Gdyby się tak przejmować na każdym kroku rzekomymi prawami do terytorium utworzonego w przeszłości, na którym władza upadła lub się ulotniła i trzymać te ziemie niezagospodarowane "na wszelki wypadek" to Mikroświat dziś wyglądałby jak Ocean Spokojny. Dreamland byłby Tuvalu, Sarmacja Hawajami, a pomiędzy nimi tysiące bezludnych wysp - odległości byłyby kosmiczne, a w tej przestrzeni same trupy czekające na swoich "prawowitych" właścicieli.
Dlatego w omawianym tu przypadku jest tyle argumentów na "NIE", że aż dziw bierze, gdy żaden nie przemawia do Pana Fryderyka.
KIK zarzuca się przesadny liberalizm w tych kwestiach, jednak daleki jestem od rysowania na mapach państw, które państwami nie są, a mailów na swojej skrzynce pocztowej w sprawie lokacji potworków mam kilkanaście zapewne - wszystkie nie tyle odmowne, co autorzy tych potworków nie wytrzymali próby czasu. A ten przypadek jest już zupełnie niedorzeczny. Jedyną formą oznaczenia Cesarstwa Valhalli na mapie mogłaby być adnotacja by Bialenii i wyspach NUPIA w tym archipelagu, że Cesarstwo zgłasza roszczenia wobec tych ziem. Jeden, ale kardynalny problem z tym jest taki, że Cesarstwo nie istnieje od dobrych kilku lat, a Pan Fryderyk to jeszcze nie państwo.
(-) Daniel von Witt