Z wyrokami można dyskutować jak najbardziej. Nie, nie ma równych i równiejszych. Oskarżony został uznany winnym. Nie został ukarany, bo mielibyśmy skandal dyplomatyczny: przywódca państwa stowarzyszonego w więzieniu? I byłoby to bez sensu, bo oskarżony byłby aktywny w Bialenii i Brodrii, a nie mógłby przez 30 dni znaleźć się w Hasselandzie, co znów byłoby naruszeniem zwyczaju (bo takiego prawa wprost nie ma) międzynarodowego i mogłoby zostać uznane (niesłusznie - ale co z tego) za akt wrogi.
Reasumując: SN musiał zrobić coś niewykonalnego, a więc skazać nie skazując - i to SN starał się uczynić.