Polemizowałbym z tym, czy jest to problem.
Napisałem to w kontekście Twojej uwagi, że czegoś tam nie możesz bo Sarmacja nie uznaje RB. Oczywiście nie jest to problem dla żadnej ze stron - bo obie mogą się wzajemnie nie uznawać, udawać wręcz, że nie istnieją i niczego to nie zmienia.
Choć oczywiście sytuację przeczenia pewnym faktom uznaję trochę za dziwną - bo "nieuznawanie" oznacza dla mnie, że się nie zauważa istnienia. Można oczywiście nie utrzymywać stosunków dyplomatycznych, czy mieć do siebie stosunek wrogi (choć to akurat uważa za mało sensowne) lub obojętny... ale nie uznawać istnienia? W końcu rozmawiamy, nieprawdaż - to jednak i Sarmacja, i RB istnieje.
Uznanie danego terytorium za obpp jest maksymalnie orientacyjne i niczym nieuregulowane; przynajmniej po stronie Księstwa Sarmacji. Nie ma nawet potrzeby respektowania takiego pojęcia...
Oczywiście, że tak naprawdę nie ma i nie ma tak naprawdę żadnej możliwości uregulowania tego wszystkiego, bo chyba cały mikroświat musiałby się zgodzić na kogoś kto będzie neutralnym arbitrem i kontrolował kwestie terenów itd. Szczerze... jestem w tej zabawie niedługo, jakieś ponad pół roku - ale widząc skonfliktowanie mikroświata za możliwe tego nie uważam. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie uzna wspólnych uzgodnień i... co mu zrobisz? Co najwyżej pozostaje ostracyzm towarzyski i tyle.
...jak jednak wspominałem, bon ton jest uznanie samoświadczenia, a interwencja RB jest bezprawna i nawet bez dobrego wyjaśnienia... W przeciwieństwie do Sclavinii, bo sama nazwa sugeruje, że Nowa Sclavinia jakiś z tąż związek ma.
Nazwa, nazwą - świadczy tylko o pewnej historii regionu, o tym, że ktoś kiedyś na nim działał. A same nazwy ulegają również zmianom - tak wirtualu, jak i w realu.
Natomiast w kwestii samooświadczenia to jednak nie może ono działać wstecz - a w chwili obejmowania terenu przez RB takowego nie było, pojawia się dopiero po trzech miesiącach.
Przy okazji zajrzałem na Wasze Forum - jest tam temat dotyczący map Sclavinii i nijak nie widzę by terytorium, o którym dyskutujemy było uznawane przez Was za własne. To jak to jest? Czy aby nie mamy do czynienia z sytuacją, że zaczęliście sobie rościć do niego pretensje dopiero w chwili gdy "terenem (od dawna) niczyim" zainteresował się kto inny?
Nie napisałem, że Sclavinia chce zwrotu terytorium. Chcemy zaprzestania profanacji naszej historii i dziedzictwa, a zdecydowanie do tego prowadzi wycofanie się przez Bialenię z podjętego projektu.
To tak z prywatnej ciekawości... Skoro nie chodzi o zwrot terytorium, to jakie działania budzą Waszą wątpliwości? Pytam bo może jednak kompromis i pewne współpraca (choćby na "neutralnym gruncie") jest jednak możliwa pomimo tego niby "nieuznawania". A ja zawsze wolę współpracę niż konflikt, w zasadzie o nic... o pewną fikcję (wszak cały v-świat jest fikcją).
Przyznam, że sam fakt "nieuznawania" uważam trochę za absurdalny - bo jeśli dyskutujemy to jednak uznajemy, że wirtualnie istniejemy, skoro zauważasz jakieś działania to musisz z automatu uznać, że one istnieją. Inaczej każdy pisałby swoją bajkę i... w zasadzie nic drugiej stronie do tego.
Cieszę się, że przynajmniej z Waszą Ekscelencją mogę merytorycznie porozmawiać.
Ja również - a skoro merytoryczna rozmowa jest możliwa to może możliwe jest jakieś porozumienie, a może to i nawet krok ku temu by zaprzestać tego "nieuznawania się", bo jakoś się nawzajem zauważamy choć z racji jakiś dawnych konfliktów (w których zdecydowana większość obecnych mieszkańców RB nijak nie uczestniczyła) jest to jakieś takie mało "sympatyczne".
Muszę się jednak nie zgodzić. Zakładając nawet, że terytorium to stanowi obpp (z czym zresztą wyżej się nie zgodziłem, negując materię czegoś takiego jak "obpp"), nie daje to Republice Bialeńskiej jakichkolwiek praw do interwencji zbrojnej. Brak przeciwności =/= przyzwolenie czy casus belli. Rzekome objęcie wysp protektoratem naturalnie musiało więc spotkać się ze sprzeciwem i krytyką.
No i tutaj pojawia się problem... jeśli jedna ze stron neguje już samo pojęcie czegoś takiego jak "obpp" - to mamy problem, bo w tym momencie, należałoby uznać, że tereny nawet po nieistniejących już v-państwach do kogoś należą nawet jak ten ktoś już dawno zaprzestał zabawy, a zostało po nim tylko ileś tam pikseli na mapie. Nie wspominając, że i wspólnych map nie ma - dość dowolnie określa się co istnieje lub nie, nie istnieje (z zasadzie to można cokolwiek dorysować czyli "odkryć") nawet jakaś wspólna jednostka miary i każdy określa wielkość terenu dowolnie wg swojego "widzimisię".
Jednak jakaś tam praktyka pokazuje, że tereny "niczyje" istnieją i że są obejmowane przez innych, po ich porzuceniu. W chwili gdy RB te tereny obejmowała nikt nijakich pretensji nie rościł. sprawa pojawia się po paru miesiącach. A wyraźnie pomimo "nieuznawania" obie strony się w taki czy inny sposób "monitorują" o czym świadczy nie tylko Wasza wizyta, wcześniejsza propozycja współpracy czy równoległa i niezwiązana z tym działalność "sportowa", w której również jakoś zauważa się wzajemne istnienie i jakoś się trafia do "drugiej strony".
Nie mówmy też o "interwencji zbrojnej", bo armia tylko zarządza terytorium z racji posiadania zdolności organizacyjnej i logistycznej, żadnego najazdu nie było. Zresztą w chwili przybycia na terytorium nie było ani oporu (nikt nie rościł żadnych pretensji), ani działań kogokolwiek, które byłyby z tym terytorium związane.
I tutaj wracam to tego co napisałem wcześniej... Jakie są Wasze oczekiwania, skoro jak czytam nie chodzi o "zwrot terytorium" jako takiego (czyli to jedno mamy ustalone jak myślę). Z racji pełnienia czegoś w rodzaju funkcji "gubernatorskich", jako dowódca Sił Zbrojnych RB - jestem akurat zainteresowany, bo może płaszczyzna porozumienia jednak istnieje? Taka akceptowalna przez obie ze stron. Ta pierwsza propozycja współpracy (niby przez pomyłkę) chyba o tym świadczy, nieprawdaż?