ksiądz owieczki jego na strawę ziemską zawoła? - zapytałem.
- O! O! O! Ziemską! I to słowo to klucz! Kościół jest miejscem spraw duchowych, a nie ziemskich!
- W takim razie jak ksiądz swą duszę nakarmił tymi ziemniakami, które kazał sobie przynieść?
Duchowny skrzywił się, rzucił mi nienawistne spojrzenie, rozglądnął się wokół siebie, przybliżył do mnie na odległość nosa i wysyczał:
- Kto ty jesteś, że na mojej parafii będziesz mi mówił co ja mogę, a czego nie mogę?!
- Dzierżawca i z tego co kojarzę ten kościół i plebania też leżą na dzierżawionej przeze mnie ziemi.
- Grozisz mi?! - ksiądz zmrużył oczy.
- Ostrzegam. Teraz pójdę na mszę i nie chcę słyszeć, że żądasz od tych biednych ludzi więcej żywności. Po posturze sądząc wcale nie głodujesz.
Odwróciłem się i wszedłem do kościoła. Spokojnie patrzyłem jak proboszcz odprawia kolejne elementy mszy. Co chwilę spoglądał w moją stronę z dziwnym wyrazem twarzy.
Skończył czytać ewangelię, kazał ludziom usiąść, rzucił w moją stronę jeszcze jedno spojrzenie i zaczął:
- Nie sprawiły się moje owieczki, oj nie sprawiły... - zrobił dłuższą przerwę. - Widziałem, żeście od Atamana całe wozy ciągnęli, a coście przynieśli do kościoła! - huknął.
- Szewczenko – worek ziemniaków, niepełny. Kubiw – siatkę cebuli. Danyluk pół worka mąki. A to tylko te najsowitsze ofiary! Jak ja mam wam służyć, jak mnie głodzicie? - udał strapione dziecko, które przyłapano na kradzieży cukierka.
Poczekałem chwilę aż sobie ponarzeka, a gdy nasz wzrok się spotkał pokazałem mu wymownym gestem, że ma się stąd wynosić i wyszedłem.
/-/ Mardred Jakub von Salvepol-Nova Vita
