Wróć do przeglądania archiwum Herolda

O poprawie Rzeczypospolitej

Opublikowano 09.01.2009 20:12:20 przez Herold

W Sclavinii ponownie nie działa Sejm. Powtarza się sytuacja z ignorowaniem konstytucyjnego obowiązku prowadzenia obrad przez Marszałka. Redakcja „Herolda” otrzymała dziś wieczorem list, który skądinąd jest wynikiem ostatnich prywatnych konwersacji. Smutny, jednakże pisany z determinacją i nadzieją. Opatrzony został krótkim komentarzem.

„Od wielu dni, tygodni, a nawet miesięcy na forum Rzeczpospolitej Sclavińskiej panuje absolutny marazm. Sclavinia, po piątym lub dziesiątym kryzysie aktywności z rzędu wygląda na całkowicie zaniedbanego człowieka znajdującego się w stanie krytycznym, który pomocy potrzebuje natychmiast — najlepiej tej z OIOMu. W szpitalu pełnym lekarzy, tego jednego nijak nie można znaleźć. Pozwolę sobie zadać pytanie: po co nam dalej Sclavinia? Sam sobie na nie nawet odpowiem: Sclavinia napędzała wielokrotnie aktywność również sarmacką. Teraz ani Sclavinia nie może sobie pomóc, ani chęci z zewnątrz nie widać. Nie widać jej kompletnie.

Sclavinię w chwili obecnej cechuje totalne zmęczenie materiału. Niemniej jednak, podśmiechy i podigrywanie się z sclavińskiej demokracji się skończyło. Przepadła idea monarchii, podpisano nową konstytucję, tę republikańską. Przywróciła model prezydencki, który sprawdzał się w czasach szybkiego rozwoju kraju. Teraz, co przestało mnie dziwić — już się nie sprawdza. Prezydentem Rzeczpospolitej Sclavińskiej został Czcigodny Mateusz bar. von Lichtenstein—Iontz. Pracuje chyba bardzo rzetelnie, ale niestety - mało aktywnie. Państwo posiada w chwili obecnej stabilny system prawny, jednak swą aktywność opiera tylko na takich jednorazowych akcjach jak «konfederacja»«. Innej aktywności nie ma, na dowód czego posłużę się statystykami. Sześć ostatnich dni na forum, które zawsze tętniło życiem — 0 (słownie: ZERO) postów. A teraz wymienianie: nie działa Sejm (Marszałkowi nie chce się otworzyć wstępnego posiedzenia, bo i po co?), ministrowie zapomnieli o swoich resortach, Prezydent o Sclavińczykach. Smutne. Sclavinia posiada wielu wybitnych obywateli, Książe jest Sclavińczykiem. Regent i Kanclerz jest Sclavińczykiem. Marszałek IP jest Sędzią Krajowym działającym w Sclavinii. Co robią? Co robimy? Kompletnie nic. Patrzymy jak się zatapiamy. Czym dalej, tym głębiej.

Na pierwszy rzut oka widać, że konstytucja się nie sprawdziła. Kto poniesie za nią odpowiedzialność? Naturalnie nikt. Przez pierwsze 2—3 tygodnie wszystko było w jak najlepszym porządku. Nagle, Sclavińczycy stracili charakterystyczną dla siebie werwę. Niektórzy już topią Sclavinię. Dla niektórych już to zaczyna być kłopot.

Doskonale pamiętam czasy inkorporacji do Księstwa Sarmacji. Byliśmy piątym kołem u wozu, yoyonacją, podludźmi. Potem był czas «na Sclavinię». Czas na Sclavinię się skończył. Może warto znowu go rozpocząć? Nastawić zegarek tak, aby Sclavinia znowu tętniła życiem, wszystko było w jak najlepszym porządku. Teraz tak jakby przypominają się czasy początków. Tylko wtedy nam to wypominano. Teraz zapomniano. O nas.


Nie będę tym który ostatni zgasi światło. Nie pozwolę na to, żeby kiedykolwiek ono zgasło. Dlatego może warto podtrzymać ten ogień?

(—) Piotr bar. von Thorn—Cetnarovich.

Zaiste, Kraj Korony Sclavinia przeżywa (ponownie) istotny kryzys aktywności. Nie należy dalej posiłkować się wyłącznie stwierdzeniem, że poziomu domeny nie ocenia się ignorując inicjatyw niewidocznych gołym okiem na forum dyskusyjnym. Rozpoczęta z hukiem odbudowa sclavińskiej encyklopedii de facto zakończyła się szybciej, niż się zaczęła. Sejm Sclaviński znów pogrążył się w mule (dno już było, potem może nas czekać jeszcze pukanie od spodu) na skutek wybrania nieodpowiedzialnego urzędnika. Jakże można inaczej określić tak daleko idące zaniedbania przy wykonywaniu obowiązków? Przypomnijmy — tych obowiązków, które rzetelnie i sumiennie przysięgało się wypełniać. Republika potrzebuje istotnej ilości „materiału ludzkiego”, aby poprawie funkcjonować. Z ustrojem republikańskim wiążę się określona liczba stanowisk, która — chcąc nie chcąc — musi być obsadzona. W przeciwnym wypadku państwo przestaje poprawnie funkcjonować. Autor niniejszego komentarza zgadza się z Czcigodnym bar. von Thorn-Cetnarovichem, iż brak jest na horyzoncie wyrazistego celu, który byłby w stanie nadać "świeży powiew" Rzeczypospolitej. Autor może dodać od siebie, iż ten brak idei nie wyniknął dopiero w czasie od ostatniego załamania się aktywności. Jeden z czołowych polityków sclavińskich zapytany o to, co będzie, jeżeli sclavińska demokracja i tym razem dostanie zadyszki odpowiedział, że „nie dostanie”. Dostała.

Pytanie na koniec, do wszystkich i każdego z osobna: co będzie, gdy apel Czcigodnego bar. von Thorn-Cetnarovicha się powiedzie i do Sclavinii znów tłumnie ściągać będą mieszkańcy Rzeczyspospolitej Sarmackiej? Pytam jako Sarmata i Sclavińczyk, będący jednocześnie suwerenem Rzeczypospolitej: jaki cel mają przed sobą Sclavińczycy? Co chcecie osiągnąc dla swojej Ojczyzny?

Komentarze

Autor: płk JKW Piotr Mikołaj, zamieszczono 09.01.2009 22:47:44

Nie mają celu i nic nie chcą osiągnąć, bo gdyby chcieli — to by osiągnęli. Takie oto skutki przyzwolenia na bylejakość i „jakoś to będzie”, tudzież „dobrze, że w ogóle coś jest”. W połączeniu, rzecz jasna, z mizerną w skutkach akcją pt. „Kryzys”, w który w końcu sami Sclavińczycy uwierzyli (gdy akcja była rozpoczynana, nie było aż tak tragicznie) i zamknęli się w sobie.

Trzeba po prostu popracować rzetelnie u podstaw, a nie silić się na ni to, zrywy, ni to rewolucje.


Autor: książę Daniel Łukasz, zamieszczono 10.01.2009 10:56:10

Gdy ta akcja była rozpoczynana, co dobrze pamiętam, było już tragicznie. Może nie AŻ tak, ale było. Po wielu miesiącach — a nawet roku przebywania pośród Sclavińczyków mogę stanowczo stwierdzić(a właściwie powtórzyć pogląd), że Sclavinia jest krajem wyjątkowo w sobie zamkniętym. Oprócz osób, które były w stanie na dobre zaaklimatyzować się w życiu publicznym całego Księstwa, w chwili obecnej w Sclavinii nie ma praktycznie nikogo (a jeżeli ktoś już jest, to raczej aktywnością w łonie samej Rzeczypospolitej nie grzeszy...). To jest, dokładnie się nie przyglądając, około 4-5 osób. Przyczyn zamknięcia się szukałbym gdzie indziej, bardziej w ramach okresu "postunijnego".

Niemniej, co rozumieć przez zarzut "przyzwolenia na bylejakość"? Autor listu pisał wyraźnie, co NIE jest jego opinią, a faktem historycznym, że sclavińska aktywność była porażająca (i potwierdzam to własnym doświadczeniem). Co do odpowiedzi na pytanie retoryczne postawione w ostatnim akapicie — tak, o to chodziło. ;-)


Autor: kpt. Henryk K. v-hr. von Thorn-Leszczyński, zamieszczono 10.01.2009 13:20:40

Ja jestem poruszony porażająco egoistyczną postawą Sclavińczyków. Z tej i wielu innych wcześniejszych wypowiedzi roztrząsających problem upadku Rzeczpospolitej, przebija rozgoryczenie i patrzenie z ukosa na Sarmację i Sarmatów. Postrzegani tam jesteśmy jako gąbka, w którą dobrowolnie wsiąknięta została cała aktywność Sclavińska. Teraz z tej gąbki strząsamy brudy, które się nie przyjęły.
Godząc się na inkorporację - dodajmy, mając z początku taką a nie inną pozycję przetargową - decydenci sclavińscy musieli przewidywać, że część tej aktywności przejdzie do sarmackiej centrali. Śmiem twierdzić, iż zjawisko to nie było niemalże marginalne.
Dopóki wszystko w Sclavinii działało, nikt się nie obruszał. Jednak dziś te apele uderzają egoizmem i zadufaniem w sobie. Podczas gdy Sclavinia w okresie domniemanego kryzysu winna zacząć korzystać z instrumentów, które zyskała podczas unii, zaczyna zachowywać się jak najgorsiejszy, przebrzydły tasiemiec wczepiający się w Wandzie kumys winny sarmacki żołądek. Czytamy:
"Czas na Sclavinię się skończył. Może warto znowu go rozpocząć? Nastawić zegarek tak, aby Sclavinia znowu tętniła życiem, wszystko było w jak najlepszym porządku. Teraz tak jakby przypominają się czasy początków. Tylko wtedy nam to wypominano. Teraz zapomniano. O nas."
Na Boga! Czemu Terytorium Koronne nie pokrzykiwało dramatycznie? Czemu Gellonia tego nie robiła, kiedy to niedawno była w gorszej sytuacji? Gellończycy sami wzięli się w garść i starali się swoją sytuację poprawić.
Tymczasem Sclavinia jeszcze kilka miesięcy temu psioczyła na Sarmację, że podbiera jej mieszkańców do centrali. Dziś, gdy miód i mleko wyparowały, prosząco zwraca się ku dawnym niemalże ciemiężycielom. Prosząco jednak to złe określenie. To nie prośby - to groźby, szantaż i uciekanie się do paskudnej retoryki. Nie wiem czemu Sclavinia chce wzbudzić w Sarmatach poczucie winy, mówiąc o tym, że o nich zapominano i dziś zapomniano. Teraz mamy sobie przypomnieć? W jaki sposób? A czemu nikt nie przypomni sobie o podupadających rdzennie sarmackich prowincjach? Nie tędy droga Sclavinio, weź się sama w garść, bo potrafisz. Nie zachowuj się jak jemioła i wzbudzaj w nas kaca moralnego. Bo to się po prostu nie uda.


Autor: kpt. Henryk K. v-hr. von Thorn-Leszczyński, zamieszczono 10.01.2009 13:23:56

Errata: winno być: "Śmiem twierdzić, iż zjawisko to było niemalże marginalne." zamiast "Śmiem twierdzić, iż zjawisko to nie było niemalże marginalne." a także "nie wzbudzaj w nas kaca moralnego" zamiast "wzbudzaj w nas kaca moralnego".
Przepraszam:)


Autor: Piotr bar. von Thorn-Cetnarovich, zamieszczono 10.01.2009 13:49:39

Z ogromnym żalem czyta się twoją opinię Heniu. Po pierwsze pokazałeś jaki masz stosunek do Krajów Koronnych. Czyli, niech sobie żyją - nie marudzą, nie mają prawa. Basta. Po drugie widzę tu kłamliwe przeistoczenie faktów, które są powszechnie znane. Mianowicie: Nikt na Sarmację z ukosa w RS nie patrzył. Widać, że w du*** masz to co się dzieje w Sclavinii. Zresztą się nie dziwię. Z wielkim obrzydzeniem patrzę też na twój cytat dt. inkorporacji. Nikt, słownie NIKT nie oburza się pozycją Sclavińczyków w centrali. Uderzyło we mnie osobiście to, że niektórzy o swojej v-ojczyźnie zapomnieli. Chciałem ich z tej pozycji przywołać spowrotem. Następne: egoizm? zadufanie w sobie? Cholera. Piszę, że Rzeczpospolita Sclavińska jest najlepsza, że mamy resztę w tyle? Nigdy takiego czegoś bym nie napisał i chyba Morze Bałtyckie musiałoby wyschnąć, żebym tak napisał. O porównywaniu Nas do Wandejczyków - pozwolicie wstrzymam się. Pokazuje to jak mnie i innych Sclavińczyków widzisz. Może TerKor kiedyś powinien pokrzykiwać? Może my powinniśmy sobie nawzajem pomagać? My swoją sytuację poprawialiśmy niejednokrotnie, bez jakiejkolwiek pomocy. Policzę. Jakieś 6-7 razy. Miód i mleko wyparowało dawno. Groźby i szantaż i uciekanie się do paskudnej retoryki pasuje tylko do twojego komentarza. Nie chcemy wzbudzić w Sarmatach poczucia winy, tylko jakiekolwiek zainteresowanie naszą sytuacją. Straszne, zaiste. Ale chyba lepiej tylnymi drzwiami zniknąć z mapy v-świata, niż napisać jeden, malutki artykuł. Bo to wywołuje olbrzymie oburzenie.

Pozdrawiam.


Autor: szer. Mateusz bar. von Lichtenstein-Iontz, zamieszczono 10.01.2009 14:40:04

Smutne jest to, że tak łatwo nas krytykować, nie zapoznawszy się wcześniej z sytuacją Sclavinii. Od prawie roku (sic!) dajemy sobie z kolejnymi zapaściami rady sami, bez pomocy z zewnątrz. Kilkanaście razy bez niczyjej łaski i własną pracą wychodziliśmy z dołków aktywności. Teraz baron von Thorn-Cetnarovich ujawnił jakie mamy problemy - i nagle okazujemy się egoistami żerującymi na współczuciu Sarmatów.

Tymczasem sprawa jest o wiele prostsza. Na temat Rzeczypospolitej niewiele już można wymyślić. Istniejemy długo w identycznej, demokratycznej konwencji, co powoduje wypalenie materiału. To - w połączeniu z małą ilością wolnego czasu, niską motywacją do pracy u zdecydowanej większości obywateli, okazjonalnymi "zrywami" - doprowadziło do obecnej sytuacji.

Przypominam tylko, że dwa tygodnie przed akcją pt. "Kryzys" sytuacja była identyczna jak obecnie.


Autor: kpt. Henryk K. v-hr. von Thorn-Leszczyński, zamieszczono 10.01.2009 14:41:20

Piotrze, na wstępie kilka uwag ogólnych.
Moje słowa odnoszą się do wielu głosów, których Twój list jest syntezą. Dodam - syntezą dyplomatyczną i w dużej mierze - przyznaję - nie noszącą znamion, które opisałem. Moim błędem było, że tego nie zaznaczyłem. Jednakowoż wielu Sclavińczyków właśnie tak, jak opisywałem, się zachowywało. Wybacz, ale nie będę się angażował w szukanie konkretnych cytatów, bo takie opinie padały przez kilkanaście miesięcy naszej wspólnej historii.
Generalnie myślę, że trochę się nie zrozumieliśmy. Jestem jedną z ostatnich osób, którą można posądzić o bezpodstawną krytykę Sclavinii. Nie byłem przeciwny unii ze Sclavinią, byłem co najwyżej przeciwny idei inkorporacji w ogóle. Jeśli krytykowałem, to Trizondal, ale nie Sclavinię. Sclavińczyków zasadniczo cenię i szanuję, widzę ich wkład w budowę Sarmacji. Jednakowoż to, o czym mówię, to mój odbiór retoryki, jaką Wy, Sclavińczycy używacie chcąc prosić, jak domniemuję, o pomoc. Jeśli odbiór ów jest opaczny, wybacz. Mam jednak prawo mieć własne zdanie i je wyrażać, a jeśli jest ono rażąco sprzeczne z Twoimi i Twoich rodaków intencjami, tuszę iż dzięki tej dyskusji zostanę wyprowadzony z błędu.
Podkreślę raz jeszcze: tak tę sprawę widzę ja z perspektywy Sarmaty i podobnie może ją widzieć wielu innych Sarmatów. Może naprawdę powinniście sformułować swe postulaty, myśli w nieco inny sposób, który nie zakłócałby tak negatywnie przekazu?
Poza tym nigdzie nie porównywałem Was do Wandejczyków. Osobiście nie uważam, by Wandystan był jemiołą czy tasiemcem. Nie uważam także, by była nią Sclavinia. Jeśli jednak Waszym panaceum na lata chude będzie sięganie po Sarmatów na zasadzie "bo nam się należy" (powtarzam, tak to odbieram - jeśli opacznie, popraw mnie) moja opinia ulegnie zmianie. Z bólem, ale tak się stanie.


Autor: Karolina bar. von Lichtenstein-Sobieszek, zamieszczono 10.01.2009 18:47:04

"Jeśli krytykowałem, to Trizondal, ale nie Sclavinię. Sclavińczyków zasadniczo cenię i szanuję, widzę ich wkład w budowę Sarmacji."
Tak, a my, rzecz jasna, nie wkładamy nic w budowę Sarmacji...
Ale ja nie o tym. Sclavińczycy pośrednio sami się doprowadzili do takiej sytuacji, żeby tutaj nie przywołać osoby Guedesa de Limy, który, gdy ogłoszono kryzys, nabił z parę postów i stwierdził, że już wszystko wróciło do normy.
Była proponowana unia Trizondal-Sclavinia-VRP? Była. Teoretycznie powinna dojść do skutku, przecież gdy się pojawił ten pomysł, wszystkie trzy państwa były pogrążone w kryzysie. Patrząc na Trizondal, VRP, i rzecz jasna, Sclavinię, można powiedzieć, że dalej są. Dlaczego więc storpedowano pomysł unii, który, mi osobiście, bardzo się podobał?


Autor: płk JKW Piotr Mikołaj, zamieszczono 10.01.2009 19:06:17

Co rozumieć przez zarzut „przyzwolenia na bylejakość”?

Ano, chodzi mi o to, co widzę ostatnio. Kryzysy nie biorą się znikąd. Nikt nie jest od dawna odznaczany za pracę? No to co. Marszałek Sejmu znika na parę tygodni? Jednej osobie tak naprawdę zależy. „Wybrano” Sejm bez głosowania? I cisza, i konstatacja, że „mamy kryzys” jedynie…

To jest przyzwolenie na bylejakość właśnie. Podczas, gdy trzeba wytykać, grzmieć i usuwać na bieżąco wszystkie braki i niedociągnięcia.


Autor: kpt. Henryk K. v-hr. von Thorn-Leszczyński, zamieszczono 10.01.2009 19:16:00

"Tak, a my, rzecz jasna, nie wkładamy nic w budowę Sarmacji..."
Uderz w stół...
Od pewnego czasu zaczynam cenić także Trizondal.Wcześniej różnie bywało, ale przyznajcie sami, że miało to swoje uzasadnienie;]