05.01.2018, 20:07:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2018, 20:14:52 przez Karol Medycejski.)
Zainspirowany tezą postawioną w pewnym miejscu chciałbym poddać pod dyskusję następujący temat.
Otóż, wyobraźmy sobie państwo, nazwijmy je na potrzeby tych rozważań Exemplią, w którego zasadach ustrojowych spisanych w jego konstytucji nie umieszczono zasady państwa prawnego (państwa prawa, Rechtsstaat) ani jednoznacznie (tj. nigdzie wprost i bezpośrednio) sformułowanej zasady działania organów władzy państwowej na podstawie i w granicach prawa. Jednocześnie w tej naszej Exemplii istnieje zamknięty katalog źródeł prawa powszechnie obowiązującego, który jest raczej klasyczny, tj. najpierw konstytucja, następnie ratyfikowane umowy międzynarodowe, ustawy, rozporządzenia wykonujące ustawy, akty prawa miejscowego oraz na samym dole tej hierarchii jeszcze prawo zwyczajowe.
I teraz teza jest taka: "jeśli w Konstytucji Exemplii brak jest mowy o zasadzie państwa prawa, organy władzy publicznej nie powinny wydawać decyzji negatywnych uzasadniając, że brak jest podstawy prawnej do podjęcia określonej czynności."
Wobec tak postawionej tezy wyobraźmy sobie kilka, pozornie podobnych, stanów faktycznych.
Pierwszy z nich: Obywatel A przychodzi do organu państwa żądając wydania orzeczenia o rozbiórce płotu sąsiada, gdyż jest on szpetny i psuje krajobraz, tym samym naruszając jego prawo do życia w estetycznym otoczeniu, a zarazem wolność od oglądania szkaradzieństw w bezpośrednim otoczeniu jego nieruchomości mieszkalnej. Obywatel powołuje się przy tym na przepis Konstytucji, który mówi, że Exemplia chroni wolności i prawa swoich obywateli. W Exemplii, ponadto, obowiązuje kodeks budowlany, który dość szczegółowo i wyczerpująco reguluje wiele kwestii z zakresu prawa budowlanego, ale akurat kwestii rozbiórki w nim nie ma. Organ zasadniczo wyznaje zasadę sformułowaną w powyższej tezie, niemniej odmawia wydania aktu ws. rozbiórki uzasadniając to istnieniem w sprawach budowlanych kompleksowej regulacji, w której brak unormowania procedury nakazania rozbiórki, a więc brak kompetencji organu do działania, co w połączeniu z domniemaniem racjonalnego prawodawcy musi prowadzić do konkluzji, iż należało odmówić podjęcia żądanej czynności.
A zatem, pytanie numer jeden: czy takie rozstrzygnięcie organu jest słuszne wobec powyżej postawionej tezy?
Ale skomplikujmy jeszcze nieco ten kazus, modyfikując stan faktyczny.
Otóż, przyjmijmy, że w Exemplii nie ma żadnej regulacji w zakresie prawa materialnego i procedury budowlanej. Obywatel A zaś przychodzi do organu i stawia takie samo żądanie jak w kazusie pierwszym.
Jak powinien postąpić organ?
Pójdźmy dalej, do Organu przychodzi sąsiad Obywatela A, Obywatel B, właściciel płotu, którego wyburzenia żąda Obywatel A. Obywatel B również formułuje żądanie: "Organie, zignoruj (czyli w ogóle nic nie rób), odrzuć (czyli odmów spełniania zadość żądaniu z powodów formalnych) lub oddal (czyli odmów po merytorycznym rozpatrzeniu sprawy) żądanie Obywatela A i nie wyburzaj mojego płotu. Jest on ładny i schludny, a poza tym Konstytucja gwarantuje mi prawo rozporządzania moją własnością i budowania takiego parkanu, jaki chcę."
Co teraz powinien zrobić organ, przy założeniu prawidłowości tezy postawionej na samym początku?
Mam nadzieję, że uda mi się wywołać pewną dyskusję w tym temacie, dla której powyższe kazusy będą jedynie przyczynkiem. Od siebie dodam na razie tylko kilka zdań komentarza.
Mianowicie, od razu zaznaczę, że nie zgadzam się z tą tezą. Jaki bowiem sens jest ustanawiać zamknięty katalog źródeł prawa, jeśli organy państwa mogą działać na podstawie arbitralnej woli swoich piastunów, czyli pełnej uznaniowości, bez jakiejkolwiek podstawy prawnej? Owszem, w przedstawionej sytuacji nie ma spisanej konstytucyjnej zasady państwa prawnego i działania organów na podstawie i w granicach prawa. Niemniej, uznanie, że mogą one działać bez podstawy prawnej, czy innymi słowy (jak w tezie) nie mogą odmówić spełnienia zadość żądaniu w sytuacji, w której dana materia nie została w ogóle uregulowana (a może nawet wtedy, gdy została?), zupełnie niweczy sens tworzenia zamkniętego katalogu źródeł prawa powszechnie obowiązującego i wprowadza stan permanentnej niepewności co do prawa, a to z kolei implikuje brak możliwości posiadania zaufania do państwa i stanowionego przezeń prawa. Bowiem prawo sobie a państwo sobie, skoro działa ono obok stanowionego przez siebie prawa.
Identyczny problem byłby nawet w sytuacji, w której żądanie jednostki nie miałoby bezpośredniego, czy nawet pośredniego, wpływu na inne podmioty. Bowiem wówczas skoro rozstrzygnięcie dokonane jest li na podstawie arbitralnej woli, a przy założeniu braku spisanej zasady równości podmiotów, organ w takiej samej sytuacji (hipotezie) mógłby rozstrzygnąć zupełnie inaczej na rzecz innego podmiotu, bo przecież w rozstrzygnięciu tym nie jest związany właściwie prawem, skoro działa nie na jego podstawie. Dlatego taka teza i takie myślenie jest dla mnie bardzo niebezpieczne, ale ciekaw jestem waszych opinii.
Otóż, wyobraźmy sobie państwo, nazwijmy je na potrzeby tych rozważań Exemplią, w którego zasadach ustrojowych spisanych w jego konstytucji nie umieszczono zasady państwa prawnego (państwa prawa, Rechtsstaat) ani jednoznacznie (tj. nigdzie wprost i bezpośrednio) sformułowanej zasady działania organów władzy państwowej na podstawie i w granicach prawa. Jednocześnie w tej naszej Exemplii istnieje zamknięty katalog źródeł prawa powszechnie obowiązującego, który jest raczej klasyczny, tj. najpierw konstytucja, następnie ratyfikowane umowy międzynarodowe, ustawy, rozporządzenia wykonujące ustawy, akty prawa miejscowego oraz na samym dole tej hierarchii jeszcze prawo zwyczajowe.
I teraz teza jest taka: "jeśli w Konstytucji Exemplii brak jest mowy o zasadzie państwa prawa, organy władzy publicznej nie powinny wydawać decyzji negatywnych uzasadniając, że brak jest podstawy prawnej do podjęcia określonej czynności."
Wobec tak postawionej tezy wyobraźmy sobie kilka, pozornie podobnych, stanów faktycznych.
Pierwszy z nich: Obywatel A przychodzi do organu państwa żądając wydania orzeczenia o rozbiórce płotu sąsiada, gdyż jest on szpetny i psuje krajobraz, tym samym naruszając jego prawo do życia w estetycznym otoczeniu, a zarazem wolność od oglądania szkaradzieństw w bezpośrednim otoczeniu jego nieruchomości mieszkalnej. Obywatel powołuje się przy tym na przepis Konstytucji, który mówi, że Exemplia chroni wolności i prawa swoich obywateli. W Exemplii, ponadto, obowiązuje kodeks budowlany, który dość szczegółowo i wyczerpująco reguluje wiele kwestii z zakresu prawa budowlanego, ale akurat kwestii rozbiórki w nim nie ma. Organ zasadniczo wyznaje zasadę sformułowaną w powyższej tezie, niemniej odmawia wydania aktu ws. rozbiórki uzasadniając to istnieniem w sprawach budowlanych kompleksowej regulacji, w której brak unormowania procedury nakazania rozbiórki, a więc brak kompetencji organu do działania, co w połączeniu z domniemaniem racjonalnego prawodawcy musi prowadzić do konkluzji, iż należało odmówić podjęcia żądanej czynności.
A zatem, pytanie numer jeden: czy takie rozstrzygnięcie organu jest słuszne wobec powyżej postawionej tezy?
Ale skomplikujmy jeszcze nieco ten kazus, modyfikując stan faktyczny.
Otóż, przyjmijmy, że w Exemplii nie ma żadnej regulacji w zakresie prawa materialnego i procedury budowlanej. Obywatel A zaś przychodzi do organu i stawia takie samo żądanie jak w kazusie pierwszym.
Jak powinien postąpić organ?
Pójdźmy dalej, do Organu przychodzi sąsiad Obywatela A, Obywatel B, właściciel płotu, którego wyburzenia żąda Obywatel A. Obywatel B również formułuje żądanie: "Organie, zignoruj (czyli w ogóle nic nie rób), odrzuć (czyli odmów spełniania zadość żądaniu z powodów formalnych) lub oddal (czyli odmów po merytorycznym rozpatrzeniu sprawy) żądanie Obywatela A i nie wyburzaj mojego płotu. Jest on ładny i schludny, a poza tym Konstytucja gwarantuje mi prawo rozporządzania moją własnością i budowania takiego parkanu, jaki chcę."
Co teraz powinien zrobić organ, przy założeniu prawidłowości tezy postawionej na samym początku?
Mam nadzieję, że uda mi się wywołać pewną dyskusję w tym temacie, dla której powyższe kazusy będą jedynie przyczynkiem. Od siebie dodam na razie tylko kilka zdań komentarza.
Mianowicie, od razu zaznaczę, że nie zgadzam się z tą tezą. Jaki bowiem sens jest ustanawiać zamknięty katalog źródeł prawa, jeśli organy państwa mogą działać na podstawie arbitralnej woli swoich piastunów, czyli pełnej uznaniowości, bez jakiejkolwiek podstawy prawnej? Owszem, w przedstawionej sytuacji nie ma spisanej konstytucyjnej zasady państwa prawnego i działania organów na podstawie i w granicach prawa. Niemniej, uznanie, że mogą one działać bez podstawy prawnej, czy innymi słowy (jak w tezie) nie mogą odmówić spełnienia zadość żądaniu w sytuacji, w której dana materia nie została w ogóle uregulowana (a może nawet wtedy, gdy została?), zupełnie niweczy sens tworzenia zamkniętego katalogu źródeł prawa powszechnie obowiązującego i wprowadza stan permanentnej niepewności co do prawa, a to z kolei implikuje brak możliwości posiadania zaufania do państwa i stanowionego przezeń prawa. Bowiem prawo sobie a państwo sobie, skoro działa ono obok stanowionego przez siebie prawa.
Identyczny problem byłby nawet w sytuacji, w której żądanie jednostki nie miałoby bezpośredniego, czy nawet pośredniego, wpływu na inne podmioty. Bowiem wówczas skoro rozstrzygnięcie dokonane jest li na podstawie arbitralnej woli, a przy założeniu braku spisanej zasady równości podmiotów, organ w takiej samej sytuacji (hipotezie) mógłby rozstrzygnąć zupełnie inaczej na rzecz innego podmiotu, bo przecież w rozstrzygnięciu tym nie jest związany właściwie prawem, skoro działa nie na jego podstawie. Dlatego taka teza i takie myślenie jest dla mnie bardzo niebezpieczne, ale ciekaw jestem waszych opinii.
Jego Operacyjność
(-) Linux
![[Obrazek: 11668799_hhh.PNG]](http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/5/8/11668799_hhh.PNG)
(-) Linux
-------
"Ten człowiek jest gorszy niż Pietrow i Prezerwatyw Tradycja Radziecki!"
~ Szymon Uchatsok, myląc Medycejskiego z Kucełem
"Kretyn i słoik, który pewnie się na warszawiaka stylizuje"
~ Mój adorator
-------
Miałem w sumie wypisać się z Bialenii
A jednak coś spowodowało, że zostałem
Raz za razem
Odpowiedź za odpowiedzią
Lubię was nawet czasem, wiecie?
Krążą jednak opowieści
Eminencja pewien mówią jest ich źródłem
Dzień sądu nadchodzi!
Yyy zapytacie
Czego on znowu chce
Ech zostawcie dziwaka
Jednak zostałem
Stąd teraz siedzę
Kreśląc pierdolety
I dopasowując je do liter mojego nazwiska


![[Obrazek: fmg07.jpg]](http://i68.tinypic.com/fmg07.jpg)
![[Obrazek: 2FwJU.png]](http://funkyimg.com/i/2FwJU.png)
