Król Eddard spędził cały wieczór w pałacowym ogrodzie. W czasie regencji nie miał zbyt wiele do roboty. Służbie kazał rozpalić ognisko, przy którym odpoczywał czytając książki. A miał ich ze sobą trzy – pierwsza była wielka, niezwykle gruba i bardzo stara. Okładki zrobione były z drewnianych desek, a kartki pozlepiane były kurzem i czymś lepkim. Tą starą księgę razuryjską Król znalazł w pałacowej bibliotece. Druga książka była bardzo schludna, obłożona okładką, pachniała jeszcze drukiem – był to nowy podręcznik historii Hasselandu, który dopiero co został wypuszczony do hasselandzkich szkół. Trzecią z książek Król również otrzymał nie dawno była niewielka, obłożona złotą skórą. Eddard na początku przeglądał wszystkie książki po kolei. Kiedy skończył czytać ostatnią, znów wrócił do pierwszej. W pewnym momencie jakby znalazł coś w najstarszym tomiszczu. W napięciu zaczął przerzucać kartki podręcznika i kiedy również tam coś zobaczył powoli sięgnął po ostatni tomik, który przekartkował powoli w poszukiwaniu odpowiedniego fragmentu. Jest! Noqtern sięgnął po przygotowaną kartkę, długopis i zapisał coś w niej, po czym wezwał strażnika.
Chwilę później wchodził do karety zaprzęgniętej w dwa piękne konie i ruszył w drogę wraz z dwoma strażnikami i woźnicą. Kareta wyjechała przez bramy pałacu i ruszyła na angemoncką starówkę. Ulicę były pustawe – o 21 zamykają się bramy dla zwiedzających, żeby mieszkańcy mogli spędzić tu spokojny wieczór jak co dzień. Mieszkańcy Angemont nie prowadzą nocnego życia, dlatego mało kto mógł dostrzec karetę jadącą w stronę rynku głównego. Zaprzęg zatrzymał się na pustej już i ciemnej starówce stolicy, tuż przy wielkiej katedrze hasselandzkiej. Obiekt zbudowany został przez Razuryjczyków już w IX wieku, ale kilkanaście lat temu przeszedł gruntowną przebudowę dokonaną przez hasselandzkich kolonizatorów. Król wysiadł z powozu i udał się do bocznego, niewielkiego wejścia. Uchylił drzwi i wszedł do środka. Drzwi zatrzasnęły się, a przed nimi stanął jeden ze strażników. Drugi udał się do środka z Królem.
(http://pre08.deviantart.net/492f/th/pre/i/2011/086/3/0/dark_cathedral_by_splintered_spirit-d3ckoep.jpg)
Boczna wieża katedry w Angemont.
Eddard szybko podbiegł do drzwi i energicznym ruchem ręki otworzył je. Oczom trójki ukazały się wąskie schody kręcone, wiodące w górę i w dół. - Idziemy na dół - zawyrokował Noqtern. - Sir, tam może być niebezpiecznie. - odparł lekko zdenerwowany gwardzista. - Eddardzie, lepiej posłuchajmy strażnika. - dodała Lady Irmina. - Spokojnie, nic tam nie będzie, idziemy. - skwitował Ned, po czym szybko ruszył w dół schodami. Tuż za nim skierowała się Lady, a kilka kroków za nimi - gwardzista.
Droga wydawała się bardzo długa i zaczynało się robić coraz ciaśniej i ciemniej. Po paru minutach niebezpiecznej wędrówki Eddard zobaczył podobne drzwi. Lekko nacisnął klamkę... zamknięte. Nacisnął jednak mocniej i pchnął drzwi - te skrzypiąc głośno powoli się otworzyły. Eddard wszedł pierwszy, poświecił latarką po sali i powiedział do wtłaczających się do sali Irminy. Musisz to zobaczyć - Król znowu poświecił latarką po sali. A może raczej powinniśmy powiedzić hali, albo hangarze? Pomieszczenie było gigantyczne, nie było widać ścian. Jedynie kierując latarkę naprzeciw światło dziwnie się rozmywało. Grupka podeszła kilka kroków do przodu - to chyba... kraty... - powiedział zaciekawiony Eddard dotykając metolowych prętów blokujących przejście dalej. - A więc kraty... - Tutaj jest chyba furta - powiedziała lekko drżącym głosem Irmina. Rzeczywiście - po dotarciu na miejsce Eddard zobaczył wyróżniającą się w drzwiach furtę. Ale próbować ją otworzyć nie było po co. Wielka żelazna kłódka spinała furtę z kratami. - Musimy dostać się do środka. - odpowiedział Eddard.
(http://media.moddb.com/images/mods/1/19/18890/Dungeon.png)
Do sali szpitalnej wszedł Eddard Noqtern. - Irmino, czy nic ci nie jest? Lekarze powiedzieli, że możesz już wyjść. Pójdziesz ze mną? - zapytał. - Dobrze - odpowiedziała kobieta. Para wyszła ze szpitala, na zewnątrz czekał na nich nowy Luczeng marki CLA. Jeden z ochroniarzy otworzył drzwi, po czym oboje weszli do środka i odjechali. - Muszę Ci coś pokazać. Będziesz na pewno zaciekawiona! - rzekł podekscytowany Eddard. Samochód skierował się tuż pod katedrę w Angemont. - Eddardzie... nie! - krzyknęła zdenerwowana kobieta. - Spokojnie, teraz jest już bezpiecznie.
Boczne wejście do katedry zastawione było barierkami - samochody królewskie wjechały jednak do środka. Wejścia pilnowało czterech uzbrojonych gwardzistów, którzy widzą Króla i Lady zasalutowali. Noqtern odpowiedział im skinieniem głowy po czym zaprowadził Lady Irminę do środka. Jakże inaczej on wyglądał. Przez kolorowe witraże przedstawiające różne mityczne sceny z Razuri promienie światła wpadały do środka rozświetlając całą świątynie pięknymi barwami. Zakurzony, ale piękny ołtarz błyszczał złotymi i srebrnymi ozdobami. W środku stało kilku gwardzistów. Niektórzy robili zdjęcia i notowali, niektórzy po prostu pilnowali bezpieczeństwa monarchy. - Tędy - powiedział Ned wskazując przejście do piwnicy.
(http://s4.thingpic.com/images/qB/rf66d71eS7S2dtog9PDmY3v4.jpeg)
- Skierowali się więc do znanych im skrzypiących drzwi. Zeszli po schodach i poszli wąskim korytarzem do dolnej piwnicy. Drzwi były otwarte - pilnowane przez znanego im gwardzistę królewskiego. - Dzień dobry kapitanie, jak ręka i plecy? - spytał król. - Już dobrze, dziękuję Wasza Królewska Mość. Szlachetna Lady, dobrze widzieć Lady zdrową - powiedział strażnik do Irminy. Eddard minął gwardzistę i razem z Irminą zszedł długimi wąskimi schodami.
Znaleźli się w znanej im wielkiej sali. Jednakże wyglądała ona zupełnie inaczej niż ostatnio. W środku ustawione były lampy i reflektory, tak że widzieli całe wielkie wnętrze - na pewno jednak nie aż tak duże jak myśleli wcześniej! Kraty były otwarte - jak zwykle pilnowane przez strażnika. Po sali kręciło się też kilka osób w białych fartuchach, notując coś i robiąc zdjęcia. - Musisz to zobaczyć Imino. Pamiętasz naszą wizję? Może to nie do końca była wizja... - powiedział Eddard. Poszli, więc dalej i minęli kraty. Pomieszczenie to było jeszcze większe od poprzedniego. Strop znajdował się chyba z 15 metrów wyżej. Jednak ihch uwagę przykuło coś innego. Na środku leżał wielki szkielet i gigantyczna, groźnie wyglądająca czaszka. Co więcej - tenże szkielet był przykuty do ściany grubymi, długimi łańcuchami...