![]() |
|
Czas apokalipsy - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Podziemia Zamku Królewskiego (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=39) +--- Dział: Forum Archiwalne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=628) +---- Dział: Archiwa (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=33) +----- Dział: Archiwum Związku Winkulii i Volkianu (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=536) +------ Dział: Media (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=56) +------- Dział: Telewizja Winkulijska (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=317) +------- Wątek: Czas apokalipsy (/showthread.php?tid=1976) |
Czas apokalipsy - Artur Kardacz - 27 Gru 2019 Wstęp CZAS APOKALIPSY Przeniesiona w realia fikcyjnego konfliktu z Navis histora kapitana Wilarda, który otrzymuję misję zlikwidowania pułkownika Kurtza. Z dedykacją dla fanów z Paderlandu! Odc. 1 "Kurtz" Gryfiweb.... to wciąż nadal Gryfiweb. Czekam już drugi tydzień na kolejne zadanie. Codziennie łudzę się, że obudzę się w dżungli. Mam wrażenie że ściany tego pokoju kurczą się, niebezpiecznie zbliżając ku mnie. Z każdym dniem flaczeję, staję się coraz słabszy. W domu było gorzej.... z żoną praktycznie nie rozmawiałem. Powiedziałem tylko "zgoda", gdy zażądała rozwodu. Siedząc tutaj, chciałem być tam. Będąc tam, wciąż myślałem o powrocie do dżungli. Nie umiałem poradzić sobie w tym ułożonym świecie Wilarda wstał i podszedł do okna. Wyjrzał na zatłoczone ulice miasta, mimo trwającej wojny trzymało się ono dobrze - cholerne Gryfiweb - mruknął pod nosem i usiadł na łóżku. Wyciągnął z szafki pełną flaszkę taniej wódki, odkręcił i przechylił butelkę. Wypił wszystko. Po kilku godzinach ktoś dobijał się do drzwi. Wilard zerwał się na równe nogi i z trudem trzymając równowagę podszedł do drzwi. Przed nim stało dwóch młodych mężczyzn prosto z poboru - kapitan Benjamin Wilarda? - zapytał młody mężczyzna w mundurze oficera - tak to ja - odpowiedział Wilard wracając do łóżka. Żołnierze weszli do środka i ustali obok kapitana - Musi się Pan zbierać sir, mam Pana doprowadzić na lotnisko, mamy tylko godzinę - powiedział oficer - jakie są zarzuty? - spytał pół przytomny Wilard - nie ma żadnych zarzutów sir, dostał Pan wezwanie do bazy w Yrik-Teh - odpowiedział oficer pokazując papier. To była moja upragniona misja, zadanie po którym nie będę chciał wziąć innego. To kara za moje grzechy Kapitan Wilard melduję się - powiedział Benjamin wchodząc do gabinetu - Witajcie kapitanie, jestem pułkownik Johnson - odpowiedział wysoki mężczyzna podając rękę - dalej to generał York i agent Folksguarde Sims..... - dodał wskazując odpowiednio - mamy dla Pana pewne zadanie - wtrącił się generał - może usiądziemy? - zapytał. Cała piątka usiadła przy wielkim, okrągłym stole na którym leżała sterta papierów. - sprawa jaką chcemy wam zlecić jest dość delikatna - zaczął York - znacie pułkownika Waltera Kurtza? - dodał generał - tak, nazwisko obiło mi się o uszy - odpowiedział Wilard. RE: Czas apokalipsy - Artur Kardacz - 28 Gru 2019 Odc. 2 "W głąb ciemności" - Kurtz był najlepszym oficerem jakiego wydała nasza armia, ambitny, doskonały strateg i dowódca - kontynuował York - jaki to ma związek ze mną? - zapytał Wilard - co mam zrobić? - zapytał ponownie Wilard - otóż widzi Pan Kapitanie - wtrącił Johnson - jego metody uległy..... wypaczeniu - wypaczeniu? - zapytał zdziwiony Wilard - zadaniem pułkownika było rozpracować siatkę szpiegów wroga. Tymczasem zabił on naszych agentów i zbiegł do dżungli - odpowiedział Johnson - ma pod komendą niewielki oddział żołnierzy, ci chłopcy wykonują wszystkie jego absurdalne rozkazy - kontynuował - waszym zadaniem jest znaleźć pułkownika Waltera Kurtza i go odsunąć - wtrącił York - odsunąć czy usunąć? -zapytał Wilard - Jak pan widzi, Willard, na tej wojnie ludzie tracą rozeznanie. Tutaj moralność, ideały, żołnierska powinność..... ale tam, w dziczy, niełatwo oprzeć się pokusie bycia.... Bogiem. Nad Kurtzem już nikt nie panuję. ................................................................................................ Początkowo myślałem, że dali mi niewłaściwe akta. Niemożliwe, by chcieli sprzątnąć kogoś takiego. Trzecie pokolenie absolwentów akademii w Kanugardzie. Athos, jednostki desantowe, z tysiąc odznaczeń. I tak dalej, i tak dalej. Jego kariera w wojsku rozwijała się dynamicznie. Najlepsze stopnie i wyniki, perła naszej armii. Chcieli zrobić go generałem. Po służbie w Athos wszystko się zmieniło, mając 35 lat złożył wniosek o przeniesienie do sił specialnych. Oczywiście dowództwo odrzuciło jego wniosek jednak gdy zagroził że odejdzie szybko dali mu pozwolenie. Moją misja było płynąć w górę rzeki Niang aż za most Ugati, odnaleźć Kurtz i zabić. Jedyny problem w tym, że nie byłem sam. Załoga składała się prawie z samych dzieciaków. Rockandrollowców jedną nogą w grobie. Mechanik – mówili mu „Le Chef” – pochodził z Hilton. Był zbyt spięty jak na Navis. Pewnie i jak na Hilton. Lance od dziobowych pięćdziesiątek był słynnym surferem z Kanugardu. Aż trudno uwierzyć, że w ogóle w życiu strzelał. Czyścioch, Pan Czyścioch, z Nowej Hirshbergii. Tutejsze światło i przestrzeń kompletnie zakręciły mu w głowie. I wreszcie Phillips, Wódz. Misja może i była moja, ale łódź należała do Wodza - jaki jest cel naszej podróży? - zapytał Phillips kierując łodzią Wilard wstał i niepewnym krokiem podszedł do czarnoskórego mężczyzny stojącego za sterami - mogę tylko powiedzieć że kierujemy się w górę rzeki Niang, gdzieś za most Ugati - odpowiedział Wilard wskazując trasę na mapie - Niang? Do rzeki można wpłynąć tylko w dwóch miejscach, tutaj - Phillips pokazuję palcem - i tutaj... problem w tym że oba punkty kontrolują wojska Navis - to już nie jest wasze zmartwienie - odpowiedział stanowczo Wilard i wrócił na swoje miejsce. Na razie znajdowali się na wodach przybrzeżnych wyspy Navis. Podróż do delty Niang zajęła im kilka godzin. Załoga w tym czasie wykonywała rutynowe czynności, grali w karty, śpiewali i śmiali się. Tylko Wilard zachował powagę analizując akta sprawy. - co to było?! - zerwał się na równe nogi Czyścioch - słyszycie to? - to bombowce - odpowiedział szybko Phillips - kurwa - krzyknął Le Chef - one zawsze zwiastują jakieś kłopoty. Z oddali było widać jak bombowce zrzucają napalm na dżunglę przy brzegu. Nagle nad ich głowami przeleciała grupka helikopterów. Zaskoczona załoga upadła na pokład. Po chwili Wilard wstał i powiedział - Panowie, to nasza eskorta do delty Niang. Za nim wstali wszyscy. To była Kawaleria Powietrzna. Pierwszy szwadron z Dziewiątego Regimentu. Nasza eskorta do delty Niang. Mieli na nas czekać ze 30 km. dalej. Cóż, chłopaki nie umieli siedzieć na miejscu... RE: Czas apokalipsy - Guedes de Lima - 28 Gru 2019 Bardzo ciekawa narracja, proszę kontynuować. Gratuluję! RE: Czas apokalipsy - Artur Kardacz - 28 Gru 2019 Odc. 3 "W głąb ciemności cz. 2" - musimy szybko dotrzeć na brzeg - krzyknął Wilard do Wodza - nie ma sprawy - odpowiedział szyderczo - o ile nie odstrzelą na łbów, wciąż jest tam gorąco - dodał Chłopcy z Dziewiątego Regimentu właśnie kończyli to co zaczęli kilka godzin temu. Na plażę przetransportowane zostały ostanie czołgi i barki z żołnierzami. Sytuacja była napięta lecz pod kontrolą, wrogie wojska wycofały się do dżungli i tam szykowali kontratak. Phillips posłusznie zbliżył się do brzegu i po chwili wszyscy wyskoczyli na piach. Na plaży trwało poruszenie, żołnierze biegali, chowali się i strzelali. Niedaleko znajdowała się mała wioska rybacka, Wilard gestem ręki wskazał że muszą udać się tam. Po kilku minutach znaleźli się przy dużym domku, obok niego stał żołnierz wyglądający na szeregowego - hej żołnierzu! - krzyknął Wilard - gdzie dowódca? - zapytał Szeregowy szybko zasalutował, jakby był zaskoczony obecnością kapitana Wilarda - zaraz będzie na ziemi - żołnierz odpowiedział wskazując na helikopter który podchodził do lądowania. Wilard i reszta załogi szybko podbiegła do miejsca lądowania. Gdy helikopter był już na ziemi wyszedł z niego wysoki mężczyzna z kapeluszem i żółtą apaszką, był to podpułkownik William Kilgore zwany "Billim" - Jimi! Gdzie jesteś do cholery Jimi? - krzyknął Kilgore - zbombardować mi ten las na 100 jardów w głąb. Muszę mieć czym oddychać! - dodał twardym głosem. Operator radiostacji wykonał jego polecenie i zakomunikował że samoloty będą za dwie minuty. W tym czasie Wilard podszedł to Williama - Podpułkowniku, jestem kapitan Wilard z wywiadu, mam mis..... - zaczął Wilard lecz Kilgore przerwał mu w ostatniej chwili - nie teraz kapitanie, najpierw muszę posprzątać tutaj - szybko odpowiedział i ruszył przed siebie - dawajcie karty! Szybko! - rzucił do swojego adiutanta. Kilgore wolno przechodził obok ciał Navisowskich żołnierzy i rzucał na nich losowe karty - zobaczmy co my tu mamy...dwójka pik, trójka pik.... czwórka karo. Szóstka trefl. Ósemka pik. Żaden z nich nie jest wart nawet waleta... - mówił cicho do siebie - co on robi? - zapytał Czyścioch - oznacza czyja była to robota - odpowiedział Wilard. Benjamin wyjął z kieszeni paczkę papierosów i włożył jednego do ust. Obok nich dwóch żołnierzy kopało rannego wroga. Kilgore zdenerwowany podbiegł do nich i odepchnął żołnierzy - co wy do cholery robicie?! - zapytał zdenerwowany - to ranny jeniec sir - odpowiedział żołnierz po lewej - chcę pić - dodał - niech piję z kałuży śmiec - wtrącił się stojący po prawej szeregowy Kilgore już chciał go uderzyć lecz ten zrobił szybki odskok w tył - każdemu, kto ma dość odwagi, żeby walczyć z flakami na wierzchu dam własną manierkę - rzucił do nich i podał rannemu wody Nagle nad ich głowami przeleciały dwa odrzutowce F-16 Fighting Falcon. Zaskoczony Wilard i reszta załogi upadł na ziemię, tylko Kilgore stał prosto. Samoloty przeleciały nad dżunglą i zrzuciły ładunek z nalaplem, gdy spadł on na ziemię momentalnie cała dżungla stanęła w ogniu. Kilgore przyklęknąl obok Lancego - czujesz to? - zapytał skulonego Lancego - co sir? - odpowiedział zaskoczony i pełen strachu szeregowy - to napalm, synu. Nic na świecie tak nie pachnie. Raz nasi bombardowali jedno wzgórze w Athos przez dwadzieścia godzin. Kiedy było po wszystkim, nie znaleźliśmy tam ani jednego trupa, nawet skrawka żywej duszy. Ten zapach: jak zapach benzyny. Całe wzgórze pachniało.... zwycięstwem.... ta wojna kiedyś się skończy, już niedługo - rzucił do Lancego i pomógł mu wstać - macie do mnie jakąś sprawę kapitanie? - zwrócił się do Wilarda - tak... musimy wpłynąć do rzeki Niang - zaczął Wilard - jednak jest to możliwe tylko w dwóch miejscach - kontynuował wskazując punkty na mapie - nic z tego - szybko odpowiedział William - oba miejsca kontrolują wojska Navis, są silnie okopani.... wpłyniecie tutaj, niedaleko jest wpływ do rzeki - ale woda jest zbyt płytka, nie damy rady - zaprotestował Wódz - o to się nie martwcie przyjacielu, weźmiemy ta waszą łódkę na hak i przeniesiemy nad płycizną - odpowiedział Kilgore klepiąc Wodza po ramieniu. RE: Czas apokalipsy - Artur Kardacz - 28 Gru 2019 Odc. 4 "Jądro ciemności" Kilgore zapewnił nas że łódź przetransportuję jutro. Teraz chciał dać swoim ludziom odpocząć po wygranej potyczce. Zorganizował imprezę dla wszystkich swoich żołnierzy. Kilgore umiał się ustawić. Przyleciały piwo i steki. Pewnie nie był złym oficerem. Kochał swych chłopców, a oni czuli się przy nim bezpieczni. Otaczała go szczególna aura. Czuło się, że przejdzie przez tą wojnę nawet nie draśnięty. Siedział tak między swoimi podwładnymi pijąc piwo co i raz śmiejąc się lub gawedząc. Rankiem łódź była już na głębokich wodach więc mogliśmy ruszyć dalej. - kiedyś miałem podobną misję - przerwał ciszę Phillips - trzeba było doprowadzić jednego żandarma do mostu Ugati - kontynuował patrząc się przed siebie - i co się z nim stało? - zapytał zaciekawiony Wilard - podobno strzelił sobie w łeb - szybko odpowiedział Wódz Wilard nie wiedział co powiedzieć. Nadal czytał akta sprawy. Kurtz w liście do żony napisał że zabił podwójnych agentów. Według raportów działalność wroga w tamtym rejonie zmalała praktycznie do zera. Można rzec "strzał w dziesiątkę" cholera..... oskarżać faceta o morderstwo, tutaj? To jak wlepiać mandaty za przekroczenie prędkości na wyścigach Formuła Micronation. Bałem się, im bardziej w górę rzeki, tym bardziej chciałem tego spotkania. Nagle na horyzoncie pokazała się mała łódka. Na jej pokładzie znajdowało się paru cywilów. Wódz włączył syreny i kazał Lancemu iść do pięćdziesiątki. - tutaj łódź patrolować MWE proszę się zatrzymać! - krzyknął Wódz przez megafon - Wodzu, nie mamy obowiązku zatrzymywania tej łodzi - zaprotestował Wilard - płyniemy dalej - dostałem rozkazy aby każda łódź na tej rzece była przeszukana - krzyknął Wódz - moja misja jest ważniejsza - odpowiedział stanowczo Wilard - proszę płynąć dalej! - łódź jest moja! - warknął Phillips - na stanowisko kapitanie Po chwili łódź była obok nich. Załoga składała się z dwóch kobiet i chłopca w wieku 12 - 13 lat. Byli przerażeni, jedyne co przewozili to żywność. - Le Chef! Sprawdź łódź - wydał rozkaz Phillips - ale tam nic nie ma! - zaprotestował mechanik - wskakuj tam i sprawdzaj - krzyknął Wódz - hej wy! Wszyscy na bok! Czyścioch patrz na nich. Zdenerwowany Le Chef wskoczył do łodzi i zaczął wszystko przeszukiwać. - nic tu nie ma! - krzyknął przewalając na wszystkie strony skrzynki. Gdy chciał otworzyć małą beczkę młoda kobieta szybko rzuciła się w jego stronę. Zaskoczony Czyścioch wystrzelił serię z karabinu i zabił wszystkich. - kurwa - krzyknął skulony Le Chef - co to było do cholery? - wszystko dobrze? - zapytał Wódz - Lancy? Czyścioch? Le Chef? - sprawdzał po kolei - wiesz co tam było? Wiesz co tam kurwa było?! - krzyknął Le Chef otwierając beczkę - jebany szczeniak - dodał pokazując małego białego pieska. - Wodzu! - krzyknął Lancy - ta jedna jeszcze żyję! - Le Chef proszę z łaski swojej odłóż tego psa i daj tutaj tą małą, trzeba ją do lekarza - powiedział Phillips - nie będzie żadnego lekarza - powiedział spokojnie Wilard. Jak gdyby nigdy nic podszedł do burty i zastrzelił ranną kobietę. Wszyscy wpadli w osłupienie. - mówiłem żeby nie sprawdzać tej łodzi - powiedział cicho i wrócił na swoje miejsce. RE: Czas apokalipsy - Artur Kardacz - 30 Gru 2019 Odc. 5 "Groza" Podróż do mostu zajęła im dwa dni. Od momentu zabicia rannej kobiety przez Wilarda nikt nie odzywał się do siebie. Sam Benjamin podświadomie wiedział jak czuł się Kurtz. Była noc gdy dotarli do mostu Ugati, lekkie lampki oświetlały przejście na drugi brzeg rzeki. Trwało ogromne poruszenie, żołnierze strzelali, wybuchały bomby i granaty. W wodzie było pełno ciał... lecz nie tylko. Zdesperowani żołnierze chcieli wejść na pokład łodzi, błagali aby ich zabrano. - dobij do brzegu Wodzu - odezwał się Wilard - pójdę sie czegoś dowiedzieć i może znajdę dla was ropę - dodał - dobrze kapitanie - odpowiedział sucho Philips - Lancy! - krzyknął - idź z kapitanem Wilardem - rzucił do niego - tylko wróć szybko! Po paru minutach byli już na brzegu. Wilard i Lancy zeszli na ląd i wolnym krokiem poruszali się do przodu. Lampy z mostu i ogień palących się ciał oświetlał im drogę. Panował tam totalny chaos. Gdy doszli do okupu biegnącego równolegle do linni drzew, spotkali młodego żołnierza. - wiesz, kto tu dowodzi? - zapytał Wilard - a nie pan? - odpowiedział pytająco żołnierz Wilard od razu rozumiał że nic tu nie zdziała. Postanowił iść dalej obok okopu. Lancy wskoczył do rowu i próbował dotrzymać kroku kapitanowi, pod jego stopami znajdowało sie dużo trupów. Gdy jednak ustał na jednego z nich ten się zerwał i złapał młodego szeregowego za nogę - stanąłeś mi na twarzy! - krzyknął żołnierz - myślałem że jesteś martwy - odpowiedział przestraszony Lancy i uciekł - to źle myślałeś - rzucił za uciekajacym Lancym Wilard i Lancy dotarli do stanowiska karabinu maszynowego. Młody, czarnoskóry mężczyzna bezustannie strzelał w stronę drzew. - żołnierzu! Kto tu dowodzi? - zapytał ponownie Wilard - umierajcie skurwiele! - krzyknął operator karabinu - słyszy ich Pan? - odwrócił się do Wilarda i spytał - skurwiele wciąż tam są - dodał - słyszę ich Obok niego leżał następny młody rekrut. Wilard wskoczył do okopu i usiadł obok niego. - może wiesz kto tu dowodzi? - zapytał bez nadziei - myślałem że Pan - odpowiedział chłopak paląc papierosa - heej! Tom! - krzyknął do operatora karabinu - zawołaj Billa Bill posłusznie wykonał polecenie i pobiegł gdzieś dalej z okopem. Wreszcie Wilard usłyszał krzyczących żołnierzy gdzieś w dżungli. Po paru minutach zjawił się wysoki mężczyzna z wyrzutnią granatów w ręku. Spokojnie wymierzył i wystrzelił. Gdy ładunek wybuchł nastała cisza, strzał był celny. Wilard wstał i podszedł do strzelca - wiecie kto tu dowodzi? - zapytał - tutaj? Hah - zaśmiał się wysoki mężczyzna - jak tu tylko strzelam - dodał odchodząc Po dwudziestu minutach Wilard i Lancy byli znowu na łodzi. Kapitan oznajmił że nie dowiedział się niczego i ruszył dalej sam. [/hr] Wilard obudził się w dziwnym pomieszczeniu, jakby kontener. Nie pamiętał co się stało... jedyna myśl jaka przychodziła mu do głowy to że został złapany i ogłuszony. Nagle drzwi do kontenera otworzyły się i Wilard zobaczył łysego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Za nim stała duża grupa tubylców z dżungli - jestem pułkownik Walter Kurtz - powiedział śmiałym głosem - a wy? - zapytał zaciekawiony - kapitan Benjamin Wilarda sir - odpowiedział posłusznie Wilard - Wilard... - powtórzył Kurtz jakby szukając czegoś w pamięci - jesteś zabujcą Wilard? - jestem żołnierzem - zaprotestował kapitan - ani jednym, ani drugim - powiedział Kurtz - jesteś chłopcem na posyłki wysłanym przez sklepikarzy z zaległym rachunkiem - dodał - będziesz wolny, lecz pod strażą. Po kilku godzinach zapadła już noc. Wilard i Kurtz siedzieli w niewielkim pomieszczeniu gdzie panował mrok, jedynie niewielka świeca oświetlał pokój. Ledwo widoczna twarz Kurtza wydwała się jeszcze bardziej demoniczna. - mówili, że pan kompletnie oszalał, a pańskie metody uległy wypaczeniu - zaczął Wilard - i co, uległy kapitanie? - zapytał Kurtz patrząc się w ledwie widoczną twarz Wilarda - prawdę mówiąc, nie widzę w tym żadnej metody, sir - odpowiedział zmieszany Wilard Gdy Wilard wstał Kurtza już nie było. Kapitan wyszedł z pokoju i od razu znalazł się na zewnątrz. W jego stronę szybkim krokiem szedł mężczyzna z aparatem fotograficznym. Po paru chwilach byli już obok siebie - jestem John - przywitał się facet z aparatem - wreszcie kolejny biały człowiek, można oszaleć z tymi dzikusami - zaśmiał się - Wilard - odpowiedział kapitan - gdzie ja jestem? - to? To jest jego miejsce - odpowiedział zdziwiony John - Kurtza, wiesz oni wszyscy myślą że chcesz go zabić. Dlaczego? Dlaczego taki miły facet jak ty miałby chcieć zabić geniusza? co? Dlaczego? Wiesz, że on naprawdę cię lubi? Lubi cię. Naprawdę cię lubi. Ale coś dla ciebie szykuje. Nie interesuje cię to? Mnie to interesuje. Bardzo mnie to interesuje. Interesuje cię to? Tam się coś dzieje, chłopie. Wiesz co, chłopie? Wiem coś, czego ty nie wiesz. Zgadza się, Wilard..... ten człowiek ma czysty umysł, ale jego dusza oszalała. O, tak. On umiera, chyba. Nienawidzi tego wszystkiego. Nienawidzi! Ale ten człowiek, to… czyta na głos poezję, prawdę. I jego głos… lubi cię, bo wciąż żyjesz. Coś dla ciebie szykuje. Nie, ja ci nie pomogę. Ty pomożesz jemu, chłopie. Pomożesz mu. Chodzi mi o to, co powiedzą, gdy jego już nie będzie. Bo on zginie, gdy to zginie, gdy to zginie... on zginie! Co oni o nim powiedzą? Co powiedzą? Że był dobrym człowiekiem? Że był mędrcem? Że miał plany? Że miał rozum? Gówno prawda, chłopie! I ja im mam to wytłumaczyć? Spójrz na mnie! Spójrz na mnie! Nie! Ty to zrobisz! - powiedział szybko John Wilard nie rozumiał w jego słowach niczego. Wydawało mu się że jest tak samo szalony jak całe to miejsce. To nie była zwykła dżungla i Benjamin teraz to pojął. Im bardziej zbliżał się do Kurtza, tym bardziej stawał sie jak on.... jak John i reszta. - ten facet mnie oświecił Wilard - kontynuował John - on jest klasycznym poetą... wojownikiem. Jeśli umiesz trzeźwo myśleć, kiedy wszyscy w koło wariują, znaczy że jesteś wyjątkowy. Ja jestem małym człowiekiem. Ale on, on jest wielki..... [/hr] Po zmroku Wilard wszedł do wielkiej sali. Podszedł do ogniska i usiadł, opierając się o ścianę. Nie zauważył Kurtza który był zaraz obok. - kazali nam szczepić Navisowskie dzieci - przerwał ciszę Kurtz - pojechaliśmy tam. Zaszczepiliśmy je. Przeciwko Heine. A potem wybiegł za nami stary człowiek. Płakał, nie mógł powiedzieć słowa. Wróciliśmy. Navisowscy żolnierze obcieli ręce wszystkim zaszczepionym. Leżały tak, na kupie. Sterta małych rączek. Pamiętam... płakałem... szlochałem jak jakaś baba. Chciałem wyrwać sobie wszystkie zęby. Nie wiedziałem co robić... - kontynuował - żeby pamiętać, żeby nigdy nie zapomnieć... i nigdy nie zapomniałem. A potem zrozumiałem. To było olśnienie, postrzał diamentową kulą między oczy. Pojąłem ich geniusz.... bo to był geniusz. Wola, żeby coś takiego zrobić. Doskonała, prawdziwa... pełna, nieskażona i czysta. Zrozumiałem, że są od nas silniejsi, bo potrafili to znieść. Nie byli potworami.... to byli wyszkoleni żołnierze. Walczyli całym sercem, mieli rodziny, własne dzieci, potrafili kochać. A jednak mieli siłę, siłę, żeby zrobić coś takiego. Gdybym miał 10 dywizji takich ludzi, nasze kłopoty szybko by się skończyły.... trzeba nam żołnierzy głęboko moralnych Wilard, a jednocześnie zdolnych rozbudzić w sobie pierwotny instynkt zabijania, bez uczuć, sentymentów, bez osądzania. Bo sądząc ponosimy klęskę..... wiem po co tu jesteś..... groz - Kurtza wyciągnął pistolet i strzelił sobie w głowę Wilard nie wiedząc co robić szybko wstał, po chwili jednak spadło na niego poczucie spokoju, w ułamku sekundy zniknął strach a pojawiło się ciepłe uczucie, jakby szczęścia. Benjamin zauważył że w ręku trzyma naładowany pistolet. Rzucił go na ziemię i wolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Gdy był już na zewnątrz zauważył ogromną grupę ludzi przed schodami. Wszyscy wyciągali do niego ręce, wszyscy widzieli w nim Kurtza....... - groza - powiedział cicho Wilard |