
Do Iżniewska, stolicy Najjaśniejszego Carstwa zjeżdżają się tłumne orszaki. Kniaziowie, bojarstwo, batiuszkowie, a nawet prości robotnicy. Wszyscy kierują się na plac przed Pałacem Senatu Rządzącego, gdzie książę Medycejski, z inicjatywy Najjaśniejszego Pana, na którego portret bynajmniej nie nasrały muchy, zwołał Sobór Ziemski. Wybrali się wszyscy, aby dać się zapisać i zadecydować, jak będzie wyglądała ich przyszłość. Gdy pod Pałace byli już wszyscy możni, książę-kanclerz wraz z Regentem Carstwa w otoczeniu najwyższego duchowieństwa brodryjskiego, wyszedł, by przemówić do zebranych.
nim przejdę do rzeczy, chciałbym zachęcić wszystkich, by przeszli do
Pałacu, gdzie czeka na nich pani Natalia, która odpowiada za przeprowadzenie spisu bojarstwa. Zebraliśmy się tutaj, by radzić nad sytuacją ziemiaństwa (bojarstwa), czyli posiadaczy ziemi (wotczyn). Dla mnie to dyskusja będzie miała charakter nad wyraz istotny, gdyż określi porządek, w Schmittowskim rozumieniu tego słowa, konstytucyjny. Wpierw należy się zastanowić, jak wygląda system ziemski w obecnej, Brodrii, rządzonej przez Cara-samodzierżawcę? Podług Zwodu Praw Kardynalnych cała władza należy do Najjaśniejszego Pana - Jego Majestat jest prawem i ucieleśnieniem państwa. Nie ogranicza go absolutnie nic. Ani dawne, ani aktualne prawa. Można zatem śmiało implikować, że wszytkie tereny, cała ziemia brodryjska, należy de facto do Jego Carskiego Majestatu. Co prawda niektóre ziemie są w posiadaniu (podług dekretów carskich sprzed kilku miesięcy) możnych bojarów (kniazia Swarzewskiego czy kniazia Bagrata), lecz nie zmienia to faktu, że ich prawowitym właścicielem, jako patrymonialny i samodzierżawny władca, jest Najjaśniejszy Pan. Ten krótki wywód wygłosiłem nie dlatego, by podważyć prawa cnych kniziów do posiadania ziemi, lecz po to, by stwierdzić niejako stan faktyczny, a następnie wysunąć zeń pewne wnioski. Tak zatem relacje pomiędzy Carem a kniaziami są bliżej nie sprecyzowane i raczej nietrwałe (tylko od woli Cara zależy, czy stan posiadania zostanie utrzymany). Co postuluję zatem? Będzie to zwrot ku feudalizmowi, swoista refeudalizacja stosunków na linii lennik-suzeren. Proponuję, by miast opierać się o prawo publiczne, jak miało to miejsce do tej pory, powrócić do stosunków na gruncie prawa prywatnego. Będzie to przejaw
reakcyjnej ariergardy, terminu który sam ukułem i z lubością używam. A zatem stosunki między posiadaczem ziemskim a suzerenem (Carem) kształtowałyby się na podstawie umowy zawartej podczas składania homagium bojarskiego. Najjaśniejszy Pan, który w swej łaskawości raczyłby je przyjmować po całym uroczystym ceremoniale, suzeren wręczałby wasalowi wraz ze ziemią umowę, określającą zakres obowiązków i praw, przysługujących posiadaczowi ziemskiemu. Władałby on zatem swym lennem jako udzielnym księstewkiem opierając się o umowę, który otrzymał podczas homagium. Tak zatem ziemie Najjaśniejszego Carstwa zostałyby rozdzielone pomiędzy poszczególnych wasalów (dotychczasowi posiadacze ziemscy zatrzymaliby swe ziemie, o ile złożyliby homagium monarsze i przyjęli stosowne umowy). Tereny zaś, który pozostałyby w ręku Carskim - Domena Carska - byłyby pod osobistym zarządem monarchy bądź gubernatora (albo kanclerza z urzędu). Z tychże ziem Najjaśniejszy Pan wydzielałby ziemie dla przyszłych wasalów. To sprawiłoby, że obok obywatelstwa, czyli więzi prawnej łączącej obywatela z państwem, pojawiłaby się nowa kategoria zależności (tym razem na gruncie prawa prywatnego), łącząca wasala z monarchą. Naturalnie stosowne gratyfikacje terytorialne otrzymałby Kościół Rotrio-katolicki, a każdy nowo-mianowany przez Ojca Świętego prałat, sprawujący posługę na te terytorium brodryjskim, by zachować przysługujące Kościołowi przywileje i ziemie, musiałby składać odpowiednie homagium monarsze. Jak do mej koncepcji odnoszą się cni bojarzy?