W trakcie trzęsienia ziemi grupa mieszkańców bloku na przedmieściach Spirkingradu schowała się w piwnicy, co pozwoliło im na przeżycie zawalenia się budynku, jak i początków promieniowania od zniszczonej elektrowni.
Po kilku godzinach ubrali się w znalezione stroje robocze oraz nieszczelne maski, pozostawione tutaj przez Tygrysy Spirkina. Zdobyli kilkunastoosobowy bus i postanowili uciec, jak najdalej od Spirkingradu.
W trakcie podróży zauważyli zmiany na swoim ciele, kilkoro dzieci oraz kilka kobiet zasłabło. Wszystkim zaczęło się kręcić w głowie. Widząc żołnierzy bialeńskich strzegących zakażonego terytorium ucieszyli się i liczyli na szybko pomoc. Jednak po wyjściu z busa, nim się spostrzegli, otworzono do nich ogień. Wszyscy zginęli na miejscu, za wyjątkiem jednego mężczyzny, który ukrył się za busem, a następnie korzystając z nieuwagi żołnierzy przekonanych co do zakończenia akcji, powrócił do pojazdu i udał się w drogę powrotną do Spirkingradu.
Pomimo swojej tężyzny fizycznej i maski zachowanej w stosunkowo dobrym stanie, kilka godzin po powrocie do miasta i opowiedzenia współmieszkańcom o dziwnej sytuacji zmarł.