Gmach Narodów
Ad. tematu: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu - Wersja do druku

+- Gmach Narodów (http://opm.mikronacje.info/gmach)
+-- Dział: Kuluary (/forum-12.html)
+--- Dział: Kawiarnia "Pod Geoidą" (/forum-14.html)
+--- Wątek: Ad. tematu: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu (/thread-678.html)



Ad. tematu: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu - Maksymilian Teodor I - 01.07.2011 16:21

Temat założyłem, aby już więcej nie pisać w tamtym wątku nie na temat. Dla przypomnienia:




(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Potwierdzam, z mojej strony więcej uwag na temat samej rezolucji nie będzie. Im szybciej przejdziemy do głosowania, tym lepiej. Jak jednak pisałem, sprawa wydaje się nieco przebrzmiała i szkoda, że nikt ze strony wnioskodawcy nie przedstawił nam aktualnego stanu faktycznego. Odnoszę wrażenie, że wikingów gdzieś wessało po drodze.

JE Szücs poprosił mnie przedwczoraj o ustosunkowanie się do pewnej kwestii. Byłoby nieelegancko zbyć jego pytanie milczeniem. Poniżej wyczerpująca odpowiedź. Gdyby miała się z tego wykluć osobna dyskusja, w co jednak wątpię, proszę Moderatora o przeniesienie kolejnych postów do innego wątku.

'Tivadar Zoltán baró Szücs' pid='8785' dateline='1309386362' napisał(a):Proszę mi zatem wyjaśnić (i pytam serio!) - dlaczego moja skromna gazetka ma rzekomo taki pustoszący wpływ, a moje artykuły taką potęgę, a inne "pozytywne" nie odniosły tego skutku? Co jest jej fenomenem? ;]
Ja mam odpowiedzi dwie: albo artykuły mówiły prawdę, albo ludzie są głupi.

"Potęga" to zbyt mocne słowo, „skromna gazetka” z kolei to przechył w drugą stronę. O „fenomenie” również trudno mówić w przypadku pism agregowanych obecnie na Planecie, chyba że za takowy uznamy wydawane z podziwu godną regularnością rajńskie "Dar Al-Hayat". Tak zdyscyplinowanego cyklu wydawniczego życzyłbym wszystkim tytułom prasowym w mikroświecie.

W ostatnich miesiącach "Monarchie Leben" było de facto jedynym medium obszernie komentującym sytuację w Gmachu Narodów. Notki publikowane w oficjalnym "Informatorze OPM" na facebooku póki co nie mają większego znaczenia - odruchowo traktowane są jako propagandowe i mało obiektywne, o czym można się było przekonać czytając komentarze pod poszczególnymi materiałami. Jedyny materiał ilustrujący sytuację w Organizacji w sposób kompleksowy został opublikowany na łamach trizondalskiej "Prawdy" i stanowił przede wszystkim reakcję na jednostronne publikacje "ML".

Truizmem będzie stwierdzenie, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na informacje o dużym, najlepiej ujemnym ładunku emocjonalnym. Na tym polega m.in. popularności prawy bulwarowej. Skłonni jesteśmy myśleć o sobie jako o szlachetnych estetach, a jednak poważna część społeczeństwa lubi od czasu do czasu przeczytać o tym, jak sąsiad wylał sobie wrzątek na przyrodzenie. Wbrew pierwotnym intencjom redakcji, materiały publikowane na łamach "ML" wpisały się w to zapotrzebowanie, zostawiając czytelnika przeważnie z wrażeniem upodlenia. Według mojej oceny satysfakcję z obcowania z tymi tekstami mógł odczuwać jedynie osobnik o przytępionym zmyśle moralnym, bardzo słabo zorientowanych w realiach Organizacji.

Prawdą jest, że sytuację w OPM należy oceniać raczej negatywnie, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. W tym przypadku - w formie. Tradycyjni przeciwnicy OPM mogli jedynie zacierać łapki z ukontentowania, utwierdzając się w swoich dotychczasowych wyobrażeniach o porządkach panujących w organizacji. Gdy w najgłośniejszym artykule z omawianej serii w roli rozmówcy i autorytetu wypowiedział się polityk z BRC, którego w normalnych okolicznościach należałoby raczej postawić przed jakimś mikronacyjnym trybunałym międzynarodowym, stało się dla mnie jasne, że przekroczona została pewna granica.

Chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Uważam „ML” za poważny tytuł prasowy. Jest to jedno z trzech lub czterech pism obecnych na Planecie, które staram się czytać z uwagą. Żałuję, że póki co oddaje Pan swój talent na usługi roboty o charakterze przeważnie destrukcyjnym. Nie mówię oczywiście o materiałach poświęconych Monarchii, te dla większości mikronacyjnych czytelników leżą jednak poza zasięgiem bieżącego zainteresowania. Byłem nieco zaskoczony, że zdecydował się Pan – niczym Szaweł w drodze na Damaszku – odłożyć na bok redakcyjne pióro i zasilić szeregi OPM-owszkiej drużyny, której jeszcze kilka chwil wcześniej mocno uprzykrzał życie. Życzę powodzenia i mimo wszystko rychłego powrotu do pisania o bolączkach Organizacji.






Króciutko tylko i z mojej strony również koniec (a swoją drogą zapraszam również prywatnie, jeżeli chciałby Pan porozmawiać - progi mego domu oraz redakcji są zawsze otwarte dla każdego).

Przede wszystkim sprostowanie: Bar. Euskadi nie był autorytetem. Był jednym z wielu głosów i ani ja, ani ML nie uznaje go za autorytet (mimo iż intelektu odmówić mu nie można). A na marginesie - nie wiedziałem, że był to najgłośniejszy artykuł z serii. Wink Według statystyk prowadzonych przez ML "najgłośniejszy" był Nr 16/2011 (24) – „(…) mogą mieć w d*pie prawo sarmackie”. Wspomniany przez Pana numer nie zyskał nawet połowy czytelników Nr 16-go.


(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  W ostatnich miesiącach "Monarchie Leben" było de facto jedynym medium obszernie komentującym sytuację w Gmachu Narodów. Notki publikowane w oficjalnym "Informatorze OPM" na facebooku póki co nie mają większego znaczenia - odruchowo traktowane są jako propagandowe i mało obiektywne, o czym można się było przekonać czytając komentarze pod poszczególnymi materiałami.
Nie sądzi Ekscelencja, że to wina Organizacji i obecnego Sekretariatu? "Odruchowo" były tak traktowane, bo tak zostały wykreowane. "Informator" powinien informować (ewentualnie dementować, a dementi powinno opierać się na informacji). Tymczasem w Informatorze uprawiano publicystykę, stąd takie traktowanie.

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Jedyny materiał ilustrujący sytuację w Organizacji w sposób kompleksowy został opublikowany na łamach trizondalskiej "Prawdy" i stanowił przede wszystkim reakcję na jednostronne publikacje "ML".
"Prawda" nie ilustrowała sytuacji w Gmachu (to zdanie subiektywne). Wywiad bowiem jest gatunkiem publicystycznym (rzadziej - pośrednim), ale nie informacyjnym, stąd nie można mu przypisywać pokazania faktycznego obrazu w Gmachu (podobnie jak wywiadom w ML).

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Truizmem będzie stwierdzenie, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na informacje o dużym, najlepiej ujemnym ładunku emocjonalnym.(...)
Wiadomości w ML były "faktowe" [od tytułu: "FAKT"), a OPM mógł je zdementować. Wiem jak powinna wyglądać informacja Wink

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Prawdą jest, że sytuację w OPM należy oceniać raczej negatywnie (...)
Negatywne ocenianie powinno dać "kopa" do dobrych działań Wink

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Żałuję, że póki co oddaje Pan swój talent na usługi roboty o charakterze przeważnie destrukcyjnym.
Teraz to Ekscelencja wyolbrzymia z tą destrukcją Wink Tak jak mi zarzucił wyolbrzymianie "fenomenu" i "potęgi".

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Nie mówię oczywiście o materiałach poświęconych Monarchii, te dla większości mikronacyjnych czytelników leżą jednak poza zasięgiem bieżącego zainteresowania.
Materiały nt. Monarchii są różne - raz oceniają coś negatywnie, raz pozytywnie.

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Byłem nieco zaskoczony, że zdecydował się Pan – niczym Szaweł w drodze na Damaszku – odłożyć na bok redakcyjne pióro i zasilić szeregi OPM-owszkiej drużyny, której jeszcze kilka chwil wcześniej mocno uprzykrzał życie.
Artykułami? Mało to negatywnych komentarzy w realnym świecie padają pod adresem różnych instytucji? A skoro była reakcja i "uprzykrzanie", to było coś na rzeczy.
Tak czy owak - żadne odłożenie pióra i żadne nawrócenie Wink Nie będę pisał o Organizacji w formie publicystyki (chociaż... informacji też nie). To by było już zdecydowane przegięcie, pisać o sobie. Nie chcę iść w ślady pewnych osób. A od informacji jest Informator.

(01.07.2011 14:30)Jacques de Brolle napisał(a):  Życzę powodzenia i mimo wszystko rychłego powrotu do pisania o bolączkach Organizacji.
Dziękuję za życzenia. O Organizacji z pewnością napisze, jeżeli Sekretarz Generalny uzna, że moja obecność w organach OPM dobiegła końca. Teraz... sam Pan wie, jak by to wyglądało, gdybym pisał negatywnie o OPM, będąc w czymś w rodzaju organu wykonawczego.