Forum Republiki Bialeńskiej
Podział administracyjny => Królestwo Hasselandu => Dyskusja ogólna i powitania => : Piotr Pawel I Tue, 12 Apr 2016, 15:46:27
-
Może co poniektórych zaskoczę, ale myślę, że powinniśmy nawiązać bezpośrednie, choć może na razie nieoficjalne kontakty z Wandystanem. Przyznam, że moje osobiste relacje z Wandystanem nie zawsze układały się dobrze. Niespecjalnie podoba mi się ich język i nazywanie wszystkich dokoła "towarzyszami" oraz szafowanie czerwoną symboliką. Tym niemniej uważam, że są to ludzie o głębokim poszanowaniu wolności i praw człowieka, czego w mikronacjach nie zawsze doświadczamy.
Na początek sugeruję rozmowę z ambasadorem Wandystanu w Bialenii, potem ewentualnie wizytę w Wandystanie - być może zaproszenie przedstawicieli tej mikronacji do dyskusji w HKSW. A potem - zobaczymy.
-
Do rozmowy jestem zawsze otwarty :) Ale od "towarzyszowania" to się nie uwolnicie, towarzyszu Zaym ;-)
-
To ja mam prośbę, by tytułować mnie "obywatelu". "Towarzyszem" się zrewanżuję, towarzyszu Ambasadorze!
-
Mogę pisać redaktorze Zermatt ewentualnie :P I ambarasie, nie ambasadorze :P
-
Redaktor Zermatt jest pseudonimem (o czym wielokrotnie było mówione), czemu więc kogokolwiek nazywac pseudonimem? Czy do Głowackiego ktoś mówił "panie Prus"? Może i mówił, nie wiem :P
Ambaras oczywiście może być, ostatecznie, jak jest nuncjusz, może być i ambaras >:D
-
Wiem, że to może być dla Towarzysza szok, ale używając pseudonimu można również się do kogoś noszącego ten pseudonim zwracać. Naprawdę! Nie wiem jak w przypadku Prusa (raczej też), ale dość rozpowszechnione to było w przypadku Stalina, Lenina, Agenta 007 i wielu innych! Niezwykłe, jak ten świat działa, pardwa?
-
To nie jest żaden szok; czasem pseudonim przerastał oryginalne nazwisko, fakt, Stalin & Lenin to doskonałe przykłady, 007 zdecydowanie gorszy. Świetnym przykładem jest Bodo (to efekt oglądania serialu...), kto tak naprawdę wie, jak on się rzeczywiście nazywał? Natomiast w przypadku Zermatta to nie sądzę, aby ten pseudonim jakoś się wybił na samodzielność; jeśli tak, to sukces podpisanych Zermattem tekstów ;) Co ciekawe, niektórzy mieli wiele pseudonimów. Zwłaszcza dziennikarskich. Bo ja wiem, może Zermatta zastąpi np. Eugeniusz Adlerhorn, żeby już pozostać przy Szwajcarii? Albo będą funkcjonować oba pseudonimy? B)
-
Dobrze, towarzyszu Adlerhorn-Zermatt, niech wam będzie. Tym niemniej - jeżeli mamy rozmawiać o kontaktach hasselandzko-wandejskich to sugeruję przejść od słów do czynów.
-
Konkrety to są takie, że Hasseland nie prowadzi samodzielnej działalności międzynarodowej. Jednak proponuję by na razie Ambasada (Ambarasja? Ambaratura?) Wandystanu stworzyła Stałą Misję Tymczasową (coś w rodzaju "stałej rotacyjnej obecności"...) w KH, a my po uzyskaniu zgody MSZ RB stworzylibyśmy analogiczną misję w Wandystanie. Myślę, że trzeba się zastanowić co po tych formalnościach, mam różne pomysły i wkrótce o nich napiszę.
-
Znaczy, nie chcę być niegrzeczny czy coś, ale generalnie skupiłbym się na tym co faktycznie ma znaczenie, a nie na tworzeniu Stałej Misji Tymczasowej (coś jak gnomi Tajny Jawny Trybunał ds. Osądzenia Zbrodni Scholandzkich?) czy innego rodzaju placówki, która będzie sposobem na powiedzenie, że będąc w Bialenii odwiedzam też Hasseland. Co, jak widać, i tak ma miejsce.
Dlatego przeszedłbym na miejscu Towarzysza bezpośrednio do pisania o tych pomysłach.
-
Przypomina mi się Lem: "od tajnych balonów zwiadowczych było aż ciemno" ("Cyberiada", nomen omen, żeby tak nawiązać do Cyberii). Wbrew pozorom, tworzenie instytucji ma znaczenie, bo one są symboliczne - Misja Wandystanu w Hasselandzie ma symboliczne znaczenie :)
Ale dobrze. Na początek proponuję dyskusje w ramach naszej HKSW i ew. uczelni w Wandystanie, a jak takowej nie ma, to np. Nowej Biblioteki Narodowej. Na poważne tematy mikro- i makronacyjne. Tak, żeby zaciekawić nie tylko kilka osób, ale różnych ludzi z różnych mikronacji.