<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum Republiki Bialeńskiej - Życie codzienne]]></title>
		<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/</link>
		<description><![CDATA[Forum Republiki Bialeńskiej - https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc]]></description>
		<pubDate>Wed, 03 Jun 2026 22:36:56 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Bunt w linii faszystów]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-2097.html</link>
			<pubDate>Sat, 06 Dec 2014 21:05:41 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-2097.html</guid>
			<description><![CDATA[[i]<br />
Ludność u faszystów musi ciągle ciężko pracować, by zarobić na jedzenie. Niestety, o ile amunicji było pod dostatkiem i prąd z elektrowni doprowadzony był do każdego niemal zakątku lini, to żywności zaczynało brakować i racje były coraz mniejsze. Sprawiało to, że coraz więcej mieszkańców linii zaczęło szemrać przeciwko rządom Borysa Zieleńskiego.<br />
<br />
Już wcześniej zdarzały się drobne bunty przeciw faszystom, za każdym razem jednak były one z łatwością tłumione przez jednostki faszystowskiej policji. Aby zastraszyć potencjalnych buntowników, wprowadzono surowe kary za najmniejsze nawet przejawy buntu. Protestujących zabijano najczęściej poprzez rażenie prądem bądź cios nożem, choć zdarzały się przypadki gdy skazańców zamykano żywcem w wielkich zamrażarkach, a po kilku dniach ciało dawano na zjedzenie głodnemu ludowi. Przeciętnie 80 osób dziennie ginęło w odcinku faszystów. Najczęściej byli to skazywani buntownicy, choć niemało było też samobójców czy osób które umierały na skutek popromiennych chorób.<br />
<br />
Największy bunt miał miejsce dziś - 6 grudnia. Rozpoczął się on przy wyjściu południowym przed szóstą rano, kiedy to dzienną zmianę rozpoczęły osoby które niosły ciężkie ładunki pomiędzy stacjami. Wówczas zaczęli oni strzelać do jednostek policji. Zaskoczona policja odpowiedziała ogniem, jednak przewagę liczebną mieli robotnicy. Policjanci zostali schwytani i zabici. Uzbrojeni pracownicy porzucili ładunki i zaczęli powoli przemieszczać się w stronę Białej. Zamierzali zabić Borysa i przejąć władzę w odcinku. Wkrótce do tłumu dołączyli kolejni fizyczni pracownicy. Zaniepokojony Borys wysłał kolejną jednostkę policji, jednak i ta została rozbrojona. Borys miał do dyspozycji całkiem silną jednostkę w okolicach lotniska która prawdopodobnie rozprawiłaby się z tłumem. Nie miał jednak z nią łączności, bowiem jedyna doń droga prowadziła przez odcinek korytarza okupowany przez buntowników. W tej sytuacji wysłał z rozkazem dla niej kilku członków gwardii na powierzchnię. Mieli oni pokonać 6 kilometrów na powierzchni, wejściem południowym wejść do metra, a następnie przekazać rozkaz jednostkom. Ich wyprawa udała się i tamtejsza policja krwawo rozprawiła się z protestującymi. Resztki tłumu które uciekły z miejsca rzezi i dotarły do Białej, były tam na oczach Borysa torturowane.<br />
<br />
Szacuje sie, że spośród 4 800 mieszkańców linii aż 1 200 (czyli 25%) uczestniczyło w zamieszkach. Ci, którzy nie zginęli w czasie tłumienia buntów, zostali skazani na śmierć. Kaci i policjanci mogli zupełnie legalnie wykazać się "pomysłowością" i zadawać skazańcom zmyślne tortury. Teraz przechodząc przez Białą można usłyszeć dziesiątki krzyków skazańców którym się łamie karki, których się razi prądem, których się tnie nożami, umieszczanych w zamrażarkach, lanych wrzątkiem i poddawanych różnym innym torturom. Te 3 600 osób, które jeszcze żyje, z pewnością w najbliższym czasie nawet nawet nie będzie myśleć o buncie...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[[i]<br />
Ludność u faszystów musi ciągle ciężko pracować, by zarobić na jedzenie. Niestety, o ile amunicji było pod dostatkiem i prąd z elektrowni doprowadzony był do każdego niemal zakątku lini, to żywności zaczynało brakować i racje były coraz mniejsze. Sprawiało to, że coraz więcej mieszkańców linii zaczęło szemrać przeciwko rządom Borysa Zieleńskiego.<br />
<br />
Już wcześniej zdarzały się drobne bunty przeciw faszystom, za każdym razem jednak były one z łatwością tłumione przez jednostki faszystowskiej policji. Aby zastraszyć potencjalnych buntowników, wprowadzono surowe kary za najmniejsze nawet przejawy buntu. Protestujących zabijano najczęściej poprzez rażenie prądem bądź cios nożem, choć zdarzały się przypadki gdy skazańców zamykano żywcem w wielkich zamrażarkach, a po kilku dniach ciało dawano na zjedzenie głodnemu ludowi. Przeciętnie 80 osób dziennie ginęło w odcinku faszystów. Najczęściej byli to skazywani buntownicy, choć niemało było też samobójców czy osób które umierały na skutek popromiennych chorób.<br />
<br />
Największy bunt miał miejsce dziś - 6 grudnia. Rozpoczął się on przy wyjściu południowym przed szóstą rano, kiedy to dzienną zmianę rozpoczęły osoby które niosły ciężkie ładunki pomiędzy stacjami. Wówczas zaczęli oni strzelać do jednostek policji. Zaskoczona policja odpowiedziała ogniem, jednak przewagę liczebną mieli robotnicy. Policjanci zostali schwytani i zabici. Uzbrojeni pracownicy porzucili ładunki i zaczęli powoli przemieszczać się w stronę Białej. Zamierzali zabić Borysa i przejąć władzę w odcinku. Wkrótce do tłumu dołączyli kolejni fizyczni pracownicy. Zaniepokojony Borys wysłał kolejną jednostkę policji, jednak i ta została rozbrojona. Borys miał do dyspozycji całkiem silną jednostkę w okolicach lotniska która prawdopodobnie rozprawiłaby się z tłumem. Nie miał jednak z nią łączności, bowiem jedyna doń droga prowadziła przez odcinek korytarza okupowany przez buntowników. W tej sytuacji wysłał z rozkazem dla niej kilku członków gwardii na powierzchnię. Mieli oni pokonać 6 kilometrów na powierzchni, wejściem południowym wejść do metra, a następnie przekazać rozkaz jednostkom. Ich wyprawa udała się i tamtejsza policja krwawo rozprawiła się z protestującymi. Resztki tłumu które uciekły z miejsca rzezi i dotarły do Białej, były tam na oczach Borysa torturowane.<br />
<br />
Szacuje sie, że spośród 4 800 mieszkańców linii aż 1 200 (czyli 25%) uczestniczyło w zamieszkach. Ci, którzy nie zginęli w czasie tłumienia buntów, zostali skazani na śmierć. Kaci i policjanci mogli zupełnie legalnie wykazać się "pomysłowością" i zadawać skazańcom zmyślne tortury. Teraz przechodząc przez Białą można usłyszeć dziesiątki krzyków skazańców którym się łamie karki, których się razi prądem, których się tnie nożami, umieszczanych w zamrażarkach, lanych wrzątkiem i poddawanych różnym innym torturom. Te 3 600 osób, które jeszcze żyje, z pewnością w najbliższym czasie nawet nawet nie będzie myśleć o buncie...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Życie codzienne u faszystów]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1990.html</link>
			<pubDate>Wed, 26 Nov 2014 15:13:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1990.html</guid>
			<description><![CDATA[[i]<br />
Życie w linii kontrolowanej przez faszystów nie jest możliwe bez silnej władzy. Wprawdzie w posiadaniu faszystów jest spory, jak na takie warunki zapas żywności i wody, jednak życie utrudniałyby duże odległości pomiędzy stacjami (z Białej do wyjścia jest około 6 km tunelu) oraz brak podziału pracy. Aby umożliwić funkcjonowanie tej części metra, uporządkować sprawy związane z jej utrzymaniem i wprowadzić porządek, powierzono dyktatorską władzę Borysowi Zielińskiemu. W razie jego śmierci lub niemożliwości sprawowania władzy rządy totalitarne miał objąć jego syn, Dmitrij. <br />
<br />
Pierwszą rzeczą jaką zrobił Borys było wprowadzenie obowązkowej pracy dla osób w wieku 12 - 69 lat. Miała ona zapewnić utrzymanie linii. Wprowadzono także kartki na żywność i przydział bronii. Kto nie pracuje na miarę swoich możliwości i umiejętności, nie otrzymuje kartek na żywność ani przydziału bronii. Aby znać dokładną liczbę ludzi zamieszkujących odcinek, ogłoszono spis powszechny. Wyszło, że odcinek kontrolowany przez faszystów zamieszkuje aż 6 629 osob, w tym 5 510 w wieku 12 - 69 lat, a i tak dla każdego robota się znajduje. Jedni zatrudniają się w straży granicznej, inni zarabiają poprzez chodzenie w tą i spowrotem 6 kilometrowym tunelem z żywnością i przesyłkami, jeszcze inni co się znają na elektryce pracują nad doprowadzeniem prądu, bowiem nad odcinkiem kontrolowanym przez faszystów znajduje się niewielka elektrownia, są i tacy którzy pracują w księgowości, przydziale żywności i broni czy w policji. <br />
<br />
Mimo, że każdy ma obowiązek pracy i dostaje żywność na kartki oraz przydział amunicji i broni, to i tak życie w odcinku faszystów jest lepsze niż w niektórych innych częściach metra, chociażby w sekcie. U faszystów przynajmniej jeżeli pracujesz to masz pewność że dostaniesz skromny wprawdzie, ale zawsze posiłek oraz coś do obrony, a w niektórych częściach metra, w których panuje anarchia i brak silnej władzy, ludzie chodzą głodni. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[[i]<br />
Życie w linii kontrolowanej przez faszystów nie jest możliwe bez silnej władzy. Wprawdzie w posiadaniu faszystów jest spory, jak na takie warunki zapas żywności i wody, jednak życie utrudniałyby duże odległości pomiędzy stacjami (z Białej do wyjścia jest około 6 km tunelu) oraz brak podziału pracy. Aby umożliwić funkcjonowanie tej części metra, uporządkować sprawy związane z jej utrzymaniem i wprowadzić porządek, powierzono dyktatorską władzę Borysowi Zielińskiemu. W razie jego śmierci lub niemożliwości sprawowania władzy rządy totalitarne miał objąć jego syn, Dmitrij. <br />
<br />
Pierwszą rzeczą jaką zrobił Borys było wprowadzenie obowązkowej pracy dla osób w wieku 12 - 69 lat. Miała ona zapewnić utrzymanie linii. Wprowadzono także kartki na żywność i przydział bronii. Kto nie pracuje na miarę swoich możliwości i umiejętności, nie otrzymuje kartek na żywność ani przydziału bronii. Aby znać dokładną liczbę ludzi zamieszkujących odcinek, ogłoszono spis powszechny. Wyszło, że odcinek kontrolowany przez faszystów zamieszkuje aż 6 629 osob, w tym 5 510 w wieku 12 - 69 lat, a i tak dla każdego robota się znajduje. Jedni zatrudniają się w straży granicznej, inni zarabiają poprzez chodzenie w tą i spowrotem 6 kilometrowym tunelem z żywnością i przesyłkami, jeszcze inni co się znają na elektryce pracują nad doprowadzeniem prądu, bowiem nad odcinkiem kontrolowanym przez faszystów znajduje się niewielka elektrownia, są i tacy którzy pracują w księgowości, przydziale żywności i broni czy w policji. <br />
<br />
Mimo, że każdy ma obowiązek pracy i dostaje żywność na kartki oraz przydział amunicji i broni, to i tak życie w odcinku faszystów jest lepsze niż w niektórych innych częściach metra, chociażby w sekcie. U faszystów przynajmniej jeżeli pracujesz to masz pewność że dostaniesz skromny wprawdzie, ale zawsze posiłek oraz coś do obrony, a w niektórych częściach metra, w których panuje anarchia i brak silnej władzy, ludzie chodzą głodni. ]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Stolica Metra]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1980.html</link>
			<pubDate>Mon, 24 Nov 2014 20:57:05 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1980.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Stolicą Metra w Bałdaraszu jest niewątpliwie Stacja Centralna. Miejsce to zdecydowanie różni się od wszystkich innych. Najedzeni, zadbani i dobrze ubrani ludzie pozwalają zapomnieć o tragedii, która spotkała Jahołdów. <br />
Alfred Rzeźnicki przed trzęsieniem ziemi był pracownikiem Kurii Biskupiej. Widząc co dzieje się w stacjach zarządzanych przez "Mesjasza" nie chciał jednak swojej przyszłości łączyć z sektą. Wykorzystał pierwszą okazję, którą było stanie na warcie, aby uciec do Linii Niebieskiej. Pod pretekstem dziwnych odgłosów zagłębił się w tunel, a następnie zaczął szybko biec. Jego współtowarzysze z warty nawet nie próbowali go gonić. Podświadomie rozumieli Alfreda, jednakże poziom wyprania mózgu nie pozwalał im na opuszczenie Wspólnoty.<br />
<br />
Początkowo uciekinier zatrzymany został w obozie dla uchodźców na Uniwersyteckiej. Wkrótce wykazał się przed komendantem stacji swoimi umiejętnościami. Alfred był bowiem głównym elektrykiem Kurii. Na rozkaz władz Stolicy został on do niej przetransportowany, bo objąć stanowisko zastępcy elektryka. Było to stanowisko dobrze płatne i prestiżowe. Prawdopodobnie nikt poza grupą kapłanów nie cieszył się w Sekcie takim dobrobytem. <br />
<br />
Po przekroczeniu granicy Stacji Centralnej, Rzeźnicki opuścił drezynę. Był zachwycony tym, co ujrzał. Wszędzie panowała całkowita jasność, na ścianach wisiały arcydzieła, a przy torach stali straganiarze oferujący najróżniejsze towary. Jedni z nich sprzedawali broń i amunicję, inni pokarm, a jeszcze inni zwyczajne ozdoby. Dawniej znani artyści byli gotowi do odsprzedania swoich dzieł za kilkanaście nabojów, czyli mniej niż elektryk miał zarabiać w tydzień. <br />
Kolorowe stroje mieszkańców w niczym nie przypominały brudnych i podartych ubrań mieszkańców Katedralnej i Biskupiej. Ludzie nie byli nadzwyczaj smutni. Każdy gdzieś się śpieszył, wszyscy mieli określone zadania. Na targu wykłócały się przekupki, przy ścianie całowali się zakochani, środkiem przejścia pchał się zasłużony kombatant. Można było zapomnieć, że rzecz dzieje się w podziemiach, a nie śródmieściu Bałdaraszu lub innego większego miasta dawnej Autonomii.<br />
<br />
- Dzień dobry, panie Rzeźnicki- powiedział podkomendant największej stacji w całym Metrze.<br />
- Witam, witam, to dla mnie zaszczyt- powiedział z niewielką niepewnością.<br />
- Pański namiot stoi na brzegu stacji- odrzekł, wskazując palcem na naprawdę duże przenośne schronienie w kolorze czerwonym.- Jutro przyjdzie do pana główny elektryk i omówi warunki Pańskiej pracy. Tymczasem proszę rozejrzeć się po naszej stacji- odpowiedział, wkładając uchodźcy do ręki pięćdziesiąt nabojów. Następnie odszedł, zanim Alfred zdążył podziękować.<br />
<br />
Za taką kwotę można było zakupić karabin lub przeżyć przez dwa miesiące. Rzeźnicki uznał, że bardziej przyda mu się broń. Wyżywienie i strój z pewnością zapewni mu nowe miejsce pracy. Natomiast karabin i nóż mogą przydać się w każdej chwili...</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Stolicą Metra w Bałdaraszu jest niewątpliwie Stacja Centralna. Miejsce to zdecydowanie różni się od wszystkich innych. Najedzeni, zadbani i dobrze ubrani ludzie pozwalają zapomnieć o tragedii, która spotkała Jahołdów. <br />
Alfred Rzeźnicki przed trzęsieniem ziemi był pracownikiem Kurii Biskupiej. Widząc co dzieje się w stacjach zarządzanych przez "Mesjasza" nie chciał jednak swojej przyszłości łączyć z sektą. Wykorzystał pierwszą okazję, którą było stanie na warcie, aby uciec do Linii Niebieskiej. Pod pretekstem dziwnych odgłosów zagłębił się w tunel, a następnie zaczął szybko biec. Jego współtowarzysze z warty nawet nie próbowali go gonić. Podświadomie rozumieli Alfreda, jednakże poziom wyprania mózgu nie pozwalał im na opuszczenie Wspólnoty.<br />
<br />
Początkowo uciekinier zatrzymany został w obozie dla uchodźców na Uniwersyteckiej. Wkrótce wykazał się przed komendantem stacji swoimi umiejętnościami. Alfred był bowiem głównym elektrykiem Kurii. Na rozkaz władz Stolicy został on do niej przetransportowany, bo objąć stanowisko zastępcy elektryka. Było to stanowisko dobrze płatne i prestiżowe. Prawdopodobnie nikt poza grupą kapłanów nie cieszył się w Sekcie takim dobrobytem. <br />
<br />
Po przekroczeniu granicy Stacji Centralnej, Rzeźnicki opuścił drezynę. Był zachwycony tym, co ujrzał. Wszędzie panowała całkowita jasność, na ścianach wisiały arcydzieła, a przy torach stali straganiarze oferujący najróżniejsze towary. Jedni z nich sprzedawali broń i amunicję, inni pokarm, a jeszcze inni zwyczajne ozdoby. Dawniej znani artyści byli gotowi do odsprzedania swoich dzieł za kilkanaście nabojów, czyli mniej niż elektryk miał zarabiać w tydzień. <br />
Kolorowe stroje mieszkańców w niczym nie przypominały brudnych i podartych ubrań mieszkańców Katedralnej i Biskupiej. Ludzie nie byli nadzwyczaj smutni. Każdy gdzieś się śpieszył, wszyscy mieli określone zadania. Na targu wykłócały się przekupki, przy ścianie całowali się zakochani, środkiem przejścia pchał się zasłużony kombatant. Można było zapomnieć, że rzecz dzieje się w podziemiach, a nie śródmieściu Bałdaraszu lub innego większego miasta dawnej Autonomii.<br />
<br />
- Dzień dobry, panie Rzeźnicki- powiedział podkomendant największej stacji w całym Metrze.<br />
- Witam, witam, to dla mnie zaszczyt- powiedział z niewielką niepewnością.<br />
- Pański namiot stoi na brzegu stacji- odrzekł, wskazując palcem na naprawdę duże przenośne schronienie w kolorze czerwonym.- Jutro przyjdzie do pana główny elektryk i omówi warunki Pańskiej pracy. Tymczasem proszę rozejrzeć się po naszej stacji- odpowiedział, wkładając uchodźcy do ręki pięćdziesiąt nabojów. Następnie odszedł, zanim Alfred zdążył podziękować.<br />
<br />
Za taką kwotę można było zakupić karabin lub przeżyć przez dwa miesiące. Rzeźnicki uznał, że bardziej przyda mu się broń. Wyżywienie i strój z pewnością zapewni mu nowe miejsce pracy. Natomiast karabin i nóż mogą przydać się w każdej chwili...</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jak się powodzi bojownikom za słuszną sprawę]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1977.html</link>
			<pubDate>Mon, 24 Nov 2014 17:56:09 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1977.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">- Panowie - rzekł Timur do trójki swoich towarzyszy. - ogólnie rzecz ujmując, jest z nami bardzo źle. Utknęliśmy pomiędzy cholernym Antkiem a cholernymi komuchami, i to w dodatku w towarzystwie tych Arabusów - w tym momencie z pogardą wskazał na pięciu związanych mężczyzn, leżących pod ścianą za nimi.<br />
- Szefie - rzekł pierwszy z jego ludzi, niski, rudowłosy mężczyzna o pseudonimie "Nochal". - nie zapominaj, mamy masę forsy. Ratowałem ją z narażeniem życia!<br />
- Kretynie - zganił go Nijazow. - tutaj nam to się nie przyda. Czy w Twoim pustym, skupionym na brzęku monet życiu nauczyli Cię chociaż odrobiny ekonomii? Pieniądz to tylko środek wymiany. Realnie te papierki nie mają większej wartości, niż papier i tusz, z którego się składają. Ludzie walczący o przeżycie nie dadzą sobie przecież wmówić, że te świstki na coś się przydadzą - no, chyba, że trafi się podobny półmózg co Ty... - przejechał sobie ręką po łuku brwiowym. - Doooobra... To teraz, co z nimi robimy? Wyjątkowo daję Wam okazję do wypowiedzenia własnego zdania.<br />
- Żądać za nich okupu od ich koleżków. - rzucił Nochal.<br />
- Jakby koleżkowie mieli ich za co wykupić... Następną genialną myśl poproszę.<br />
- Sugeruję ich zastrzelić. - powiedział drugi z kompanów Nijazowa, Piotruś, przeciętnego wzrostu brunet.<br />
- Amunicja to bezcenna rzecz. Przypominam - chwilowo nie mamy jak uzupełniać zapasów. Powinniśmy ją oszczędzać na czarną godzinę. W porządku... A Ty Szczapa, co myślisz?<br />
Ostatni z podwładnych Timura, wielki, mocno umięśniony, łysy, czarnoskóry mężczyzna, nie zmieniając ponurego wyrazu twarzy, odwrócił wzrok w kierunku swojego szefa, ale nic nie powiedział.<br />
- Wiedziałem, Ty nigdy nie myślisz. Jak zwykle jesteście bezużyteczni, gdy musicie być czymś więcej niż marnymi pionkami. Dlaczego ja muszę kombinować za czterech...? No dlaczego...? Ech... Szczapa, idź i skręć im karki.<br />
Po tych słowach jeńcy zaczęli wierzgać, ale Koksu tego uniwersum nie miał żadnych problemów z ich uciszeniem. Po prostu chwytał ich po kolei, unieruchamiał między swoimi łydkami (grubszymi od głów jeńców) i przekręcał szyje w obie strony.<br />
- Dobry Szczapa. A teraz słuchajcie, plan jest taki... Przedrzemy się w stronę komuchów. Do Sekty nawet nie mamy po co iść, oni na kilometr zwęszą muzułmanów takich jak my i z automatu podpiszemy na siebie wyrok. Będziemy udawać zaginionych zwiadowców, którzy dostali świra od tego, co doświadczyli. Dowiemy się nieco więcej o sytuacji, zwiniemy nieco zapasów i wrócimy tutaj. Mając niezbędne informacje będziemy myśleć, wróć, ja będę myślał, co dalej. Dobra... Teraz porządnie ukryjcie naszą broń. Bierzemy minimum amunicji i najbardziej rozklekotane pistolety... Tak, te co zwinęliśmy z "grobowca" Spirkina. Jak kule się skończą, będziemy walić żwirem. Wszyscy podczas wyprawy mają mieć oczy dookoła głowy! Nie bez powodu nikt poza tymi Arabami jeszcze nie zaszczycił nas swoim towarzystwem. Podejrzewam, że te plotki o nigdy nie wracających ekspedycjach czerwonych skądś się wzięły. Wyczuwam całe legowisko tego tałatajstwa. Będzie ciężko... Ale zawsze lepiej spróbować, niż czekać na śmierć głodową. A teraz spać. Nie chcę marnować tej połowy puszki kawy, która nam została, na podtrzymywanie Waszej przytomności podczas przeprawy...</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">- Panowie - rzekł Timur do trójki swoich towarzyszy. - ogólnie rzecz ujmując, jest z nami bardzo źle. Utknęliśmy pomiędzy cholernym Antkiem a cholernymi komuchami, i to w dodatku w towarzystwie tych Arabusów - w tym momencie z pogardą wskazał na pięciu związanych mężczyzn, leżących pod ścianą za nimi.<br />
- Szefie - rzekł pierwszy z jego ludzi, niski, rudowłosy mężczyzna o pseudonimie "Nochal". - nie zapominaj, mamy masę forsy. Ratowałem ją z narażeniem życia!<br />
- Kretynie - zganił go Nijazow. - tutaj nam to się nie przyda. Czy w Twoim pustym, skupionym na brzęku monet życiu nauczyli Cię chociaż odrobiny ekonomii? Pieniądz to tylko środek wymiany. Realnie te papierki nie mają większej wartości, niż papier i tusz, z którego się składają. Ludzie walczący o przeżycie nie dadzą sobie przecież wmówić, że te świstki na coś się przydadzą - no, chyba, że trafi się podobny półmózg co Ty... - przejechał sobie ręką po łuku brwiowym. - Doooobra... To teraz, co z nimi robimy? Wyjątkowo daję Wam okazję do wypowiedzenia własnego zdania.<br />
- Żądać za nich okupu od ich koleżków. - rzucił Nochal.<br />
- Jakby koleżkowie mieli ich za co wykupić... Następną genialną myśl poproszę.<br />
- Sugeruję ich zastrzelić. - powiedział drugi z kompanów Nijazowa, Piotruś, przeciętnego wzrostu brunet.<br />
- Amunicja to bezcenna rzecz. Przypominam - chwilowo nie mamy jak uzupełniać zapasów. Powinniśmy ją oszczędzać na czarną godzinę. W porządku... A Ty Szczapa, co myślisz?<br />
Ostatni z podwładnych Timura, wielki, mocno umięśniony, łysy, czarnoskóry mężczyzna, nie zmieniając ponurego wyrazu twarzy, odwrócił wzrok w kierunku swojego szefa, ale nic nie powiedział.<br />
- Wiedziałem, Ty nigdy nie myślisz. Jak zwykle jesteście bezużyteczni, gdy musicie być czymś więcej niż marnymi pionkami. Dlaczego ja muszę kombinować za czterech...? No dlaczego...? Ech... Szczapa, idź i skręć im karki.<br />
Po tych słowach jeńcy zaczęli wierzgać, ale Koksu tego uniwersum nie miał żadnych problemów z ich uciszeniem. Po prostu chwytał ich po kolei, unieruchamiał między swoimi łydkami (grubszymi od głów jeńców) i przekręcał szyje w obie strony.<br />
- Dobry Szczapa. A teraz słuchajcie, plan jest taki... Przedrzemy się w stronę komuchów. Do Sekty nawet nie mamy po co iść, oni na kilometr zwęszą muzułmanów takich jak my i z automatu podpiszemy na siebie wyrok. Będziemy udawać zaginionych zwiadowców, którzy dostali świra od tego, co doświadczyli. Dowiemy się nieco więcej o sytuacji, zwiniemy nieco zapasów i wrócimy tutaj. Mając niezbędne informacje będziemy myśleć, wróć, ja będę myślał, co dalej. Dobra... Teraz porządnie ukryjcie naszą broń. Bierzemy minimum amunicji i najbardziej rozklekotane pistolety... Tak, te co zwinęliśmy z "grobowca" Spirkina. Jak kule się skończą, będziemy walić żwirem. Wszyscy podczas wyprawy mają mieć oczy dookoła głowy! Nie bez powodu nikt poza tymi Arabami jeszcze nie zaszczycił nas swoim towarzystwem. Podejrzewam, że te plotki o nigdy nie wracających ekspedycjach czerwonych skądś się wzięły. Wyczuwam całe legowisko tego tałatajstwa. Będzie ciężko... Ale zawsze lepiej spróbować, niż czekać na śmierć głodową. A teraz spać. Nie chcę marnować tej połowy puszki kawy, która nam została, na podtrzymywanie Waszej przytomności podczas przeprawy...</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Życie u Niebieskich]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1974.html</link>
			<pubDate>Mon, 24 Nov 2014 07:44:49 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1974.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Niebiescy pośród innych linii mieli wbrew pozorom najlepszą sytuację. Pomimo początkowych braków wody i prądu - zainstalowali nowe filtry, wzięte z magazynu budowlanego, do którego mieli prosty dostęp, bo znajdował się pod ziemią, niedaleko Centralnej. Szybko próbowano rozwiązać także problem mieszkań - kilkunastu górników kopało mieszkania, umieszczano tam tkaniny, przehandowane od "Nowych" ze Sprikingradu, ale także Agrarystów, z którymi zawarto pakt o nieagresji i wzajemnej pomocy - jeśli Sekciarze/Pokojowi/Czerwoni/Fashyści zaatakują, pomagają sobie w razie możliwości. Największe odkrycie przyszło natomiast niepozornie.<br />
<br />
<br />
Braki żywności doskwierały Niebieskim. Powoli kończyła się żywność z supermarketu, a Agraryści oczekiwali od nich pomocy, w związku z co i raz większym niedoborem. Wtedy przyszło wybawienie. O ile niektórzy wierzyli w legendarnych "Pokojowców" i "Instytut", gdzie żyją odpowiednio - żołnierze AB i słynni Insytutowcy - ludzie wyposażeni w najnowocześniejsze, niemal niezniszczalne kombinezony i świetną broń. I co ciekawsze, mieli oni pomagać "biedakom" z Metra. To też się potwierdziło. Gdy górnicy kopali mieszkanie dla szefa Centralnej - Ioahnesa Basileiusa, odkryli bardzo dziwne pomieszczenie - było w nim zapalone światło i było w nim kilkunastu dziwnie ubranych ludzi. Poprowadzili oni górników pod ścianę, związali, kazali brać wielkie dziwnie przedmioty w paczkach i puścili ich wolno, chociaż wciąż trzymali coś w rodzaju Uzi. Niedługo mieli to w tajemnicy przed wszystkimi, poza władzami "Niebieskiej" rozpakować...</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Niebiescy pośród innych linii mieli wbrew pozorom najlepszą sytuację. Pomimo początkowych braków wody i prądu - zainstalowali nowe filtry, wzięte z magazynu budowlanego, do którego mieli prosty dostęp, bo znajdował się pod ziemią, niedaleko Centralnej. Szybko próbowano rozwiązać także problem mieszkań - kilkunastu górników kopało mieszkania, umieszczano tam tkaniny, przehandowane od "Nowych" ze Sprikingradu, ale także Agrarystów, z którymi zawarto pakt o nieagresji i wzajemnej pomocy - jeśli Sekciarze/Pokojowi/Czerwoni/Fashyści zaatakują, pomagają sobie w razie możliwości. Największe odkrycie przyszło natomiast niepozornie.<br />
<br />
<br />
Braki żywności doskwierały Niebieskim. Powoli kończyła się żywność z supermarketu, a Agraryści oczekiwali od nich pomocy, w związku z co i raz większym niedoborem. Wtedy przyszło wybawienie. O ile niektórzy wierzyli w legendarnych "Pokojowców" i "Instytut", gdzie żyją odpowiednio - żołnierze AB i słynni Insytutowcy - ludzie wyposażeni w najnowocześniejsze, niemal niezniszczalne kombinezony i świetną broń. I co ciekawsze, mieli oni pomagać "biedakom" z Metra. To też się potwierdziło. Gdy górnicy kopali mieszkanie dla szefa Centralnej - Ioahnesa Basileiusa, odkryli bardzo dziwne pomieszczenie - było w nim zapalone światło i było w nim kilkunastu dziwnie ubranych ludzi. Poprowadzili oni górników pod ścianę, związali, kazali brać wielkie dziwnie przedmioty w paczkach i puścili ich wolno, chociaż wciąż trzymali coś w rodzaju Uzi. Niedługo mieli to w tajemnicy przed wszystkimi, poza władzami "Niebieskiej" rozpakować...</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Żyć wśród fanatyków]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1971.html</link>
			<pubDate>Sun, 23 Nov 2014 21:00:02 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1971.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na stację Katedralną zeszli przede wszystkim uczestnicy trwającej w trakcie trzęsienia niedzielnej mszy świętej oraz kilkunastu księży zamieszkujących przykatedralną plebanię, a na Biskupią najwyższy hierarcha kościelny Jahołdajewszczyzny i pracownicy Kurii.<br />
Już w trakcie pierwszej narady w metrze, biskup razem z doradcami zdał sobie sprawę, iż nie mają praktycznie w ogóle broni. Mieli za to coś innego. Bezgraniczne, nabożne zaufanie wiernych i umiejętności oratorskie, zdolności do manipulacji. Wiedzieli, że ocalić życie mogą jedynie dzięki fanatyzmowi "poddanych". Biskup Antoni Pająk ogłosił się Mesjaszem Ludu Bałdaraszu. Poinformował o wizji, w której Archanioł Gabriel przekazał mu misję ocalenia wiernych. Potrzebował jedynie ich całkowitego posłuszeństwa. <br />
Części ludzi rozkazano stworzyć żywy mur, który miał oddzielać Biskupią od Uniwersyteckiej, będącej częścią przymierza Linii Niebieskiej. Mieli oni jedynie kilka karabinów. Komendant Stacji Uniwersyteckiej nie chciał jednak podbijać sąsiadów. <br />
"Mesjasz" sformował kompanię, która miała za zadanie przejęcie władzy nad Wejściem Bocznym i Stacją Katedralną. Na wieść o uczestnictwie Biskupa Pająka, ocaleni ludzie dołączyli do projektu. <br />
Władze zdawały sobie sprawę z zagrożenia. Dlatego też ogłoszono, iż przy wejściu będzie znajdowała się Podziemna Katedra, która stanie się domem dla większości mieszkańców sekty. Katedralna i Biskupia została ocalona, fanatyczny lud poniósł wielkie straty, jednakże nie dopuścił terrorystów do siedzib swoich władz. Obszar ten był szczególnie zagrożony ze względu na znajdowanie się ponad Wejściem biednych dzielnic, zamieszkałych przez wielu bandytów. Siedzibę tam miało także radykalne skrzydło Tygrysów Spirkina.<br />
Ocalenie sekty nie oznaczało jednak uchronienia metra. Kilkudziesięcioosobowe grupy terrorystów skierowały się w kierunku Stacji Białej, gdzie zatrzymani zostali przed faszystów i Stacji im. Towarzysza Wandy, gdzie z kolei ich atak został odparty przez Linię Czerwoną. <br />
Czyli zostali pokonani? Nic bardziej mylnego. Obszary między wejściem znajdującym się wewnątrz sekty, a stacjami komunistów i faszystów, to miejsce całkowicie niedostępne. Wszystkie ekspedycje wysłane w te tuneli, zaginęły bezpowrotnie. <br />
Tak przynajmniej sądzono. Dobrze ubrany i uzbrojony po zęby oddział zbliżający się do stacji wejściowej, który został zaobserwowany przez Komendanta Stacji księdza Walerija, nie przypominał jednak zwykłych terrorystów, a regularną jednostkę wojskową...  </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na stację Katedralną zeszli przede wszystkim uczestnicy trwającej w trakcie trzęsienia niedzielnej mszy świętej oraz kilkunastu księży zamieszkujących przykatedralną plebanię, a na Biskupią najwyższy hierarcha kościelny Jahołdajewszczyzny i pracownicy Kurii.<br />
Już w trakcie pierwszej narady w metrze, biskup razem z doradcami zdał sobie sprawę, iż nie mają praktycznie w ogóle broni. Mieli za to coś innego. Bezgraniczne, nabożne zaufanie wiernych i umiejętności oratorskie, zdolności do manipulacji. Wiedzieli, że ocalić życie mogą jedynie dzięki fanatyzmowi "poddanych". Biskup Antoni Pająk ogłosił się Mesjaszem Ludu Bałdaraszu. Poinformował o wizji, w której Archanioł Gabriel przekazał mu misję ocalenia wiernych. Potrzebował jedynie ich całkowitego posłuszeństwa. <br />
Części ludzi rozkazano stworzyć żywy mur, który miał oddzielać Biskupią od Uniwersyteckiej, będącej częścią przymierza Linii Niebieskiej. Mieli oni jedynie kilka karabinów. Komendant Stacji Uniwersyteckiej nie chciał jednak podbijać sąsiadów. <br />
"Mesjasz" sformował kompanię, która miała za zadanie przejęcie władzy nad Wejściem Bocznym i Stacją Katedralną. Na wieść o uczestnictwie Biskupa Pająka, ocaleni ludzie dołączyli do projektu. <br />
Władze zdawały sobie sprawę z zagrożenia. Dlatego też ogłoszono, iż przy wejściu będzie znajdowała się Podziemna Katedra, która stanie się domem dla większości mieszkańców sekty. Katedralna i Biskupia została ocalona, fanatyczny lud poniósł wielkie straty, jednakże nie dopuścił terrorystów do siedzib swoich władz. Obszar ten był szczególnie zagrożony ze względu na znajdowanie się ponad Wejściem biednych dzielnic, zamieszkałych przez wielu bandytów. Siedzibę tam miało także radykalne skrzydło Tygrysów Spirkina.<br />
Ocalenie sekty nie oznaczało jednak uchronienia metra. Kilkudziesięcioosobowe grupy terrorystów skierowały się w kierunku Stacji Białej, gdzie zatrzymani zostali przed faszystów i Stacji im. Towarzysza Wandy, gdzie z kolei ich atak został odparty przez Linię Czerwoną. <br />
Czyli zostali pokonani? Nic bardziej mylnego. Obszary między wejściem znajdującym się wewnątrz sekty, a stacjami komunistów i faszystów, to miejsce całkowicie niedostępne. Wszystkie ekspedycje wysłane w te tuneli, zaginęły bezpowrotnie. <br />
Tak przynajmniej sądzono. Dobrze ubrany i uzbrojony po zęby oddział zbliżający się do stacji wejściowej, który został zaobserwowany przez Komendanta Stacji księdza Walerija, nie przypominał jednak zwykłych terrorystów, a regularną jednostkę wojskową...  </span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>