Jestem zdania, że musimy się trzymać jakichś reguł. Jeśli stosujemy jakieś niejasne określenie, to trzeba szukać sensownych konotacji. Prawo naturalne oczywiście może być mikronacyjne, ale go nie ma, bo nie ma nawet pomysłu jakie mogłoby być - wskrzeszanie nie jest więc jego elementem. Sąd musiał więc odwołać się do reala, bo do czego? To nauczka, by pisząc ustawy odnosić się do czegoś, co istnieje, a nie do czegoś, co ładnie brzmi, ale go faktycznie nie ma...