Przed lekturą
Opowieści Ktosia Nam (Nie)Obcego

To numer wyjątkowy, złożony z artykułów zaczerpniętych z archiwów dreamlandzkich gazet. Pomysł ten rodził się w mojej głowie już dość długo; nie sądziłem jednak, że będzie tak trudny do zrealizowania. Do sprawnego wysługiwania się historiąą potrzeba nie lada umiejętności i doświadczenia, których mogło mi niestety braknąć. W każdym razie robiłem, co tylko było w mojej mocy i liczę, że efekt jest przynajmniej dobry.

Skąd wziął się (Nie)Obcy Nam Ktoś i jego Opowieści? Otóż podczas składania numeru uderzyła mnie jedna rzecz: nasze problemy bynajmniej się nie zmieniły. Dziś również borykamy się z nie dość aktywnym parlamentem, pseudointeligenckimi wypowiedziami na liście dyskusyjnej, zakonserwowanym furlandzkim marazmem i rozterkami przy wprowadzaniu w życie różnych pomysłów dotyczących systemu gospodarczego. To ten sam Dreamland - nic się tak naprawdę nie zmieniło. Czyżbyśmy nie ewoluowali?

(Nie)Obcy Ktoś to anonimowy Dreamlandczyk Anno Domini 2002 czy 2001. Jest nam Obcy, bo nie kontaktujemy się z nim. Nawet jeśli któryś z nas był nim w przeszłości, to dziś pewnie nie dogadalibyśmy się z nim. Biorąc pod uwagę poprzedni akapit, może brzmieć do dziwnie. I rzeczywiście. Właśnie targnęła mną rozterka.
Te wszystkie problemy są nam przecież tak bliskie. Opowiada Nam je Ktoś całkowicie Nieobcy. To przecież my, chociaż młodsi, pewnie mniej doświadczeni. Poprzednie pokolenia, ale jeszcze nieprzysypane kurzem, niedalekie. Bliskie.

W stopce redakcyjnej mam przyjemność podczas redagowania każdego numeru zamieszczać nazwiska wspaniałych ludzi, którzy "wspierają nas duchowo i nie tylko". Za ten numer szczególne podziękowania należą się Panu Wydawcy "Tygodnika Morlandzkiego" hrabiemu Bzerolkowi de Kakuciowi, Panu Redaktorowi Naczelnemu "Głosu Weblandu" baronowi Radosławowi Klimczakowi oraz Redaktorowi Naczelnemu "Expressu" Jego Książęcej Wysokości Morfeuszowi Tylerowi. Bez życzliwości tych ludzi numer 8 "Okna" nie miałby szans na publikację. Nie mogę również zapomnieć o moim Drogim Przyjacielu Arturze Piotrze Wewiórze, który w nocy z soboty na niedzielę dodawał mi otuchy w nierównej walce z kodem źródłowym oraz dał mi kilka praktycznych rad.

Dziękuję Wam wszystkim!

Wasz Rednacz
Edward Krieg

PS. Muszę również przeprosić czytelników, że nie przedrukowaliśmy żadnych artykułów z "Dreamlandczyka", ale pan Marcin markiz Kamola jest na urlopie i nie udało się nam z nim skontaktować, aby uzyskać zgodę.

powrót