Szanowni a zacni,
Ostatnie trzy miesiące były okresem szczególnie ciekawym w życiu politycznym Republiki Bialeńskiej. W końcowy okresie prezydentury Eddarda Noqterna dało się już zaobserwować symptomatyczne przejawy zbliżającego się kryzysu o charakterze społecznym, sięgającego zapewne korzeniami jeszcze głębiej, czy to do podpisania układu stowarzyszeniowego, czy to do okresu szczytowania Radykalnego Centrum. Oczywiście cała sytuacja była podgrzewana przez osoby o szczególnie awanturniczym charakterze, co tylko pogłębiało wzajemne niechęci. Całkowita polaryzacja społeczna nastąpiła podczas następnych wyborów – społeczeństwo podzieliło się na dwa wzajemne zwalczające się obozy – dawnych zwolenników prezydenta Noqterna, skupionych wokół Fryderyka Hufflepufa i dawnych opozycjonistów, popierających Alego Ali Taliba. Ostatecznie zwyciężyli dawni opozycjoniści, jeśli można użyć tego słowa. Kampania wyborcza była długa, niezwykle rozbudowana – dawny wiceprezydent odwiedził chyba każde miasto bialeńskie, ale wyjątkowo wodnista – nieostra. Czego wyrazem był mój satyryczny start pod szyldem „natychmiastowej zmiany”. Ostatecznie zwyciężył Ali Al Talib, choć jego prezydentura okazała się być jedną z najkrótszych w historii – ku rozpaczy dawnych opozycjonistów nowy prezydent szybko zaniechał działalności. Dawny spór może i wybuchłby na nowo, ale i dawny rywal Alego Taliba – Fryderyk Hufflepuf – podjął decyzję o rezygnacji. Na jakiś czas waśnie ucichły, choć antagonizm nadal trwał, tym razem przyjmując oblicze o charakterze narodowościowym (spór na linii „prawdziwi Bialeńczycy” – Hassleandczycy) oraz społeczno-politycznym (o dalszy kształt Bialenii, jako państwa stowarzyszeniowego). Przyszedł okres, który, w mojej opinii, był zdecydowanie najlepszym dla naszego kraju w ostatnich miesiącach – rządy technokratów z prezydentem Hewertem na czele. Nastał czas względnej stabilizacji, a konflikty na linii rząd – opozycja na jakiś czas ucichły. Jednakże, że tu posłużę się cytatem ze Swarzewskiego „Wraz z ucywilizowaniem technicznym idzie zapaść duchowa i ideowa”. Konflikt osiągnął apogeum, gdy katechoniczny (ten, który powstrzymywał przed wojną bialeńsko-bialeńską) podał się do dymisji, a w szranki stanął Kim Ir Sen i Aleksandra Dostojewska, która połączyła środowiska antyhasselandzkie i „libertariańsko-awanturnicze”. Właściwie sporom nie było końca – poczynając o marnej jakości propagandy plakatowej, prezentowanej przez obie strony, a kończąc na konfliktogennych docinkach słownych – jednakże to miało być tylko preludium, do tego, co stało się potem. Po zamieszaniu, związanym z głosowaniem, ostatecznie wybory wygrała Aleksandra Dostojewska. Jej prezydentura okazała się być zabójczą (nie tylko dla Bialenii, ale i dla pani prezydent) – niechaj tego wyrazem będą wydarzenia „bialeńskiej wiosny”, znajdującej swój oddźwięk nawet w zagranicznej kulturze, czy instrumentalne potraktowanie instytucji stanu nadzwyczajnego przez władzę, albo radosna manifestacja opozycjonistów, okupujących plac przed pałacem prezydenckim. Doszło do zamiany ról z czasów rządów Wspólnoty Rozwoju – jednakże tym razem konflikt nabrał ogólnopaństwowego charakteru (wówczas kością zapalną był proces Fiodora Swirydiuka oraz jego następstwa). Doszło nawet do rękoczynów, zaś społeczeństwo uległo prawdziwej polaryzacji, a w konsekwencji przeciwko pani prezydent opowiedziało się prawie 80 % obywateli. Przez każdy zakład pracy, przez wiele bialeńskich, brodryjskich i hasselandzkich domów, przebiegają linie bolesnych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści - sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji. Manifestacje, gotowość strajkowa, czy nawet samosądy stały się normą. Padają wezwania do fizycznej rozprawy z "Hasselandczykami" czy z ludźmi o odmiennych poglądach. Mnożą się wypadki terroru, pogróżek i samosądów moralnych, a także bezpośredniej przemocy. Rosną milionowe fortuny rekinów podziemia gospodarczego. Sytuacja oczywiście nie jest aż tak tragiczna, jednak patetyczne wystąpienia, wymagają pewnej plastyczności, by ułatwić odbiór. Tuszę, że znając moje zamiłowania do satyrycznych wystąpień, nie zostanie ono odebrane jako afront. Jednakże „miznianie się” i zapewnianie, że nie ma żadnego problemu byłoby sprzeczne z rzeczywistością. Spór, który zarysowałem jest konsekwencją spolaryzowanej polityki, odchodzącej od swej klasycznej definicji (czego wyrazem niechaj będzie ostatnie nadanie folwarków). Postanowiłem, znów cytując klasyka, że te najbliższe wybory prezydenckie odbędą się zgodnie z prawem, ja zaś sam pozwolę sobie na kandydowanie. Przede wszystkim jest to realizacja mojego zakładu, który postawiłem sobie kilka tygodni temu, ale także decyzja podjęta po namowach pewnych środowisk. Chciałbym się zaprezentować, jako osoba stojąca całkowicie na uboczu obecnego sporu politycznego, niezaangażowana w żadne konflikty czy waśnie personalne. Moim marzeniem jest zażegnanie obecnego konfliktu społeczno-politycznego, a z pewnością nie włączanie do niego obiektywnego bytu, jakim jest państwo i rząd. Lecz dokładniej o programie, czy raczej tym, co chciałbym zrealizować podczas prezydentury, wspomnę także o wizji ideowej mojej prezydentury oraz wizji Bialenii, jako Estado Novo. Teraz należy wyjaśnić, czym owa immanetyzacja eschatou jest. Pozwolę sobie zacytować T. Wiśniewskiego "Immanentyzacja Eschatonu następuje, gdy człowiek usiłuje urzeczywistnić nadzieje transcendentne w świecie doczesnym. (...) Rewolucjoniści (wszelkiej maści, nie tylko marksiści konkretnie) tymczasem za swój cel mają stworzenie społeczeństwa doskonałego tu, na Ziemi, jedynie wysiłkiem rąk ludzkich. Różnią się między sobą przewidywaniami co do czasu oraz nakładu sił potrzebnych na jego zbudowanie".
Jednak zanim doń przejdę, to chciałbym wyjaśnić kilka kwestii natury ideowej, dotyczącej istoty prezydentury. Tak, nadal jestem monarchistą, bo cenię sobie rozum i godność człowieka, cenię sobie wolność i tradycję. Jednakże jestem zwolennikiem państwa sensu stricto, jako organizacji harmonizującej życie społeczne, spajającej wspólnotę (civitas), a także dbające o ład w oparciu o autorytet, nabyty – w naszej sytuacji – poprzez przyzwolenie społeczne. Ostatnie miesiące nie służyły rozwojowi autorytetu władzy, ciągłe roszady w rządzie czy nadużycie instytucji stanu nadzwyczajnego osłabiło zaufanie społeczeństwa do władzy, jako takiej. Jest to straszliwy problem, który może zostać rozwiązany tylko poprzez stabilną i zachowawczą prezydenturę, o czym także poniżej. Swego czasu pisałem, iż „nie będę w żaden sposób angażował się czynnie w życie polityczne narodu – jeszcze dziś złożę mandat poselski. Póki zaś istnieć będzie instytucja państwa, które zachowuje namiastkę ładu tradycyjnego, to właśnie jej będę służyć, czy to jako członek rządu czy to jako sędzia”. W dzisiejszych dniach musze zrewidować swoje słowa, o ile nie mam zamiaru pchać się do gminowładczego parlamentu, o tyle prezydenturę pojmuję, jako ucieleśnienie władzy państwowej czy bycie suwerenem w myśl teorii decyzjonizmu, a przekładając na realia bialeńskie, katechonem, niosącym – znów uderzając w nuty patetyzmu – sztandar bohaterów powstania marcowego. Wobec tego, zdecydowałem się na służbę państwu – „ostatniej namiastce ładu tradycyjnego”. Cóż ponadto? Mam nadzieję, że niczym Andrzej Dupa (hihi) będę prezydentem wszystkich Bialeńczyków, czyli mieszkańców Republiki Bialeńskiej. Postaram się zachować maksymalną bezstronność wobec konfliktów, być raczej mediatorem, niżeli stroną. Zaś co się tyczy spraw najwyższej wagi państwowej, to raz w tygodniu (chyba, że nie będzie takiej potrzeby) będę publikował uroczyste orędzie z okien Pałacu Prezydenckiego. Autorytet głowy państwa (i tak nadszarpnięty poprzez warcholską politykę) nie może być angażowany „w każdy temat”. Przeto za Akwinatą, przyjmę powtórzę: „zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.” To właśnie taka postawa, cechująca się pewną dozą zachowawczości (nieodłączni połączonej z dobrym smakiem w „robieniu” polityki), zapewni poprawę obrazu Bialenii na zewnątrz, a przede wszystkim odbuduje poczucie zaufania do rządu pośród mieszkańców Bialenii. Co istotne, chciałby kontynuować politykę „drugiej szansy” (oczywiście w granicach powszechnego przyzwolenia i obowiązującego prawa) stosowaną przez moich zacnych poprzedników.
Adasiowa wizja Estado Novo, opiera się o trzy filary: autorytet, idea autonomicznych organów korporacyjnych, tradycja powstania marcowego i dyskretne figle monarcho-arystokratyczne. O autorytecie pisałem już powyżej, zarysowując moją wizję prezydentury. Jednak co zrobić, by go „osiągnąć”? Pierwsze primo, to własny przykład – koń jaki jest, każdy widzi – opisywać siebie nie muszę (zrobi to za mnie minister propagandy), zawsze starałem się stać na pozycjach propaństwowych, broniąc suwerennych decyzji władzy, zwłaszcza, gdy byt obiektywny miał zostać zagłuszony przez krzykactwo i rozwydrzony tłum (gmin), działający pod wpływem emocji. Zawsze będę się starał działać z namysłem, uprzednio konsultując najważniejsze kwestie państwowe podczas posiedzeń rządu. Po drugie primo, postaram się wykazać cnotą umiarkowania, zarówno w robieniu polityki, o czym powyżej, jak i administrowaniu krajem, czemu będzie służyć uszczuplenie składu gabinetu. Sytuacja, w której powołuje się kilku ministrów, posiadających takie same kompetencje, jest absurdalna. Rząd będzie skupiał się na czterech kwestiach: dyplomacji, biurokracji, (czyli sprawach statystycznych, uzupełnianiu list, przygotowywaniu estetycznych wzorów kancelaryjnych), kulturze (rozumianej, jako opiekę nad wszelkimi międzynarodowymi konkursami kulturalnymi, inicjowaniem eventów i pląsów dla gminu), a także na propagandzie. W razie potrzeby, będą powoływani ministrowie pełnomocni. Po trzecie primo, szczególną wagę postaram się przyłożyć do kwestii związanych z dyplomacją – opracowana zostanie doktryna polityki zagranicznej (jej zarys postaram się przedstawić na dniach), a także odbywać się będą zebrania – reaktywowanej Rady Dyplomatycznej, skupiającej ambasadorów – realizujących „sekret prezydenta”. Po czwarte primo-ultimo, będę sprzeciwiał się wszelkim formom osłabienia pozycji prezydenta poprzez zwiększenie kontroli parlamentu (ot! Choćby poprzez wybieranie premiera) nad rządem. Prezydent, jako ucieleśnienie woli narodu, obrońca Konstytucji (Hüter der Verfassung), czołowy przedstawiciel egzekutywy nie może być zależnym od legislatora w postaci parlamentu. Odpowiada przed Bogiem, Historią i bezpośrednio przed narodem, który może go odwołać poprzez referendum. Uważam obecny kompromis za wystarczający. Pamiętajmy, że do tej pory zawiodła jednostka (sic!) nie zaś system. Choć w dysputy na ten temat póki co nie mam zamiaru się wdawać. Ochłońmy po ostatnich wydarzeniach i bądźmy wreszcie ciszej nad ta trumną… Z czym wiązała się będzie idea korporacjonizmu? W pewien sposób nawiązywać będzie do idei, przyświecającej ostatniemu ministrowi spraw wewnętrznych. Samą ideę uważam za słuszną, lecz w mojej opinii, nie zastosowano odpowiednich środków. Korporacjonizmu nie należy rozumieć w realowym tego słowa znaczeniu, w mojej wizji jest to system zezwalający na sporą autonomię poszczególnych podmiotów życia społeczno-politycznego, swoistą budowę samorządu. Brzmi dumnie, zaś w istocie jest niezwykle proste. O co chodzi? Otóż zgodzić się musimy, że w Bialenii istnieją wyspecjalizowane środowiska, realizujące swoje cele. Są to: żołnierze (bellatores), sportowcy (ludzie piłki nożnej) oraz naukowcy (uznajmy, że są to środowiska akademickie i prawnicze). A zatem w przybliżeniu, działają oni w trzech instytucjach: Siłach Zbrojnych, Bialeńskim Związku Sportowym oraz na uniwersytetach i wokół Sądu Ludowego. Co do Sił Zbrojnych, to chciałbym by zależność wojska od rządu była tylko nominalna, prezydent jako nominalny zwierzchnik Sił Zbrojnych, nie angażuje się w sprawy wojskowości (m.in. poprzez niepowoływanie ministra obrony), pozostawiając całą władzę (w czasie pokoju rzecz jasna) mianowanemu przez siebie Dowódcy. Od razu zapowiadam, że nie mam zamiaru przeprowadzać „dobrej zmiany” w wojsku, pozostawiając wolną rękę (w sprawach nominacyjnych – w realizacji lit.b art.17 ustawy o SZ i służbie wojskowej, zdam się na opinię dowództwa sił zbrojnych, organizacyjnych) obecnemu Wielkiemu Marszałkowi (co oczywiście nie wyklucza pomocy, o ile taka potrzeba zostanie wysunięta przez dowództwo). Co zaś się tyczy środowiska sportowego, to chciałbym kontynuować linię (http://htp://spolecznosc.bialenia.org.pl/index.php?topic=4768.msg43714#msg43714), obraną przez obecne kierownictwo ministerstwa sportu, idąc jeszcze dalej, czyli dążąc do całkowitej autonomii od rządu. Nie zamierzam powoływać fikcyjnego urzędu ministra sportu, by wszystkim, co jest związane ze sportem, było podejmowane w ramach Bialeńskiego Związku Sportowego. Być może, będzie to wymagało stosownej kodyfikacji prawnej, gdyż BZS działa w oparciu o rozporządzenie ministra sportu. Nie ukrywam, że chylę czoła przed obecnym ministrem sportu – Tomaszem Bagratem-Dostojewskim, który zapoczątkował zmiany (nazwijmy je subsydiarnymi) w sporcie. Ostatnim środowiskiem jest inteligencja akademicka i (nie istniejące obecnie) środowiska prawnicze. Nie ukrywam, że moim celem jest stworzenie w Bialenii rzetelnego środowiska prawniczego, działającego wokół Sądu Ludowego, ale także jako doradcy przy procesie legislacyjnym. Zewsząd słyszymy, że prawo nasze jest, jak pajęczyna, bąk się przebije, ale nie muszyna (hihi), a także, że jest niespójne. Tutaj należy podkreślić wielką rolę mojego papy, którego zasługi w krytycznym podchodzeniu do prawodawstwa bialeńskiego oraz zwiększenia świadomości w tej materii pośród Bialeńczyków są ogromne. Co zaś się tyczy samego kreowania środowiska prawniczego, to wiele zależy od współpracy z czołowym bialeńskim ośrodkiem naukowym, jakim jest Akademia Libertas, zainspirowany dyskusją (http://spolecznosc.bialenia.org.pl/index.php?topic=4427.msg39788#msg39788) w Senacie uczelnianym, zacząłem myśleć o powołaniu Korporacji Prawniczej, składającej się ze wszystkich jurystów z wyższym wykształceniem, którzy mogliby obejmować funkcję Sędziego Ludowego, a także służyć profesjonalną pomocą prawną tudzież opiniować akty normatywne, wydawane przez parlament. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że kreowanie takie środowiska, wymaga pracy u podstaw i stworzenia formacji intelektualnej na uczelni wyższej (sam już po zakończeniu kadencji, chętnie bym zaangażował się w pracę w takiej instytucji, zwłaszcza, że będzie to zbieżne z kierunkiem, jaki zamierzam podejmować na studiach w nietętniącym realu). Tak więc owe korporacje pełniłby funkcje autonomicznych (od rządu), specjalizujących się w danej dziedzinie, instytucji. To ciekawe rozwiązanie, zwłaszcza, że powoli przyjmuje ono naturalną formę, gdyż mimowolne tendencje korporacjonistyczne są widoczne w ostatnich działaniach Bialeńczyków. Kolejna kwestia, którą poruszałem, to zagadnienie tradycji powstania marcowego. Jako konserwatysta z natury jestem sceptycznie nastawiony do wszelkich ruchów rewolucyjnych, lecz w przypadku powstania marcowego jestem w stanie dostrzec jego państwotwórczy charakter, a także widzę potrzebę jego istnienia w kształtowaniu bialeńskiej tożsamości narodowej. Jednakże w tym zakresie, poza polityką „drugiej szansy” oraz próbą kreowania „tradycji tolerancyjnych” poprzez prezydencką mediację, moje działania będą miały raczej charakter symboliczny. Gdzieś z tyłu głowy, kołacze mi myśl sformalizowania uczestników powstania styczniowego, być może coś się z tego wykuje podczas konferencji w Pałacu Prezydenckim na temat powstania marcowego, którą będę miał zamiar zrealizować (o czym w terminarzu). Mam także zamiar doprowadzić do nadania hymnu Republice Bialeńskiej, podkreślającego związki Bialenii z tradycją powstania marcowego. Lecz, z powodu braku umiejętności w tym zakresie, będę zdany na Bialeńczyków – nic tak nie spaja narodu, jak wspólne układanie słów hymnu i dobór melodii. Ostatnia kwestia, to figle monarchistyczno-arystokratyczne . Jestem doskonale znany, jako zwolennik monarchizmu, dlatego nie byłbym sobą, gdybym nie zapowiedział, że zamierzam wykorzystać prezydencką inicjatywę ustawodawczą, by wprowadzić w życie Wielką Kartę Aktów Fundamentalnych (http://spolecznosc.bialenia.org.pl/index.php?topic=3759.msg36080#msg36080), choć doskolane zdaję sobie sprawę, że są to raczej mrzonki i nie uda się jej – używając slangu parlamentarnego – „przepchnąć przez zamrażarkę”. Mimo to będzie to próba wykreowania debaty na konkretny, interesujący mnie temat. Doszły mnie słuchy, że w Bialenii odżywa stronnictwo egalitarystyczne – po raz kolejny dokonano zamachu na instytucję „głosów ważonych” – kto wie, czy egalitaryści nie zabronią wkrótce używania przedrostków arystokratycznych. Musi to budzić niepokój każdego tradycyjnego bialeńskiego szlachcica, oto najbardziej zasłużeni mieszkańcy bialeńskiej zmieni, zostali pozbawieni tego symbolicznego przywileju, jakim były „dodatkowe głosy”. Tutaj będę robił wszystko, by przywrócić tę namiastkę „tradycyjnego ładu”, naciskając, w każdy możliwy a zgodny z prawem, sposób na parlament). A do hołoty, która próbowałaby znów podnosić egalitarystyczne hasełka, kazałbym strzelać, nawet, gdyby tam był mój syn, parafrazując klasyka.
Myślę, że na dzień dzisiejszy, to by było na tyle. Zgodnie z zapowiedziami na dniach postaram się opublikować wymagany terminarz (plan) mojej prezydentury, a także przygotować ankietę, badającą nastroje społeczne w najbardziej palących kwestiach. Jestem otwarty na zadawanie pytań, na wszystkie chętnie odpowiem (o ile nie będą miały na celu szkalowanie Wielkich Ludzi). Proszę także, by zgłaszać wszelkie problemy, których nie ująłem powyżej, a w opinii „Szanownych a zacnych” są istotne (od razu zaznaczę, że kwestii istniejącego konfliktu bialeńsko-hasslenadzkiego celowo pominąłem, jej zostanie poświęcone jeszcze jedno wystąpienie, ale to tym później). Jeszcze w kwestiach formalnych – podpisy nad kandydaturą będzie przyjmowała (http://spolecznosc.bialenia.org.pl/index.php?topic=5014.msg44306#msg44306)pani Basia z działu promocji. Prosiłbym też – by zgodnie z obecnymi irracjonalnymi przepisami – jakaś partia polityczna zechciała poprzeć moją kandydaturę, bo będę zmuszony do podjęcia tak groteskowej czynności, jak zarejestrowanie własnej partii politycznej, której jedynym celem będzie wystawienie mi poparcia. No, bo nie mamy innego celu, jak ten, któryśmy tu zdeklarowali i to jest podstawowy program naszego działania, jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się zrealizować. To jak będzie? Pomożecie?
(http://zmniejszacz.pl/zdjecie/404/4794892_antonio-salazar.jpg)