<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum Republiki Bialeńskiej - Wojny i ekspedycje]]></title>
		<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/</link>
		<description><![CDATA[Forum Republiki Bialeńskiej - https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc]]></description>
		<pubDate>Wed, 03 Jun 2026 22:36:53 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Wyprawa bojowników za słuszną sprawę na tereny komunistów (oczywiście incognito)]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1991.html</link>
			<pubDate>Wed, 26 Nov 2014 18:08:06 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1991.html</guid>
			<description><![CDATA[UWAGA. Tekst może nie spełniać norm estetycznych niektórych osób (bynajmniej jednak nie jest nieprzyzwoity). Wiecie... zło jest złe.<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Czwórka nędznie odzianych mężczyzn podążała przez niegościnne tereny już trzecią godzinę. Warunki do przemieszczania się były koszmarne. W dodatku co chwila musieli odpędzać (słowem lub wystrzałem zgarniętego z podłoża żwiru) co rusz pojawiających się arabskich bojowników.<br />
- Wiecie, chłopaki - rzekł Timur. - tak sobie myślę, że część z nich warto byłoby chociaż chwilowo przeciągnąć na naszą stronę. Gdyby nie niepokoje na trasie, zbliżalibyśmy się już do celu, a tak to nie jesteśmy jeszcze w połowie drogi.<br />
- Ale Szefie - odezwał się Piotruś. - oni nie staną po naszej stronie, przecież my jesteśmy Jahołdami! Możemy bujać komuchów co do naszych poglądów, ale Arabusów nie nabierzemy.<br />
- Nabierzemy. Znam ich język, podszkolę Was trochę, wykorzystamy stroje zdarte ze zwłok...<br />
W tym momencie przerwał, gdyż ujrzał za przewróconą drezyną małego, może trzynastoletniego bojownika.<br />
- Ja zaraz nie wyrobię. Dobra, koniec z miłym wujkiem. Szczapa, złap tego smarka i wyrwij mu łeb razem z kręgosłupem. Tak, jak to ćwiczyliśmy!<br />
Czarnoskóry olbrzym jednym susem doskoczył do chłopca. Złapał go za głowę, żeby nie uciekł, po czym przystąpił do katowania go. Na początek dokładnie roztrzaskał mu wszystkie kończyny, żeby nie mógł uciec. Następnie rzucił go na w miarę równy kawałek terenu, i za pomocą swojej wielkiej stopy łamał mu jedno żebro za drugim. Po zakończonej czynności wyrwał z ciała jedno z nich (to, które przy łamaniu przebiło skórę) i odłożył je na bok. Następnie nagle skoczył na chłopca, głośno roztrzaskując mu miednicę. W następnej kolejności splunął na swoją prawą dłoń, po czym roztarł obie, równomiernie rozprowadzając po nich ślinę. Po zakończonej czynności podniósł żebro i naciął nim skórę pomiędzy karkiem a łopatkami młodego bojownika. Potem, ze złowrogim uśmieszkiem na swoich ustach z grubymi wargami, podszedł do drezyny i wyłamał z niej dźwignię. Przystawił ją do ściany i kilkoma ruchami nóg w żwirze utwierdził ją w podłożu tunelu. Ponownie jednym susem, wrócił do małego Araba. Obrócił go na plecy i rozdarł jego zakrwawione łachy. Następnie podniósł zniekształconą krwawą pulpę, która chwilę wcześniej była ciałem chłopca, i przy pomocy podartego ubrania przymocował ją sztywno do dźwigni drezyny. Kolejną, kluczową czynnością było sprawdzenie przytomności. Ku wielkiemu zdziwieniu Murzyna, dzieciak cały czas był świadomy tego, co dzieje się dookoła. Szczapa ponownie zatarł ręce i przystąpił do kulminacyjnej czynności. Złapał młodzieńca za głowę, zaparł się mocno stopami o podłoże, napiął swoje potężne muskuły - i wyrwał głowę z ciała, razem z kręgosłupem. W następnej kolejności odwiązał prowizoryczny sznur, po czym obrócił zdekapitowane zwłoki na brzuch i wbił w bijące jeszcze serce kość ogonową.<br />
- Flaga zawieszona. - przekazał swojemu szefowi Szczapa.<br />
- Znakomicie. Niech te niższe formy życia wiedzą, kto tu jest panem!<br />
Tu Nijazow przerwał na chwilę, widząc rozgoryczenie w oczach (bo mina na twarzy czarnoskórego nie zmieniała się nigdy) swego podwładnego.<br />
- Rozumiem Cię, Szczapa. Też się rozczarowałem tym, że smark w ogóle nie krzyczał. I mówiąc szczerze, mocno mnie to zdziwiło. Wiem, że wśród Arabów są twarde sztuki, ale żeby taki dzieciak... Coś tu nie gra.<br />
- Zabiliście syna szejka... - ozwał się nagle tajemniczy głos z arabskim akcentem, stylizowany na dźwięk ducha. - Teraz srogo pożałujecie...<br />
- Panowie, ruszamy stąd. - zakomunikował Timur. -  Natychmiast. Szybkim, pewnym krokiem. Ale nie biegiem, bo jeżeli są tam jakieś sidła, to w nie wpadniemy. Już, ruszać się. - spojrzał na zwłoki. - Ciekawe, ile problemów nam sprawisz w przyszłości, bachorze. - splunął demonstracyjnie na ciało, po czym ruszył za towarzyszami.<br />
Po kilku minutach minęli (bardzo ostrożnie) zakręt. Ich oczom ukazał się podświetlony na czerwono napis:</span><br />
[move]Następna stacja: Wandy. Odległość: 1200 metrów. Szacowany czas podróży: 15 minut. Inne informacje: brak.[/move]<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">- No nieźle... Mają tu prąd... No i jesteśmy już w połowie drogi, to dobrze.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[UWAGA. Tekst może nie spełniać norm estetycznych niektórych osób (bynajmniej jednak nie jest nieprzyzwoity). Wiecie... zło jest złe.<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Czwórka nędznie odzianych mężczyzn podążała przez niegościnne tereny już trzecią godzinę. Warunki do przemieszczania się były koszmarne. W dodatku co chwila musieli odpędzać (słowem lub wystrzałem zgarniętego z podłoża żwiru) co rusz pojawiających się arabskich bojowników.<br />
- Wiecie, chłopaki - rzekł Timur. - tak sobie myślę, że część z nich warto byłoby chociaż chwilowo przeciągnąć na naszą stronę. Gdyby nie niepokoje na trasie, zbliżalibyśmy się już do celu, a tak to nie jesteśmy jeszcze w połowie drogi.<br />
- Ale Szefie - odezwał się Piotruś. - oni nie staną po naszej stronie, przecież my jesteśmy Jahołdami! Możemy bujać komuchów co do naszych poglądów, ale Arabusów nie nabierzemy.<br />
- Nabierzemy. Znam ich język, podszkolę Was trochę, wykorzystamy stroje zdarte ze zwłok...<br />
W tym momencie przerwał, gdyż ujrzał za przewróconą drezyną małego, może trzynastoletniego bojownika.<br />
- Ja zaraz nie wyrobię. Dobra, koniec z miłym wujkiem. Szczapa, złap tego smarka i wyrwij mu łeb razem z kręgosłupem. Tak, jak to ćwiczyliśmy!<br />
Czarnoskóry olbrzym jednym susem doskoczył do chłopca. Złapał go za głowę, żeby nie uciekł, po czym przystąpił do katowania go. Na początek dokładnie roztrzaskał mu wszystkie kończyny, żeby nie mógł uciec. Następnie rzucił go na w miarę równy kawałek terenu, i za pomocą swojej wielkiej stopy łamał mu jedno żebro za drugim. Po zakończonej czynności wyrwał z ciała jedno z nich (to, które przy łamaniu przebiło skórę) i odłożył je na bok. Następnie nagle skoczył na chłopca, głośno roztrzaskując mu miednicę. W następnej kolejności splunął na swoją prawą dłoń, po czym roztarł obie, równomiernie rozprowadzając po nich ślinę. Po zakończonej czynności podniósł żebro i naciął nim skórę pomiędzy karkiem a łopatkami młodego bojownika. Potem, ze złowrogim uśmieszkiem na swoich ustach z grubymi wargami, podszedł do drezyny i wyłamał z niej dźwignię. Przystawił ją do ściany i kilkoma ruchami nóg w żwirze utwierdził ją w podłożu tunelu. Ponownie jednym susem, wrócił do małego Araba. Obrócił go na plecy i rozdarł jego zakrwawione łachy. Następnie podniósł zniekształconą krwawą pulpę, która chwilę wcześniej była ciałem chłopca, i przy pomocy podartego ubrania przymocował ją sztywno do dźwigni drezyny. Kolejną, kluczową czynnością było sprawdzenie przytomności. Ku wielkiemu zdziwieniu Murzyna, dzieciak cały czas był świadomy tego, co dzieje się dookoła. Szczapa ponownie zatarł ręce i przystąpił do kulminacyjnej czynności. Złapał młodzieńca za głowę, zaparł się mocno stopami o podłoże, napiął swoje potężne muskuły - i wyrwał głowę z ciała, razem z kręgosłupem. W następnej kolejności odwiązał prowizoryczny sznur, po czym obrócił zdekapitowane zwłoki na brzuch i wbił w bijące jeszcze serce kość ogonową.<br />
- Flaga zawieszona. - przekazał swojemu szefowi Szczapa.<br />
- Znakomicie. Niech te niższe formy życia wiedzą, kto tu jest panem!<br />
Tu Nijazow przerwał na chwilę, widząc rozgoryczenie w oczach (bo mina na twarzy czarnoskórego nie zmieniała się nigdy) swego podwładnego.<br />
- Rozumiem Cię, Szczapa. Też się rozczarowałem tym, że smark w ogóle nie krzyczał. I mówiąc szczerze, mocno mnie to zdziwiło. Wiem, że wśród Arabów są twarde sztuki, ale żeby taki dzieciak... Coś tu nie gra.<br />
- Zabiliście syna szejka... - ozwał się nagle tajemniczy głos z arabskim akcentem, stylizowany na dźwięk ducha. - Teraz srogo pożałujecie...<br />
- Panowie, ruszamy stąd. - zakomunikował Timur. -  Natychmiast. Szybkim, pewnym krokiem. Ale nie biegiem, bo jeżeli są tam jakieś sidła, to w nie wpadniemy. Już, ruszać się. - spojrzał na zwłoki. - Ciekawe, ile problemów nam sprawisz w przyszłości, bachorze. - splunął demonstracyjnie na ciało, po czym ruszył za towarzyszami.<br />
Po kilku minutach minęli (bardzo ostrożnie) zakręt. Ich oczom ukazał się podświetlony na czerwono napis:</span><br />
[move]Następna stacja: Wandy. Odległość: 1200 metrów. Szacowany czas podróży: 15 minut. Inne informacje: brak.[/move]<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">- No nieźle... Mają tu prąd... No i jesteśmy już w połowie drogi, to dobrze.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ekspedycja z Białej w strefę niebezpieczną]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1976.html</link>
			<pubDate>Mon, 24 Nov 2014 17:13:33 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1976.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><br />
Wśród faszystów przez całą noc trwały narady dotyczące wysłania ekspedycji tunelem na północny zachód - w kierunku Katedralnej i odcinka kontrolowanego przez sektę. Trzydziestu pięciu śmiałków zgłosiło się na ochotników do wyprawy w strefę niebezpieczną. Grupie miał przewodzić Borys Zieleński.<br />
Ekspedycja miała za zadanie zbadać odcinek niebezpieczny i w miarę możliwości walczyć z ewentualnymi jednostkami wojskowymi i dowiedzieć się o ich poczynaniach.<br />
Wyprawa wyruszyła z samego rana. Po około godzinie przemieszczania się ekspedycja ujrzała w tunelu człowieka. Ledwo utrzymywał się o własnych siłach, na całym ciele miał blizny, miejscami niebieskawe przebrwienia. Ponadto na brzuchu miał świeżą, pobieżnie zszytą ranę ciętą.<br />
- Zawróćcie się i idźcie skądżeście przyszli jeśli wam życie miłe - wybełkotał<br />
- Kim jesteś? -  zapytał go członek ekspedycji<br />
- O matko, jak boli! Jestem zwyklym, niewinnym czlowiekiem.<br />
- Kto ci zadał takie obrażenia? Skąd masz ranę ciętą na brzuchu?<br />
- Uciekałem po wybuchu najdalej jak się da, zatrzymali mnie żołnierze na granicy strefy skażonej. Błagałem ich o pomoc, ale oni potraktowali mnie jak zwierzę. Przetransportowali mnie gdzieś w podziemia i eksperymentowali na mnie. Krew pobierali, promieniowali, nawet na żywca brzuch cięli by zobaczyć moje organy! Cudem uciekłem z tego piekła. Oj radzę wam, wróćcie skąd przybyliście jeżeli nie chcecie podzielić mojego losu!<br />
Po tych słowach zemdlał i padł na ziemię.<br />
- Sprawdź puls! - polecił jednemu z członków ekspedycji Borys<br />
- Nie oddycha! - stwierdził <br />
- Was dwóch, przetransportujcie zwłoki do Białej, sprawdzimy po powrocie co mu dokładnie robiono. A reszta ekspedycji, ruszamy!<br />
Minęło kilka minut. Wyprawa zauważyła stojący wagon metra, w którym świeciło się światło. Nagle w kierunku wyprawy padło kilka strzałów, a następnie okrzyk: "Ręce do góry, broń na ziemię!".<br />
- Ognia! - krzyknął Borys<br />
Strzelanina trwała dwie minuty, zginęło 5 osób z ekspedycji. Gdy strzały ucichły, ekspedycja weszła do wagonu. Panowała grobowa cisza. W następnym wagonie odkryto zakrwawiony stół . Wtedy, zza drzwi od wagonu wyskoczył lekarz z nożem. Popełnił jednak fatalny błąd, bowiem przeciw niemu była 28 - osobowa, uzbrojna grupa. Schwytano go i związano<br />
- Nie zabijajcie go. Weźmiemy go do siebie i przesłuchamy, może nam coś ciekawego o eksperymantach opowie - zarządził przywódca.<br />
W kolejnym wagonie faszyści odkryli ściśle tajne dokumenty wojskowe dotyczące eksperymentów. Znaleziono także spory zapas jedzenia. Jednak najbardziej przerażającego odkrycia dokonano pod kołami metra. Ściśnięto tam zmarłych wskutek napromieniowania i nieludzkich badań ludzi.<br />
Ekspedycja wróciła na Białą w godzinach popołudniowych. Wkrótce do wagonu zostanie wysłana kolejna ekspedycja.<br />
</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><br />
Wśród faszystów przez całą noc trwały narady dotyczące wysłania ekspedycji tunelem na północny zachód - w kierunku Katedralnej i odcinka kontrolowanego przez sektę. Trzydziestu pięciu śmiałków zgłosiło się na ochotników do wyprawy w strefę niebezpieczną. Grupie miał przewodzić Borys Zieleński.<br />
Ekspedycja miała za zadanie zbadać odcinek niebezpieczny i w miarę możliwości walczyć z ewentualnymi jednostkami wojskowymi i dowiedzieć się o ich poczynaniach.<br />
Wyprawa wyruszyła z samego rana. Po około godzinie przemieszczania się ekspedycja ujrzała w tunelu człowieka. Ledwo utrzymywał się o własnych siłach, na całym ciele miał blizny, miejscami niebieskawe przebrwienia. Ponadto na brzuchu miał świeżą, pobieżnie zszytą ranę ciętą.<br />
- Zawróćcie się i idźcie skądżeście przyszli jeśli wam życie miłe - wybełkotał<br />
- Kim jesteś? -  zapytał go członek ekspedycji<br />
- O matko, jak boli! Jestem zwyklym, niewinnym czlowiekiem.<br />
- Kto ci zadał takie obrażenia? Skąd masz ranę ciętą na brzuchu?<br />
- Uciekałem po wybuchu najdalej jak się da, zatrzymali mnie żołnierze na granicy strefy skażonej. Błagałem ich o pomoc, ale oni potraktowali mnie jak zwierzę. Przetransportowali mnie gdzieś w podziemia i eksperymentowali na mnie. Krew pobierali, promieniowali, nawet na żywca brzuch cięli by zobaczyć moje organy! Cudem uciekłem z tego piekła. Oj radzę wam, wróćcie skąd przybyliście jeżeli nie chcecie podzielić mojego losu!<br />
Po tych słowach zemdlał i padł na ziemię.<br />
- Sprawdź puls! - polecił jednemu z członków ekspedycji Borys<br />
- Nie oddycha! - stwierdził <br />
- Was dwóch, przetransportujcie zwłoki do Białej, sprawdzimy po powrocie co mu dokładnie robiono. A reszta ekspedycji, ruszamy!<br />
Minęło kilka minut. Wyprawa zauważyła stojący wagon metra, w którym świeciło się światło. Nagle w kierunku wyprawy padło kilka strzałów, a następnie okrzyk: "Ręce do góry, broń na ziemię!".<br />
- Ognia! - krzyknął Borys<br />
Strzelanina trwała dwie minuty, zginęło 5 osób z ekspedycji. Gdy strzały ucichły, ekspedycja weszła do wagonu. Panowała grobowa cisza. W następnym wagonie odkryto zakrwawiony stół . Wtedy, zza drzwi od wagonu wyskoczył lekarz z nożem. Popełnił jednak fatalny błąd, bowiem przeciw niemu była 28 - osobowa, uzbrojna grupa. Schwytano go i związano<br />
- Nie zabijajcie go. Weźmiemy go do siebie i przesłuchamy, może nam coś ciekawego o eksperymantach opowie - zarządził przywódca.<br />
W kolejnym wagonie faszyści odkryli ściśle tajne dokumenty wojskowe dotyczące eksperymentów. Znaleziono także spory zapas jedzenia. Jednak najbardziej przerażającego odkrycia dokonano pod kołami metra. Ściśnięto tam zmarłych wskutek napromieniowania i nieludzkich badań ludzi.<br />
Ekspedycja wróciła na Białą w godzinach popołudniowych. Wkrótce do wagonu zostanie wysłana kolejna ekspedycja.<br />
</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kierunek Spirkingrad]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1975.html</link>
			<pubDate>Mon, 24 Nov 2014 12:59:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1975.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">I </span>  <br />
   Chłopak po raz ostatni spojrzał na swoją rodzimą stację. Ze schodów spoglądał w dół w głąb Wyjścia Południowego, w którym tylko gdzieś na dole migotała mała karbidowa lampka. Na górze dookoła zejścia do metra było pustkowie. Miasto w kilka godzin zamieniło się w kamienistą pustynię. Nic tu już nie ma oprócz kilku ruin, wraków samochodów i resztek z biedaków, którzy nie schronili się w metrze. Najdalej, bo na zupełnie przeciwległym krańcu dawnego osiedla  mieniły się szyby wierzy kontrolnej lotniska. Blikująca w stronę Iwana basteja żarzyła się w dali na tyle granatowiejącego nieba. <br />
   Iwan był dwudziestoletnim chłopakiem, który w Bałdaraszu studiował na Uniwersytecie im. Alaltuna Ugedeja. Jego rodzinnym miastem był Spirkingrad, w którym się wychował. Niestety sytuacja ekonomiczna zmusiła go do opuszczenia miasta i udał się do stolicy Autonomii. Felernego dnia udawał się na zajęcia z ekonomii, lecz nigdy na nie dotarł. Znajdując się na Białej, gdzie kupował bilet jeszcze nie wiedział jaki los go spotka. <br />
   Rozpoczynając samobójczą wędrówkę udał się w stronę wierzy kontrolnej. Jednak jego wzrok przykuł jeden niemalże nietknięty budynek synagogi. Iwan słyszał od ludzi, że wchodzenie do budynków grozi praktycznie pewną śmiercią, ale w jego sytuacji nie miał już nic do stracenia. Przełożył AK-47 z pleców na piersi i zaczął kierować się w stronę świątyni. Cisza była grobowa, a jedyny słyszalny dźwięk, to bicie jego serca. Iwan powoli zaczął otwierać zwęglone drzwi i wszedł do środka. Poświecił latarką w stronę pięknie zdobionej bimy, w której stał stół. Iwan zbliżył się do stołu i zauważył wielki zwój. Jako, że Iwan interesował się wyznaniami przed katastrofą wiedział, iż jest to Tora. Przyjrzał się jej z bliska, jednak była napisana nieznanym dla niego językiem, dlatego poszedł dalej zwiedzać budynek. Za bimą zauważył wejście, gdzie kapłani przygotowywali się do modłów. Jedyna rzecz, która zwróciła jego uwagę to rozszarpane ciało szeregowego faszysty. Nagle z głośnym hukiem za trzasły się drzwi od świątyni.<br />
- Kurwa mać!<br />
Głośno przeklął Iwan.  <br />
   Chłopak złapał karabin obiema rękami i szybkim ruchem go odbezpieczył. Zaczął biegnąć szybko w stronę wyjścia jednak na baldachimie bimy stał potwór przypominający goryla. Stwór miał szarą sierść, ostre pazury i oczy wielkości pieści. Iwan rzucił się w stronę filaru i klejąc się do niego jeszcze raz zmierzył wzorkiem bestie.<br />
   Zastanawiał się nad tym czy jest sens z nim walczyć, może jednak wyjdzie z synagogi, a potwór zostawi go w spokoju. Rozterki Iwana rozwiał huk zeskakującego zwierza z dużej wysokości. Iwan wychylił się ostrożnie zza filara i oddał serie z karabinu w stronę potwora. Bestia jednak odskoczyła na bok i nietknięta z nadprzyrodzoną prędkością rzuciła się w stronę chłopaka. Iwan szybko odskoczył w stronę ław stojących obok, a stwór z impetem uderzył w kolumnę niszcząc ją do połowy. <br />
- Nie dobrze. - powiedział Iwan. <br />
   Potwór jednak wydał się być oszołomiony, więc dłużej się nie zastanawiając Iwan przełączył tryb karabinu na automatyczny i otworzył ciągły ogień w plecy bestii. Kule podziurawiły stwora i osunął się on delikatnie na bok. Chłopak podszedł bliżej swojej zdobyczy i przyjrzał się jej z bliska. Krew wypływająca z ran miała kolor jasno różowy, co zdziwiło Iwana. W tym samym momencie usłyszał głośny nieludzki krzyk z pomieszczenia, w którym był kilka minut wcześniej.<br />
   Iwan nie chcąc ryzykować w pośpiechu wybiegł ze świątyni, jednak zdążył szybko napisać na drzwiach czerwonym spreyem, który zdobył na stacji, „Nie wchodzić!”. <br />
   Chłopak cały się trząsł od przypływu adrenaliny i przez jego głowę przyszła myśl, by wrócić na Wyjście Południowe i prowadzić tam spokojne życie. Jednak wybił ten pomysł szybko sobie z głowy, bo wiedział, że tam też go czeka śmierć, lecz późniejsza, a być może nawet pewniejsza. <br />
   Iwan przeszedł już jakieś cztery kilometry, podróż pomijając synagogę mijała spokojnie bez większych trudności. Wieża kontrolna, która była pierwszym celem wędrówki nieubłaganie się zbliżała. Co tam zobaczę? Czy ktoś tam mieszka? W jakim stanie są samoloty? Co z podziemiami pod lotniskiem? Czy znowu jakieś cholerstwo będzie mnie chciało zabić? Takie pytania teraz zaprzątały głowę Iwana.  <br />
</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">I </span>  <br />
   Chłopak po raz ostatni spojrzał na swoją rodzimą stację. Ze schodów spoglądał w dół w głąb Wyjścia Południowego, w którym tylko gdzieś na dole migotała mała karbidowa lampka. Na górze dookoła zejścia do metra było pustkowie. Miasto w kilka godzin zamieniło się w kamienistą pustynię. Nic tu już nie ma oprócz kilku ruin, wraków samochodów i resztek z biedaków, którzy nie schronili się w metrze. Najdalej, bo na zupełnie przeciwległym krańcu dawnego osiedla  mieniły się szyby wierzy kontrolnej lotniska. Blikująca w stronę Iwana basteja żarzyła się w dali na tyle granatowiejącego nieba. <br />
   Iwan był dwudziestoletnim chłopakiem, który w Bałdaraszu studiował na Uniwersytecie im. Alaltuna Ugedeja. Jego rodzinnym miastem był Spirkingrad, w którym się wychował. Niestety sytuacja ekonomiczna zmusiła go do opuszczenia miasta i udał się do stolicy Autonomii. Felernego dnia udawał się na zajęcia z ekonomii, lecz nigdy na nie dotarł. Znajdując się na Białej, gdzie kupował bilet jeszcze nie wiedział jaki los go spotka. <br />
   Rozpoczynając samobójczą wędrówkę udał się w stronę wierzy kontrolnej. Jednak jego wzrok przykuł jeden niemalże nietknięty budynek synagogi. Iwan słyszał od ludzi, że wchodzenie do budynków grozi praktycznie pewną śmiercią, ale w jego sytuacji nie miał już nic do stracenia. Przełożył AK-47 z pleców na piersi i zaczął kierować się w stronę świątyni. Cisza była grobowa, a jedyny słyszalny dźwięk, to bicie jego serca. Iwan powoli zaczął otwierać zwęglone drzwi i wszedł do środka. Poświecił latarką w stronę pięknie zdobionej bimy, w której stał stół. Iwan zbliżył się do stołu i zauważył wielki zwój. Jako, że Iwan interesował się wyznaniami przed katastrofą wiedział, iż jest to Tora. Przyjrzał się jej z bliska, jednak była napisana nieznanym dla niego językiem, dlatego poszedł dalej zwiedzać budynek. Za bimą zauważył wejście, gdzie kapłani przygotowywali się do modłów. Jedyna rzecz, która zwróciła jego uwagę to rozszarpane ciało szeregowego faszysty. Nagle z głośnym hukiem za trzasły się drzwi od świątyni.<br />
- Kurwa mać!<br />
Głośno przeklął Iwan.  <br />
   Chłopak złapał karabin obiema rękami i szybkim ruchem go odbezpieczył. Zaczął biegnąć szybko w stronę wyjścia jednak na baldachimie bimy stał potwór przypominający goryla. Stwór miał szarą sierść, ostre pazury i oczy wielkości pieści. Iwan rzucił się w stronę filaru i klejąc się do niego jeszcze raz zmierzył wzorkiem bestie.<br />
   Zastanawiał się nad tym czy jest sens z nim walczyć, może jednak wyjdzie z synagogi, a potwór zostawi go w spokoju. Rozterki Iwana rozwiał huk zeskakującego zwierza z dużej wysokości. Iwan wychylił się ostrożnie zza filara i oddał serie z karabinu w stronę potwora. Bestia jednak odskoczyła na bok i nietknięta z nadprzyrodzoną prędkością rzuciła się w stronę chłopaka. Iwan szybko odskoczył w stronę ław stojących obok, a stwór z impetem uderzył w kolumnę niszcząc ją do połowy. <br />
- Nie dobrze. - powiedział Iwan. <br />
   Potwór jednak wydał się być oszołomiony, więc dłużej się nie zastanawiając Iwan przełączył tryb karabinu na automatyczny i otworzył ciągły ogień w plecy bestii. Kule podziurawiły stwora i osunął się on delikatnie na bok. Chłopak podszedł bliżej swojej zdobyczy i przyjrzał się jej z bliska. Krew wypływająca z ran miała kolor jasno różowy, co zdziwiło Iwana. W tym samym momencie usłyszał głośny nieludzki krzyk z pomieszczenia, w którym był kilka minut wcześniej.<br />
   Iwan nie chcąc ryzykować w pośpiechu wybiegł ze świątyni, jednak zdążył szybko napisać na drzwiach czerwonym spreyem, który zdobył na stacji, „Nie wchodzić!”. <br />
   Chłopak cały się trząsł od przypływu adrenaliny i przez jego głowę przyszła myśl, by wrócić na Wyjście Południowe i prowadzić tam spokojne życie. Jednak wybił ten pomysł szybko sobie z głowy, bo wiedział, że tam też go czeka śmierć, lecz późniejsza, a być może nawet pewniejsza. <br />
   Iwan przeszedł już jakieś cztery kilometry, podróż pomijając synagogę mijała spokojnie bez większych trudności. Wieża kontrolna, która była pierwszym celem wędrówki nieubłaganie się zbliżała. Co tam zobaczę? Czy ktoś tam mieszka? W jakim stanie są samoloty? Co z podziemiami pod lotniskiem? Czy znowu jakieś cholerstwo będzie mnie chciało zabić? Takie pytania teraz zaprzątały głowę Iwana.  <br />
</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wyprawa ze Spirkingradu]]></title>
			<link>https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1966.html</link>
			<pubDate>Sun, 23 Nov 2014 19:17:12 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/thread-1966.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cudem ocalały uciekinier próbujący przekroczyć granicę strefy zakażenia przed śmiercią zdążył poinformować żywych, chowających się po piwnicach mieszkańców Spirkingradu o zamknięciu granicy i zakazie opuszczania strefy. Czarna rozpacz została przerwana dopiero po usłyszeniu w radiu komunikatu z metra w Bałdaraszu.  <br />
W trakcie ewakuacji uniwersytetu do metra, kilku doktorantom udało się przenieść radiostację, a następnie uruchomić ją i wydać komunikat:<br />
- Obywatela Bałdaraszu i okolic! Schronienie znajduje się metrze. Bezpieczne wejście znajduje się u przecięcia Linii Czerwonej z Zieloną. Wskazane jest zabranie dokumentów, które posłużą do utworzenia paszportów. <br />
Komunikat nie był skierowany bezpośrednio do mieszkańców Spirkingradu, skąd nie nadchodziły żadne wieści. Ludność chowająca się w piwnicach uznała jednak, iż jest to jedyna szansa na przeżycie. Po zdobyciu specjalnych skafandrów, kilkadziesiąt osób noszących je stanęło na czele wyprawy. Zdobyli oni liczne pojazdy, którymi postanowiono ewakuować ludność miasta. <br />
Kilka tysięcy pozostałych przy życiu ludzi, z których część już chorowała, zajęło swoje miejsca w pojazdach ułożonych w wielką kolumnę. Pierwszą ciężarówką kierował Walentin, były komendant lokalnych oddziałów samoobrony. Został on liderem ekspedycji.<br />
Większość samochodów bez problemu dostała się do Bałdaraszu. Jedynie niewielka część zmarła w wyniku promieniowania. Zaraz po wjechaniu do miasta rozpoczął się wyścig. Każdy chciał znaleźć się jak najbliżej bezpiecznego wejścia. Było to słuszne założenie. W Bałdaraszu promieniowanie było bowiem znacznie większe i każda minuta była niesamowicie szkodliwa dla zdrowia...<br />
<br />
- Kto tam?! - zawołał mocny głos z wewnątrz metra.<br />
- Walentin. Przybyliśmy ze Spirkingradu. </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cudem ocalały uciekinier próbujący przekroczyć granicę strefy zakażenia przed śmiercią zdążył poinformować żywych, chowających się po piwnicach mieszkańców Spirkingradu o zamknięciu granicy i zakazie opuszczania strefy. Czarna rozpacz została przerwana dopiero po usłyszeniu w radiu komunikatu z metra w Bałdaraszu.  <br />
W trakcie ewakuacji uniwersytetu do metra, kilku doktorantom udało się przenieść radiostację, a następnie uruchomić ją i wydać komunikat:<br />
- Obywatela Bałdaraszu i okolic! Schronienie znajduje się metrze. Bezpieczne wejście znajduje się u przecięcia Linii Czerwonej z Zieloną. Wskazane jest zabranie dokumentów, które posłużą do utworzenia paszportów. <br />
Komunikat nie był skierowany bezpośrednio do mieszkańców Spirkingradu, skąd nie nadchodziły żadne wieści. Ludność chowająca się w piwnicach uznała jednak, iż jest to jedyna szansa na przeżycie. Po zdobyciu specjalnych skafandrów, kilkadziesiąt osób noszących je stanęło na czele wyprawy. Zdobyli oni liczne pojazdy, którymi postanowiono ewakuować ludność miasta. <br />
Kilka tysięcy pozostałych przy życiu ludzi, z których część już chorowała, zajęło swoje miejsca w pojazdach ułożonych w wielką kolumnę. Pierwszą ciężarówką kierował Walentin, były komendant lokalnych oddziałów samoobrony. Został on liderem ekspedycji.<br />
Większość samochodów bez problemu dostała się do Bałdaraszu. Jedynie niewielka część zmarła w wyniku promieniowania. Zaraz po wjechaniu do miasta rozpoczął się wyścig. Każdy chciał znaleźć się jak najbliżej bezpiecznego wejścia. Było to słuszne założenie. W Bałdaraszu promieniowanie było bowiem znacznie większe i każda minuta była niesamowicie szkodliwa dla zdrowia...<br />
<br />
- Kto tam?! - zawołał mocny głos z wewnątrz metra.<br />
- Walentin. Przybyliśmy ze Spirkingradu. </span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>