|
Zwołanie TA na sesję plenarną
|
|
16.09.2009, 22:17
Post: #32
|
|||
|
|||
|
RE: Zwołanie TA na sesję plenarną
Ekscelencje,
Proszę wybaczyć, ale w moim przekonaniu - taki zapis jest jałowy i mija się z celem. Przyjrzyjmy mu się dokładnie, szczególnie w kontekście ostatniego konfliktu na linii Ekorre-Grodzisk. Punkt pierwszy jest rzeczą absolutnie niekwestionowaną i należy do wewnętrznej organizacji danego państwa. Punkt czwarty jest oczywistością. Proponuję skupić się na punktach drugim i trzecim. Każde państwo samo bądź w ramach struktur międzynarodowych, do których przynależy, określa kryteria uznawania innych mikronacji. W tym wymiarze są one wewnętrzną sprawą danego państwa. Następnie stają się przedmiotem negocjacji dwustronnych (z państwem-kandydatem do uznania). W tym wymiarze są sprawą zainteresowanych stron. Ergo - kodyfikując tak sformułowane "stanowisko OPM": - tworzymy pozory, że Organizacja ma kompetencje umożliwiające jej "dopuszczanie" bądź "niedopuszczanie" do rutynowych działań stanowiących sprawy wewnętrzne bądź dwustronne zainteresowanej strony bądź zainteresowanych stron, - dążymy do skodyfikowania zwyczaju międzynarodowego, co nie jest ani potrzebne, ani przyjęte, - powtarzamy truizmy. Odnosząc się do ostatniego konfliktu - jeśli Księstwo Sarmacji zerwałoby z KD stosunki, to niezależnie, czym byłoby to podyktowane (błędnym przeświadczeniem, że negujemy jego integralność terytorialną - bądź czymkolwiek innym), KD ani OPM nie miałyby środków ani powodów, by tej decyzji (jakkolwiek niefortunna by ona nie była) się przeciwstawiać (oczywiście, poza mediacjami). Władze Księstwa, widząc bezsens takiego działania, stosunków nie zerwały. To pokazuje, że w sferze "uznawalności" mechanizm wirtualnej dyplomacji funkcjonuje, wbrew pozorom, całkiem nieźle. Innymi słowy, to, co powiedział Sekretarz, to rzeczy istotne - ale powinny pozostać w polu praktyki politycznej, traktowane nie jako "stanowisko OPM", ale istotny głos w dyskusji i rada doświadczonego dyplomaty. Sedno problemu leży, w moim przekonaniu, gdzie indziej - w impasie, jaki tworzy się pomiędzy stronami samego sporu terytorialnego. Państwa często nie dążą nawet do jego pokojowego, konsensualnego rozwiązania. Przez to, jeśli stosować się bezwzględnie do zapisów proponowanych przez Sekretarza Generalnego (a ich kodyfikacja wskazywałaby taki kierunek), państwo, które widziałoby w obu stronach konfliktu wartościowe, warte uznania mikronacje, musiałoby się bądź powstrzymać od uznania którejkolwiek ze stron, bądź zaangażować w konflikt. Co więcej - ta strona sporu, która przyjęłaby stanowisko bardziej ugodowe, wynikające z pokojowego nastawienia (czyli nie wymagałaby przy nawiązywaniu stosunków uznania mapy), byłaby zawsze poszkodowana, gdyż państwa trzecie, chcąc uznać obie strony konfliktu, uznawałyby mapę tego drugiego państwa. Jest też możliwa inna sytuacja - jedna ze skłóconych mikronacji była uznana znacznie wcześniej, druga jest dużo młodsza. Młodsze państwo, chcąc zostać uznane przez państwa trzecie, musi zrezygnować ze swoich roszczeń terytorialnych (nawet, jeśli są słuszne), gdyż zerwanie stosunków (ze starszą mikronacją) jest zawsze działaniem bardziej radykalnym niż zwykłe ich nienawiązanie (z młodszą). Innymi słowy: konsekwentne stosowanie tych zapisów nagradzałoby przede wszystkim wiek mikronacji i "twardą" postawę dyplomatyczną. Czy tego chce Organizacja? Poza tym: jeśli jedynym rozwiązaniem problemu będzie wzajemne odmawianie sobie uznania - doprowadzimy do polaryzacji lub, co jeszcze gorsze, zupełnego rozdrobnienia v-świata. Nie ma co ukrywać - nawet OPM nie byłoby w stanie funkcjonować, gdyby większość jego członków nie uznawała nawzajem swojej państwowości. Z drugiej strony - działania takie, jak bezprawne wydalanie obywateli innych państw z własnego terytorium, grożenie wojną i publiczna agresja słowna też nie są przez nas pożądane. Musimy stworzyć nowe kategorie polityki międzynarodowej, wychodząc poza praktykę opartą na uznawaniu/nieuznawaniu państwowości z jednej strony, na języku gróźb - z drugiej. To problem do szerszej dyskusji. Na koniec pragnę przypomnieć, że Księstwo Sarmacji do dziś odmawia dostępu do miejsc publicznych bezprawnie wydalonym ze swojego terytorium obywatelom Królestwa Dreamlandu. Wydaleniu, które łamie zarówno zasadę praworządności państwa i państwa prawa, jak i zapisy Konwencji OPM o wolnym dostępie do miejsc publicznych, nie towarzyszył proces sądowy, decyzja nie została uzasadniona też w żaden sposób przez władze Księstwa. Królestwo Dreamlandu nie podnosiło i nadal nie podnosi żądań o wyjaśnienie sytuacji, chcąc jedynie przywrócenia normalnego stanu prawno-faktycznego. Do momentu jego odtworzenia niemożliwy będzie powrót do Sarmacji ambasadora Królestwa, jak również jakiekolwiek oficjalne spotkanie między przedstawicielami władz KD i KS. Pozdrawiam, gen. arcyksiążę Alchien Przedstawiciel Królestwa Dreamlandu |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc

