Po pierwsze, ja widzę taką argumentację Prezydenta: szefowie państw stowarzyszonych są uparci, nie da się dojść z nimi do porozumienia, głosujmy więc.
Tymczasem zmiana umowy stowarzyszeniowej to nie jest, cytując klasyka,
hop-siup. Tu trzeba poważnej debaty na szczeblu szefów państw. Najpierw - ustalenia, dokąd zmierzamy, czy chcemy poprawić obecny układ, czy stworzyć coś nowego (np. konfederację). Tymczasem mamy propozycję pytania:
Czy jesteś za przekształceniem dotychczasowych państw stowarzyszonych w pełni autonomiczne terytoria stowarzyszone, które będą podlegać przepisom Republiki Bialeńskiej w zastrzeżonych przez Traktat kwestiach?.
podpartą groźbą, że jeśli większość zagłosuje "za", to państwa stowarzyszone będą mogły albo na kolanach przyjąć ten projekt, albo umowa stowarzyszeniowa będzie zerwana. Co więcej, we wniosku jest nieuprawnione stwierdzenie, że
Jeśli Obywatele odrzucą referendum, to będzie znaczyło, że chcą utrzymać dotychczasowy status państw stowarzyszonych i dają jasny sygnał, że pragną suwerenności dla Carstwa Brodryjskiego i Królestwa Hasselandu na starych dotąd zasadach
Nie; głosowanie na "nie" oznacza jedynie, że obywatele będą przeciw "przekształceniu dotychczasowych państw stowarzyszonych w pełni autonomiczne terytoria". Koniec, kropka.
Sugerowanie, że w głosowaniu wezmą udział wszyscy obywatele Hasselandu i Brodrii jest także nieuprawnione.
Ja w takim głosowaniu udziału nie wezmę.