Forum Republiki Bialeńskiej
Peryferia => Szpital Psychiatryczny im. Ofiar Realiozy => : AndrzejSwarzewski Wed, 22 Oct 2014, 20:57:49
-
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Pk7tTNGdBoY
[/youtube]
Nie wiem jak można walczyć z tak pięknym i wartościowym spotem. Katolicy, którzy najwięcej krzyczą o ochronie cywilizacji zachodniej przez "mongolstwem, chazarią, islamizmem i Putinem" walczą z największym osiągnięciem naszej kultury- wolnością osobistą.
-
Dwa przykłady obrazujące, skąd niechęć: pozycja takich osób w Holandii i pozycja takich osób w Szwecji.
-
Osoby takie powinny mieć pozycję równą innym. To chyba oczywiste.
A odnośnie argumentu o paradach równości, to również mi się to nie podoba. Jednakże obnoszenie się heteroseksualistów ze swoją seksualnością też mi się nie podoba, a występuje znacznie częściej.
-
Osoby takie powinny mieć pozycję równą innym. To chyba oczywiste.
Ideowo - jak najbardziej. Z punktu widzenia państwa - bynajmniej nie.
A odnośnie argumentu o paradach równości, to również mi się to nie podoba. Jednakże obnoszenie się heteroseksualistów ze swoją seksualnością też mi się nie podoba, a występuje znacznie częściej.
Tu nie chodzi o te głupie parady, tylko o podejście polityków do tych ludzi. Już to, co dzieje się za Odrą jest dla mnie osobiście przerażające, a we wspomnianych przeze mnie wcześniej krajach... trudne do opisania w ludzkich słowach.
-
Ideowo - jak najbardziej. Z punktu widzenia państwa - bynajmniej nie.
No błagam. Czyli jak Kaczyński nie ma dzieci, to powinno mu się ograniczyć prawa obywatelskie?
Tu nie chodzi o te głupie parady, tylko o podejście polityków do tych ludzi. Już to, co dzieje się za Odrą jest dla mnie osobiście przerażające, a we wspomnianych przeze mnie wcześniej krajach... trudne do opisania w ludzkich słowach.
Być może w niektórych krajach sytuacja jest niezdrowa w drugą stronę, ale w Polsce nie jest dobrze. I tu nie chodzi nawet o system prawny, lecz o sytuację społeczną takich osób. Jestem zwolennikiem związków partnerskich (również heteroseksualnych; jakbym w jakiś miał w przyszłości wchodzić to tylko w partnerski), jednakże to nie główny problem.
-
Czysto logicznie - byłoby to korzystne propagandowo i biologicznie, a merytorycznie to mała strata. No ale obecna cywilizacja ma jednak nieco wyższy poziom, przynajmniej w Polsce.
I ten argument mogę zastosować też do drugiego stanowiska.
Nadmienię, nie ma tu krzty ironii.
-
Jednakże obnoszenie się heteroseksualistów ze swoją seksualnością też mi się nie podoba, a występuje znacznie częściej.
Pamiętajmy jednak, że to "obnoszenie się" jest formą walki polityczne o pewne prawa... w krajach gdzie osoby homoseksualne mają pełnię praw jak osoby heteroseksualne to żadnych "parad równości" nie ma - bo nie ma to sensu.
Wszelkie manifestacje odbywają się wtedy gdy się o coś walczy, gdy nie trzeba walczyć to i manifestacje nie mają sensu, a więc ich w zasadzie nie ma.
Osoby takie powinny mieć pozycję równą innym. To chyba oczywiste.
Ideowo - jak najbardziej. Z punktu widzenia państwa - bynajmniej nie.
W zasadzie dlaczego nie? Argument o braku dzieci (najczęściej podnoszony przez katoprawicowych oszołomów) jest "z Księżyca", bo czy homoseksualista będzie miał prawo do homo-małżeństwa czy nie to i tak dzieci z tego nie będzie. To czemu mu to ograniczać... homoseksualizm jest nieuleczalny. Tych ludzi zmienić się nie da... tacy są i nic na to nie poradzą. To też obywatele utrzymujący to państwo z podatków - niby czemu im nie pomóc żyć tak jak chcą?
Zresztą argument, że osoby homoseksualne nie powinny mieć prawa do wychowywania dzieci - jest równie głupi... dwóch homo nie wychowa homo, bo gdyby tak się dało to skąd by się brali homo w rodzinach hetero? A przecież oni są z rodzin hetero...
Najzabawniejsze jest, że państwo rozczula się na niepełnosprawnymi - potrafi wydać kupę kasy na jakieś "zwalczanie barier architektonicznych", ich "aktywizację" itd - co w sumie służy pewnie nawet nie 1% ludzi... przy czym całkiem niezły procent niepełnosprawnych sama jest sobie winna, bo sami spowodowali wypadki, które ich np. "przykuły do wózka". Ale uważa, że że można olewać potrzeby ludzi, którzy nijak nie są winni tego, że natura zrobiła im taki "psikus". Przecież ani homoseksualista, ani transseksualiści nie są winni swojemu problemowi. Taki się urodził i nic poradzić nie może. Czemu nie robić tak, aby było im najlżej w życiu? Aby czuli się "normalnie" jak inni... czym oni są gorsi od np. ludzi niepełnosprawnych ruchowo, którym państwo pomaga jak się da, nawet kosztem zdrowej części społeczeństwa?
Dla mnie ktoś kto się odnosi z pogardą np. do homoseksualistów czy transseksualistów jest takim samym bydlakiem, jak ten co kpi z człowieka na wózku czy poruszającego się o kulach, wyśmiewając jego kalectwo.
-
Aleś się tolerancyjny zrobił... :))
Złota myśl na dziś: pedały to geje. ;D
-
w krajach gdzie osoby homoseksualne mają pełnię praw jak osoby heteroseksualne to żadnych "parad równości" nie ma - bo nie ma to sensu.
No właśnie "parady równości" są, a parad równości nie ma.
W zasadzie dlaczego nie?
Bo państwo chroni i uprzywilejowuje instytucję małżeństwa (heteroseksualnego). Te wszystkie "związki partnerskie" (obojętnie, jakiej płci) niech sobie istnieją jako to, czym są - czyli konkubinaty.
To też obywatele utrzymujący to państwo z podatków - niby czemu im nie pomóc żyć tak jak chcą?
Tu, jako że odpowiedź na to w sumie zawarłem już wyżej, pozwolę sobie na głupawą hiperbolizację - seryjni mordercy też utrzymują państwo z podatków.
Najzabawniejsze jest, że państwo rozczula się na niepełnosprawnymi - potrafi wydać kupę kasy na jakieś "zwalczanie barier architektonicznych", ich "aktywizację" itd - co w sumie służy pewnie nawet nie 1% ludzi...
Owszem - to również jest nieekonomiczne.
Brzmię jak nazista, wiem.
Złota myśl na dziś: pedały to geje.
Nieoficjalne rozgraniczenie: każdy pedał jest gejem, ale nie każdy gej jest pedałem.
Jeśli ktoś chce, mogę ocenzurować swoją wypowiedź.
-
Bo państwo chroni i uprzywilejowuje instytucję małżeństwa (heteroseksualnego). Te wszystkie "związki partnerskie" (obojętnie, jakiej płci) niech sobie istnieją jako to, czym są - czyli konkubinaty.
A jak rozróżniasz instytucję małżeństwa od innego związku? Tylko błagam, nie mów tu o jakichś dzieciach, bo brak posiadania dzieci może wynikać po prostu z wysokiej świadomości, chęci zaoszczędzenia cierpień następnym pokoleniom.
Tu, jako że odpowiedź na to w sumie zawarłem już wyżej, pozwolę sobie na głupawą hiperbolizację - seryjni mordercy też utrzymują państwo z podatków.
No tak. I z tego faktu później państwo utrzymuje ich z podatków, zamiast zabijać. Jak już tak głupawo rozmawiamy...
Nieoficjalne rozgraniczenie: każdy pedał jest gejem, ale nie każdy gej jest pedałem.
Znam wielu hetero-pedałów. Nie wiem do jakiej szkoły chodzisz, skoro ich nie znasz. :D
-
A jak rozróżniasz instytucję małżeństwa od innego związku?
Zgodnie z polskim prawem. A jak inaczej?
No tak. I z tego faktu później państwo utrzymuje ich z podatków, zamiast zabijać. Jak już tak głupawo rozmawiamy...
Cóż... utrzymywanie skazanego na śmierć jest droższe niż zwykłego więźnia (osobna cela, psycholog i takie tam), do tego rozprawy w USA (do innych krajów nie porównujmy) ciągną się całymi latami. Ponadto, żeby móc się utrzymać z przymusowej pracy, to więzień musiałby diamenty szlifować, a tego nikt mu nie da robić - a próba oszczędzenia na siłę skończy się łagrem. Także...
Znam wielu hetero-pedałów. Nie wiem do jakiej szkoły chodzisz, skoro ich nie znasz.
Kwestia definicji.
-
Nie chciałbym schodzić tutaj na tematy pracy więźniów, bo nie o tym jest temat, aczkolwiek w PRL-u to się dobrze spisywało. +Wiadomo, że nie chodzi o obozy z lat stalinizmu w których mordowało się Niemców. Mówię o pracy nie-kryminalistów np. na budowach, co znam nawet z historii swojej rodziny. Tym samym utrzymywali sami siebie lub byli na utrzymaniu swoich rodzin, a nie na utrzymaniu państwa.
Natomiast co do sedna tematu, to myślę, że dyskusja w kategoriach przydatności dla państwa nie ma sensu. To kwestia tego, czy uważa się, że państwo jest dla obywateli, czy że obywatele są dla państwa. Ja uważam, że to państwo jest dla obywateli. Polska jest państwem nieprzyjaznym dla obywateli, no i jest milionowa emigracja. I to bynajmniej nie tylko kwestia ekonomiczna, ale też stosunków społecznych, podejściu władzy do człowieka.
-
Natomiast co do sedna tematu, to myślę, że dyskusja w kategoriach przydatności dla państwa nie ma sensu.
Ideologizujesz. ;) A ja daję suchą, bezduszną teorię.
I to bynajmniej nie tylko kwestia ekonomiczna, ale też stosunków społecznych, podejściu władzy do człowieka.
To dlatego Polacy wyjeżdżają ze Szwecji.
-
Szwecja nie jest dla mnie ideałem państwa, aczkolwiek to w Polsce jest jednym z najgorszych na świecie krajów w stosunku do swoich mieszkańców.
Ja nie jestem zbytnim liberałem, aczkolwiek homofobia to nie przykład konserwatyzmu, ani patriotyzmu. To, że homoseksualistów wykorzystują różni lewicowi podludzie nie oznacza, że wszyscy homosie to lewaki. Jest wielu homoseksualistów popierających prawicę.
A orientacja Prezesa i Bosaka też nie taka pewna... ;)
-
W zasadzie dlaczego nie?
Bo państwo chroni i uprzywilejowuje instytucję małżeństwa (heteroseksualnego).
Tak z ciekawości... bo tekst oczywiście znany i wyświechtany - to jakie zagrożenie dla małżeństw heteroseksualnych stanowi np. dopuszczenie małżeństw czy sformalizowanych związków (jak zwał tak zwał - skutek prawny się liczy) homoseksualnych. Bo powiedzenie, że się coś chroni warto jeszcze sprecyzować przed czym? Tylko, że nijak nie mogę zrozumieć w jaki sposób formalny związek dwóch osób homoseksualnych zagraża małżeństwom hetero?
Nie wiem... żyję w małżeństwie (z kobietą oczywiście) już trochę lat i nijak nie mogę "skumać" toku rozumowania tych, którzy usiłowaliby mnie przekonać, że np. żyjące obok małżeństwo homoseksualne czymkolwiek by mi groziło. Jesteś w stanie to wytłumaczyć - skoro jak widzę wykazujesz zrozumienie dla takich teorii?
...pozwolę sobie na głupawą hiperbolizację - seryjni mordercy też utrzymują państwo z podatków.
Jest tylko taka drobna różnica... "seryjni mordercy" nie dość że łamią prawo, to z założenia zagrażają innym. Homoseksualiści nie łamią prawa tylko dlatego, że mają taki, a nie inny "defekt" seksualności, procent porządnych i uczciwych ludzi jest zapewne taki sam wśród homo i hetero. A więc masz rację... głupawe (jak sam przyznajesz) porównanie.
Owszem - to również jest nieekonomiczne.
Brzmię jak nazista, wiem.
Nie - akurat taki pogląd rozumiem... nie "marnować" kasy na marginalne problemy - traktując je "po równo" i po linii ekonomicznej.
Natomiast nie rozumiem dlaczego uznaje się, że jednym pokrzywdzonym przez los (choć często przez samych siebie) ułatwiać życie wydając kasę wszystkich podatników, a innym (którzy nijak swojemu skrzywdzeniu winni nie są) nie ułatwiać - choć tak naprawdę z ekonomicznego punktu widzenia kosztuje to znacznie mniej. W zasadzie jedyną zauważalną stratą skarbu państwa byłaby możliwość wspólnego opodatkowania... bo inne kwestia o jakie zabiegają zwolennicy formalizacji związków homoseksualnych kosztów nie generują (uproszczenie dziedziczenia, kwestia decyzji o zabiegach medycznych itd.). Co więcej - w sumie to wspólne opodatkowanie w pewien sposób byłoby rekompensowane faktem, że formalne związki to tez obowiązki - choćby alimentacyjne (w razie czego). Czyli w przypadku trudnej sytuacji najpierw byłyby alimenty od byłego "homo-współmałżonka", a dopiero potem świadczenie z naszych podatków (opieka społeczna).
-
Bo powiedzenie, że się coś chroni warto jeszcze sprecyzować przed czym? Tylko, że nijak nie mogę zrozumieć w jaki sposób formalny związek dwóch osób homoseksualnych zagraża małżeństwom hetero?
Pokazuje konkurencję. Nie ma sensowniejszego wyjaśnienia.
Osobiście uważam (bo do tej pory nie określiłem swojego zdania), że prawo do życia w konkubinacie dać im można jak najbardziej, jeśli państwo chce "wyjść na swoje". A i małżeństwa cywilne - wiele nie zaszkodzą, o ile w ogóle.
Jest tylko taka drobna różnica... "seryjni mordercy" nie dość że łamią prawo, to z założenia zagrażają innym. Homoseksualiści nie łamią prawa tylko dlatego, że mają taki, a nie inny "defekt" seksualności, procent porządnych i uczciwych ludzi jest zapewne taki sam wśród homo i hetero
Zapewne tak. I mógłbym się jeszcze kłócić z tym stanowiskiem - ale to OT.
Natomiast nie rozumiem dlaczego uznaje się, że jednym pokrzywdzonym przez los (choć często przez samych siebie) ułatwiać życie wydając kasę wszystkich podatników, a innym (którzy nijak swojemu skrzywdzeniu winni nie są) nie ułatwiać - choć tak naprawdę z ekonomicznego punktu widzenia kosztuje to znacznie mniej. W zasadzie jedyną zauważalną stratą skarbu państwa byłaby możliwość wspólnego opodatkowania... bo inne kwestia o jakie zabiegają zwolennicy formalizacji związków homoseksualnych kosztów nie generują (uproszczenie dziedziczenia, kwestia decyzji o zabiegach medycznych itd.). Co więcej - w sumie to wspólne opodatkowanie w pewien sposób byłoby rekompensowane faktem, że formalne związki to tez obowiązki - choćby alimentacyjne (w razie czego). Czyli w przypadku trudnej sytuacji najpierw byłyby alimenty od byłego "homo-współmałżonka", a dopiero potem świadczenie z naszych podatków (opieka społeczna).
A tu jedyna logiczna odpowiedź to: "bo tak".
-
Bo powiedzenie, że się coś chroni warto jeszcze sprecyzować przed czym? Tylko, że nijak nie mogę zrozumieć w jaki sposób formalny związek dwóch osób homoseksualnych zagraża małżeństwom hetero?
Pokazuje konkurencję. Nie ma sensowniejszego wyjaśnienia.
Czyli nie ma wyjaśnienia w ogóle... o "sensowności" nie wspominając, bo bycie homo- czy heteroseksualistą to nie jest kwestia wyboru czyli "konkurencja" nie istnieje.
A tu jedyna logiczna odpowiedź to: "bo tak".
No faktycznie "logiczna"... ale widać pojęcie logiki u normalnych ludzi, różni "nieco" od tego pojęcia u różnych prawicowych czy pseudoprawicowych oszołomów (w odróżnieniu oczywiście od ludzi o poglądach prawicowych nie będących oszołomami). W sumie dyskusja zeszła do poziomu pewne partii pseudoprawicowej... która generalnie nie ma żadnych argumentów, a ich działanie polega na "zakrzykiwaniu" i przyciąganiu tych którym myśleć się nie chce. >:D
-
Również nie mam nic przeciwko formalizacji związków partnerskich, w tym i osób tej samej płci. Sam żyłem przez jakiś czas w konkubinacie, jak to nazywał pewien mój kolega (;) ). Nie mniej uważam, że podstawą społeczeństwa jest tradycyjna rodzina, obecnie posiadam takową, własną i dobrze mi z tym. :P :)
-
Pokazuje konkurencję. Nie ma sensowniejszego wyjaśnienia.
Konkurencja może dotyczyć co najwyżej osób biseksualnych, które rzekomo miałyby wybierać, czy wolą być w związku z kobietą, czy mężczyzną. Większość osób biseksualnych to kobiety z których zdecydowana większość ostatecznie wybierze mężczyznę, aby posiadać dzieci (nawet dzieje się tak w przypadku kobiet rzekomo homoseksualnych). 63,63% homoseksualistek i 64,71% biseksualistek, według badań, zmienia orientację w ciągu 10 lat. Dla porównania, dzieje się tak tylko u 9,52% homoseksualistów i 47,06% biseksualistów.
Tak więc, rzeczywiście, orientacja może być zmienna, jednakże w żaden sposób naukowo nie udowodniono wpływu społeczeństwa na te procesy.