Epitafium unikameralizmu
#1
Drodzy,

niezwykle rzadko, pomimo posiadania statusu obywatela od paru miesięcy - jak i bycia dumnym ze swojej bialeńskiej tożsamości, wypowiadam się na naszym forum. Nie znaczy to jednak, że nie śledzę Was i Waszej walki o lepszą Bialenię na bieżąco, a w gorszym wypadku - na tyle, na ile pozwalają mi moje wyreglamentowane zasoby czasowe i tak już mocno nadszarpnięte realem.

Jestem świeżo po przeczytaniu zarówno projektu nowej konstytucji autorstwa Tadeusza Krasnodębskiego, jak i towarzyszącej mu debaty w Parlamencie. Zanim przejdę do krytyki (w szczególności, jak tytuł wskazuje, wprowadzenia parlamentu bikameralnego), chciałbym powiedzieć publicznie Tadeuszowi jedno: chapeau bas. Za projekt i za to, że Ci się w ogóle chciało.

Istnienie dwóch izb parlamentów w świecie realnym podyktowane jest względami historycznymi, ideologicznymi jak i praktycznymi. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych Senat reprezentuje stany, a Izba Reprezentantów - społeczeństwo (w dużym uproszczeniu, oczywiście; politolodzy mnie zabiją).

W Bialenii takie przesłanki nie zachodzą, a wprowadzenie takiego podziału jest rozwiązaniem arbitralnym, w następstwie którego wiele osób (a w praktyce - wszyscy) będą członkami obu izb. Szlachectwo w Bialenii jest statusem przyznawanym nadzwyczaj łatwo. Jaki więc sens byłby w rozłączaniu obu izb? Chyba że uciekł mi gdzieś przepis o incompatibilitas.

Niezrozumiałym dla mnie pomysłem jest wyłączenie z kompetencji izby niższej uchwalania aktów normatywnych dotyczących określonych sfer prawodawstwa. Rozumiem przyświecający temu cel, jak to ujął sam autor, aktywizowania folwarków, ale naprawdę - nie tędy droga. Rozwiązania systemowe w tej materii nie zdziałały nigdy cudów.

Ponadto, w trakcie debaty Severino Castiglioni-Faradobus sformułował dość - w mojej ocenie - niebezpieczną myśl, którą pozwolę sobie zacytować poniżej:
Cytat:Dobrze, mogę poprzeć jednoizbowy Parlament zwany Senatem ze Spikerem jako przewodniczącym. Parlament działający tak jak dotychczas.

Nie wiem, czy to odżywająca we mnie wewnętrzna konserwa - nie jestem w końcu Bialeńczykiem aż tak starej daty, jak chociażby Maciej. Niemniej, Panowie - naprawdę: nie żonglujcie nazwami. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych z Was Parlament i Marszałek Parlamentu to tylko li wyłącznie nazwy; ot, chwilowa nomenklatura.

Dla wielu z nas to jednak coś więcej - to kawał historii, która ciągnie się za nami. Historii przyjemnej jak i przykrej; często pokrętnej. Pełnej uderzeń w pulpit mównicy podczas gorących debat. Dlatego prosiłbym bardzo mocno, by poparcie dla jakiegoś projektu nie było uwarunkowywane zmianą nazwy, a je same zostawić w spokoju.

Kończąc, apeluję do posłów o przyjęcie poprawki do projektu zgłoszonej przez Macieja Kamińskiego. Tradycja nie jest pustym słowem. To coś, czego powinniśmy się trzymać mocno, by nie zatracić własnej tożsamości. Nie po to skończyliśmy z hasselandzką smutą, prawda?
(–) Kristian Arped
Odpowiedz
#2
Trudno się nie zgodzić.
Pomysł zacny, ale na Nasze warunki nie podziała.
dr net. prawa, prof. nadzw. UB
[Obrazek: fmg07.jpg]

Najczcigodniejszy, Doskonałej Chwały, Elokwentny, Inteligentny Dzierżawca Nauk, Ocean Mądrości
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: