![]() |
|
Los Organizacji Polskich Mikronacji - Wersja do druku +- Gmach Narodów (http://opm.mikronacje.info/gmach) +-- Dział: Gmach Narodów (/forum-1.html) +--- Dział: Sala Plenarna (/forum-2.html) +--- Wątek: Los Organizacji Polskich Mikronacji (/thread-748.html) Strony: 1 2 |
RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Cheewazz Khadil - 16.12.2011 19:27 Ekscelencje, Rzeczpospolita Eskwilińska zawsze stała na straży przekonania, iż OPM jest instytucją potrzebną. W obliczu jednak coraz to nowych kryzysów aktywności pustoszących cały mikroświat które przenoszą się też na efektywność działania OPM także Rzeczpospolita dochodzi do wniosku, iż konieczne są reformy. Dlatego przychylamy się do stanowiska byłego SG diuka Kościńskiego, który zaproponował utworzenie Rady Bezpieczeństwa i forum luźnej dyskusji. Uważamy, iż owe działania pozwolą przełamać obecnie panujący w OPM marazm. Sugerujemy jednak aby skład Rady Bezpieczeńswa ulegał rotacjom, tak by każde państwo członkowskie OPM miało możliwość wykazania się. RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Edward II - 22.12.2011 13:26 Ekscelencjo Sekretarzu Generalny Wasze Ekscelencje! JE Piotrowi diukowi Kościńskiemu wypada podziękować za profesjonalne podejście do problemu i prezentację projektu zmian w tekście Karty OPM (http://gmach.opm.org.pl/thread-743-post-9351.html#pid9351 ). To jakiś punkt wyjścia w dyskusji nad reformą Organizacji i szansa na wyjście poza polityczny frazes o potrzebie zmian. Chciałbym skorzystać z okazji i odnieść się do przedstawionej propozycji. Zacznę od refleksji natury ogólnej. Obecny stan OPM stanowi wierną ilustrację ogólnej kondycji polskiego mikroświata. Nie mówię tu o demonizowanym kryzysie demograficznym. Chodzi raczej o ogólny uwiąd polityki międzynarodowej, po części wynikający ze znużenia tą sferą aktywności, po części z przekonania o jej ograniczonej wartości– widać to choćby na przykładzie podejścia Sarmatów, Scholandczyków, czy Wandejczyków, niegdyś ponadstandardowo aktywnych, dziś właściwie niemal zupełnie skoncentrowanych na polityce krajowej. Paliwem napędzającym Organizację są wydarzenia w przestrzeni międzymikronacyjnej. Dziś takich rozpalających wyobraźnię wydarzeń niemal zupełnie nie ma – punkt ciężkości przesunął się zresztą w kierunku państw młodszej generacji, ale te albo pozostają poza zasięgiem zainteresowania starszaków, albo nie są w stanie wygenerować wydarzeń, które przykuwałyby uwagę reszty świata. O ile więc zmiana na sarmackim tronie lotem błyskawicy obiega większą część polskiego mikroświata, tak przepychanki w Klindii, Czarnym Kraju czy w wirtualnej Wielkiej Brytanii to już wyłącznie cymes dla koneserów egzotycznych doznań. Decyduje efekt skali. Ostatnim wydarzeniem, które wywołało w tym gmachu większe poruszenie, było zamieszanie wokół Archipelagu Simitu. Od tego czasu minęło pół roku. W pełni zgadzam się z opinią JE Stefanosigosa – jego kadencja przypadła na okres wyjątkowo spokojny. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że OPM pozostaje zależna od polityki kilku mikroświatowych „państw zbójeckich” - niesfornych i konfliktogennych, dostarczających nam pożywki do kolejnych gorączkowych debat i sporów. Możemy oczywiście w nieskończoność odgrzewać problem wspólnej mapy czy globalnego systemu gospodarczego, ale przebieg dotychczasowych dyskusji jasno dowodzi, że to strata czasu. Niestety. Problem jest banalny. Przez większą część roku w Gmachu Narodów nie mamy o czym dyskutować. Skromna pozostaje również sfera, którą teoretycznie moglibyśmy próbować uczynić przedmiotem regulacji OPM-owskich konwencji i rezolucji. Siłą rzeczy OPM żyje problemami wewnętrznymi, o charakterze proceduralnym bądź kadrowym: jeśli więc pierwsza połowa 2011 roku przyciągała uwagę delegatów, to przede wszystkim za sprawą postawy jej ówczesnego Sekretarza Generalnego, który lwią część swojej kadencji musiał przeznaczyć na absorbujące polemiki ze swoimi licznymi adwersarzami. Wraz z „powrotem normalności” – pod takim szyldem kandydował w czerwcu JE Timoteos Stefanosigos – wróciła jednak dojmująca nuda. Nie ma jednak czegoś takiego, jak kryzys OPM. Milcząca reakcja na ciszę w mikroświecie sama w sobie kryzysem nie jest. Jeśli alternatywą miałoby być stoczenie się do poziomu Forum Mikronacji, to chyba faktycznie lepiej zamilknąć i zasunąć za sobą kryptę. Jeśli więc czytam dziś, że OPM wymaga pilnie reformy instytucjonalnej, a remedium na obecne bolączki upatruje się w formule „FPM plus”, kręcę sceptycznie głową. Centralnym punktem reformy proponowanej przez JE Kościńskiego pozostaje organ o roboczej nazwie Rada Bezpieczeństwa i Współpracy, o bliżej nieokreślonych kompetencjach i zasadach procedowania (te mają być dopiero nakreślone w osobnym Regulaminie). Istota pozostaje jednak bez zmian: OPM przyjmuje wszystkich zainteresowanych, na jej czele stoi Sekretarz Generalny, zniesiony zostaje jedynie podział na członków zwyczajnych i stowarzyszonych. Owa Rada, rodzaj państwa w państwie, miałaby składać się jedynie z członków szczególnie zainteresowanych. Pytanie tylko – zainteresowanych czym? Polityką międzynarodową? I tu dochodzę do sedna. Wszystkie państwa członkowskie OPM formalnie zainteresowane są polityką międzynarodową, w przeciwnym razie ich członkostwo nie miałoby żadnego sensu. Trudno nawet wyobrazić sobie sytuację, w której państw X wchodzi do Organizacji i dobrowolnie postanawia zachować dystans, pozostając poza Radą i skazując się tym samym na członkostwo drugiej kategorii. O członkostwo w Radzie ubiegać się będzie każdy - choćby ze względów prestiżowo-ambicjonalnych. Nie gwarantuje to jednak absolutnie niczego, a już na pewno nie wzmożonej aktywności w obrębie Rady. Po prostu sam mechanizm OPM-owskiej dyskusji jest na tyle zniechęcający (problemem jest już ustalenie znaczenia poszczególnych słów, którymi posługują się dyskutanci), że po uzyskaniu członkostwa następuje szybki proces wycofywania się z aktywności. Kończy się zawsze tak samo. Na placu boju zostaje miłosierny JCKM Franciszek Józef II, któremu chyba wszystko jedno, czy rozmówcą jest wurstlandzki proktolog czy patriarcha kościoła rotryjskiego. Zakładam zatem, że w Radzie znajdą się literalnie wszyscy i obecny problem braku aktywności i zaangażowania w Sali Plenarnej zostanie tam przeniesiony w skali 1:1. Nic się nie zmieni, dopóki nie będziemy mieć o czym dyskutować, a państwa członkowskie nie przestaną traktować Organizacji w kategoriach stresującego cyrku. Jest to problem błędnego koła, któremu w jakimś stopniu zaradzić mógłby jedynie hiperaktywny Sekretarz Generalny, urządzający obecnym tu delegatom regularne igrzyska: podrzucający tematy, projekty aktów prawnych, itd. Z oczywistych względów jest to wizja z gatunku political fiction, choć bliski jej realizacji był JE Kryspin von Lichtenstein. W każdym bądź razie w żadną "parlamentaryzację" czy "demokratyzację" OPM nie wierzę - państwa członkowskie nigdy nie paliły się do przyjmowania na siebie większej odpowiedzialności za los Organizacji, dzisiaj poważnym kłopotem jest nawet znalezienie kandydata na kolejnego Sekretarza Generalnego. Demokracja - w rozumieniu masowej partycypacji politycznej - nie sprawdza się nawet na poziomie państw członkowskich. Prędzej czy później zawsze pojawia się dramatyczny apel o nowego "Piłsudskiego" czy ruch w kierunku ustroju monarchicznego. Na tym nie koniec - żeby jakakolwiek dyskusja miała dla delegatów głębszy sens, Organizacja powinna zostać wyposażona w instrumenty realizacji swoich aktów prawnych. W chwili obecnej OPM może zdobyć się jedynie na głos świętego oburzenia, zupełnie ignorowany poza tym gmachem. To zniechęca. Tego wątku jednak nie będę ciągnął, gdyż na tym etapie uznaję to za sprawę beznadziejną. Nawiasem mówiąc - projekt Karty autorstwa JE Kościńskiego o tym nie wspomina, ale jeśli taka Rada miałaby zachować elementarną funkcjonalność i od czasu do czasu przyjmować jakieś rezolucje, należałoby znieść obecny próg wymaganych głosów i zastanowić się nad kwestią kworum, tak by dokumenty Organizacji uchwalać zwykłą większością przy standardowej frekwencji. W przeciwnym razie obecny paraliż decyzyjny będzie trwał w najlepsze. Przyjrzyjmy się liście państw członkowskich. Gdybyśmy zerwali na chwilę z sentymentami i zasadą politycznej poprawności, z miejsca należałoby wykreślić cały szereg państw, które od miesięcy nie spełniają wymogów aktywności określonych w Karcie OPM – poczynając od Erboki, a kończąc na Scholandii. Pozwoliłoby to przynajmniej w części odblokować procedurę legislacyjną i właściwie odegrałoby rolę filtra podobną do tego, jaką miałaby spełnić projektowana przez Kościńskiego Rada. I byłoby to znacznie prostsze rozwiązanie niż wywracanie całego systemu do góry nogami, dzieląc Organizację na Salę Plenarną dla nieaktywnych i Radę dla zaangażowanych. Tak czy owak - Organizację trzeba mocno odchudzić. RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Cheewazz Khadil - 22.12.2011 22:18 O ile dobrze zrozumiałem intencje diuka Kościńskiego to jego propozycja spełnia postulat Ekscelencji Brolle'a o ,,odchudzeniu" Organizacji. Owa Rada Bezpieczeństwa składałaby się tylko z tych najaktywniejszych państw. Natomiast państwa które zabierają głos raz na rok byłyby w tej drugiej grupie. Pewną alternatywą może być odebranie krajom które nie spełniają minimalnych standardów aktywności statusu członka zwykłego, a w razie braku jakiejkolwiek aktywności- w ogóle statusu członka OPM. Odebranie statusu członka zwykłego pozwalałoby OPM normalnie procedować i niwelowałoby zagrożenie impasu w głosowaniach z powodu braku odpowiedniej większości. Odebranie statusu członka OPM w całości zaś uważam za ostateczność, gdy nie ma już szans na powrót kraju do aktywności politycznej w Gmachu OPM. RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Piotr Koscinski - 23.12.2011 10:33 Ekscelencja de Brolle ujął w swym wystąpieniu wszystkie obawy, które mam - bo faktycznie, te wszystkie niebezpieczeństwa, które wskazał w kwestii Rady, są realne. I dlatego mój projekt jest wstępem do dyskusji. Nie chodzi o to, by tworzyć organ, który będzie pozorował działalność. Absolutnie nie. Spróbuję przedstawić kilka propozycji. Obawiam się jednak, że dopiero po Świętach, a na razie życzę wszystkim Ekscelencjom zdrowia, radości, szczęścia i pomyślności w budowaniu ich mikronacji! RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Edward II - 23.12.2011 12:21 Dziękuję za wstępne uwagi - również liczę na kontynuację dyskusji po zakończeniu świątecznej gorączki. Podejrzewam, że większość z nas znajduje się w tym momencie w podróży. Sam również siedzę właśnie na walizce. Skorzystam zatem z okazji i przyłączam się do życzeń. Oby nadchodzący rok był lepszy dla nas wszystkich! RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - FJ II - 23.12.2011 12:53 Cytat:Zacznę od refleksji natury ogólnej. Obecny stan OPM stanowi wierną ilustrację ogólnej kondycji polskiego mikroświata. Nie mówię tu o demonizowanym kryzysie demograficznym. Chodzi raczej o ogólny uwiąd polityki międzynarodowej, po części wynikający ze znużenia tą sferą aktywności, po części z przekonania o jej ograniczonej wartości– widać to choćby na przykładzie podejścia Sarmatów, Scholandczyków, czy Wandejczyków, niegdyś ponadstandardowo aktywnych, dziś właściwie niemal zupełnie skoncentrowanych na polityce krajowej. Ekscelencjo, zakładając że polityka zagraniczna zawsze była elementem "wypływającym" z polityki krajowej, to w przypadku wielu państw (także części państw wspomnianych przez Ekscelencję) nie ma co liczyć na zaistnienie polityki zagranicznej. Cytat:Paliwem napędzającym Organizację są wydarzenia w przestrzeni międzymikronacyjnej. Dziś takich rozpalających wyobraźnię wydarzeń niemal zupełnie nie ma – punkt ciężkości przesunął się zresztą w kierunku państw młodszej generacji, ale te albo pozostają poza zasięgiem zainteresowania starszaków, albo nie są w stanie wygenerować wydarzeń, które przykuwałyby uwagę reszty świata. O ile więc zmiana na sarmackim tronie lotem błyskawicy obiega większą część polskiego mikroświata, tak przepychanki w Klindii, Czarnym Kraju czy w wirtualnej Wielkiej Brytanii to już wyłącznie cymes dla koneserów egzotycznych doznań. Decyduje efekt skali. Jak wspomniałem, "paliwem" napędzającym z kolei te wydarzenia, są wydarzenia polityki krajowej. Cóż... dziś jest bardzo niewiele postaw z nurtu "anty", by wspomnieć najsłynniejszy choćby antyscholandyzm i antysarmatyzm. Nie mówiąc już nawet o nurcie "pro". Cytat:Problem jest banalny. Przez większą część roku w Gmachu Narodów nie mamy o czym dyskutować. Skromna pozostaje również sfera, którą teoretycznie moglibyśmy próbować uczynić przedmiotem regulacji OPM-owskich konwencji i rezolucji. Siłą rzeczy OPM żyje problemami wewnętrznymi, o charakterze proceduralnym bądź kadrowym: jeśli więc pierwsza połowa 2011 roku przyciągała uwagę delegatów, to przede wszystkim za sprawą postawy jej ówczesnego Sekretarza Generalnego, który lwią część swojej kadencji musiał przeznaczyć na absorbujące polemiki ze swoimi licznymi adwersarzami. Wraz z „powrotem normalności” – pod takim szyldem kandydował w czerwcu JE Timoteos Stefanosigos – wróciła jednak dojmująca nuda. Nie ma jednak czegoś takiego, jak kryzys OPM. Milcząca reakcja na ciszę w mikroświecie sama w sobie kryzysem nie jest. Jeśli alternatywą miałoby być stoczenie się do poziomu Forum Mikronacji, to chyba faktycznie lepiej zamilknąć i zasunąć za sobą kryptę. Faktycznie, niewątpliwą zasługą Ekscelencji von Lichtensteina było pobudzenie pewnych sporów merytorycznych. Oczywiście zawsze stałem na zupełnie innym stanowisku niż Kryspin von Lichtenstein, niemniej - polemika z nim była czymś, nazwijmy to, niezwykle ożywczym. Sądzę, że stoczenie się do poziomu Forum Mikronacji nam nie grozi. Raczej wymarcie :-). Problem leży w tym, że przeważająca część osób istotnie zainteresowanych polityką zagraniczną to znudzeni nią i równie zanudzający innych analitycy. Niezwykle rzadko mamy praktyków, mężów stanu, których interesuje przede wszystkim interes ich kraju. Cytat:Jeśli więc czytam dziś, że OPM wymaga pilnie reformy instytucjonalnej, a remedium na obecne bolączki upatruje się w formule „FPM plus”, kręcę sceptycznie głową. Centralnym punktem reformy proponowanej przez JE Kościńskiego pozostaje organ o roboczej nazwie Rada Bezpieczeństwa i Współpracy, o bliżej nieokreślonych kompetencjach i zasadach procedowania (te mają być dopiero nakreślone w osobnym Regulaminie). Istota pozostaje jednak bez zmian: OPM przyjmuje wszystkich zainteresowanych, na jej czele stoi Sekretarz Generalny, zniesiony zostaje jedynie podział na członków zwyczajnych i stowarzyszonych. Owa Rada, rodzaj państwa w państwie, miałaby składać się jedynie z członków szczególnie zainteresowanych. Pytanie tylko – zainteresowanych czym? Polityką międzynarodową? Póki co nawet nie wyrażono jeszcze potrzeby istnienia Rady wśród państw członkowskich Organizacji. Stąd - nie jestem jej zwolennikiem, podobnie jak Ekscelencja. Rada jedynie wykreuje problemy, którymi sama będzie się zajmować. Gdy chodzi o mnie samego - muszę Ekscelencję wyprowadzić z błędu. Przestało mi być wszystko jedno. Do tej pory sądziłem, że rozmawianie z ludźmi pokroju króla Wurstlandii nie jest rzeczą męczącą. Jak widać, myliłem się - wirtualna przestrzeń, po której się poruszam, jest daleko przyjemniejsza, od kiedy nie ma tam Markusa Vilandera. Teraz muszą się męczyć, o ile mi wiadomo, Sarmaci, na swoim forum. Ja mam szczęśliwie ten luksus, że nie muszę :-). Cytat:Na tym nie koniec - żeby jakakolwiek dyskusja miała dla delegatów głębszy sens, Organizacja powinna zostać wyposażona w instrumenty realizacji swoich aktów prawnych. W chwili obecnej OPM może zdobyć się jedynie na głos świętego oburzenia, zupełnie ignorowany poza tym gmachem. To zniechęca. Tego wątku jednak nie będę ciągnął, gdyż na tym etapie uznaję to za sprawę beznadziejną. Zawsze będzie to święte oburzenie. Jeśli nawet rezolucje OPM miałyby charakter "mniej niewiążący" niż dziś, to i tak niepodporządkowanie się im wywoła jedynie "święte oburzenie". Musielibyśmy albo włamywać się na strony państw, albo doprowadzić do sytuacji, gdy Sekretarz Generalny ma dostęp do serwerów państw członkowskich - a ewentualne zyski płynące z działalności w Organizacji byłyby niewspółmierne do strat płynących z takich rozwiązań. Cytat:Nawiasem mówiąc - projekt Karty autorstwa JE Kościńskiego o tym nie wspomina, ale jeśli taka Rada miałaby zachować elementarną funkcjonalność i od czasu do czasu przyjmować jakieś rezolucje, należałoby znieść obecny próg wymaganych głosów i zastanowić się nad kwestią kworum, tak by dokumenty Organizacji uchwalać zwykłą większością przy standardowej frekwencji. W przeciwnym razie obecny paraliż decyzyjny będzie trwał w najlepsze. Swoją drogą, jestem ogólnie rzecz biorąc zwolennikiem likwidacji kworum przy zachowaniu sensownych terminów głosowań. Jeżeli ktoś jest nieobecny, to decydują za nie go inni, a on sam traci. Cytat:Przyjrzyjmy się liście państw członkowskich. Gdybyśmy zerwali na chwilę z sentymentami i zasadą politycznej poprawności, z miejsca należałoby wykreślić cały szereg państw, które od miesięcy nie spełniają wymogów aktywności określonych w Karcie OPM – poczynając od Erboki, a kończąc na Scholandii. Pozwoliłoby to przynajmniej w części odblokować procedurę legislacyjną i właściwie odegrałoby rolę filtra podobną do tego, jaką miałaby spełnić projektowana przez Kościńskiego Rada. I byłoby to znacznie prostsze rozwiązanie niż wywracanie całego systemu do góry nogami, dzieląc Organizację na Salę Plenarną dla nieaktywnych i Radę dla zaangażowanych. Sądzę, że likwidacja kworum w większości głosowań mogłaby być również wystarczającym rozwiązaniem, a zdecydowanie mniej "niezgodnym" z interesami dużej, jak mi się wydaje, części państw członkowskich - do których Monarchia Austro-Węgierska się zalicza :-). Cytat:Tak czy owak - Organizację trzeba mocno odchudzić. Tu akurat mam przyjemność zgodzić się z Ekscelencją :-). Cytat:O ile dobrze zrozumiałem intencje diuka Kościńskiego to jego propozycja spełnia postulat Ekscelencji Brolle'a o ,,odchudzeniu" Organizacji. Owa Rada Bezpieczeństwa składałaby się tylko z tych najaktywniejszych państw. Natomiast państwa które zabierają głos raz na rok byłyby w tej drugiej grupie. I tu znów moja propozycja - a może po prostu w większości głosowań zlikwidujemy konieczność utrzymania kworum? Cytat:Spróbuję przedstawić kilka propozycji. Obawiam się jednak, że dopiero po Świętach, a na razie życzę wszystkim Ekscelencjom zdrowia, radości, szczęścia i pomyślności w budowaniu ich mikronacji! Hm, mogę odpowiedzieć tylko tak... :-) RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Edward II - 23.12.2011 13:28 (23.12.2011 12:53)FJ II napisał(a): Ekscelencjo, zakładając że polityka zagraniczna zawsze była elementem "wypływającym" z polityki krajowej, to w przypadku wielu państw (także części państw wspomnianych przez Ekscelencję) nie ma co liczyć na zaistnienie polityki zagranicznej. Sytuacja jest dużo bardziej zniuansowana. Polityka zagraniczna często bywa realizowana w zupełnym oderwaniu od wewnętrznego kontekstu politycznego. W wielu przypadkach - zwłaszcza najmniejszych mikronacji, pozbawionych własnego życia publicznego - jest to nawet reguła. Są wreszcie całkiem liczne przypadki polityki zagranicznej prowadzonej jednoosobowo - w pałacu królewskim, również bez oglądania się na nastroje wewnętrzne. Cytat: Niezwykle rzadko mamy praktyków, mężów stanu, których interesuje przede wszystkim interes ich kraju. Już o tym kiedyś wspominałem. Jestem przekonany, że takich praktyków mamy akurat całkiem sporo. Wszystkie mikronacje kierują się "przede wszystkim interesem ich kraju", definiowanym na ogół w kategoriach demograficznych. Na altruizm nie ma tutaj miejsca. Problem zaczyna się, gdy taka polityka osiąga postać ekstremalną. W jadącym na jednym wózku mikroświecie taka postawa może przyjąć postać wyłącznie jakiegoś prymitywnego trybalizmu. To już jednak temat na osobą dyskusję. RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - FJ II - 23.12.2011 16:13 Cytat:bez oglądania się na nastroje wewnętrzne. Tylko pozazdrościć ;-). Cytat:Już o tym kiedyś wspominałem. Jestem przekonany, że takich praktyków mamy akurat całkiem sporo. Wszystkie mikronacje kierują się "przede wszystkim interesem ich kraju", definiowanym na ogół w kategoriach demograficznych. Na altruizm nie ma tutaj miejsca. Problem zaczyna się, gdy taka polityka osiąga postać ekstremalną. W jadącym na jednym wózku mikroświecie taka postawa może przyjąć postać wyłącznie jakiegoś prymitywnego trybalizmu. To już jednak temat na osobą dyskusję. Odnoszę wrażenie, że źle się wyraziłem... powinienem był raczej powiedzieć, że owszem, są zaaferowani interesem swojego kraju, ale często kompletnie nie rozumieją, jak on miałby wyglądać. Gdyby była nim czysta demografia, nie byłoby to jeszcze tak złe, ale często jest to kwestia nadmuchanego prestiżu w rodzaju opisywanych na stronie Surmeńskich Sił Obronnych kieszonkowych mocarstw nuklearnych. No, ale wracam do świątecznych przygotowań :-). RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji - Piotr Koscinski - 23.12.2011 17:29 Jeszcze nie świętuję, więc - propozycje. Co zrobić, by proponowana przeze mnie Rada nie zamieniła się nic nierobiące, ociężałe ciało (żeby nie powiedzieć - zwłoki)?... Po pierwsze - wprowadzić jakieś ograniczniki. Np. dotyczący indywindualnego członkostwa. Członkiem Rady mógłby być przedstawiciel (od 1 do 3) państwa, które jest członkiem OPM, a tenże przedstawiciel była aktywny w OPM. Popatrzmy na uczestników tej dyskusji: Ekscelencja de Brolle - 165 postów, JCKMość - 557, moja skromna osoba coś 1250. Nie wiem, 100 postów? Plus udział w głosowaniach w OPM całych państw. Takie łączone ograniczniki pozwalałyby na określenie pierwszych członków Rady. A później - dalsze, pozwalające na niemal automatyczne wykreślenie nieobecnych i nieaktywnych... Na razie tyle. |