|
Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
|
|
30.06.2011, 00:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2011 00:12 przez Edward II.)
Post: #35
|
|||
|
|||
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
(29.06.2011 19:38)TimoteosStefanosigos napisał(a): Czy mógłby Wasza Ekscelencja w takim razie wyjawić, jakie mogłyby być "znamiona" takiego konfliktu? Czy są nimi dla Ekscelencji wyłącznie działania o charakterze hakerskim? Cyberprzetrzeń wymusza bardzo poważne ograniczenia w tym zakresie. Dotychczasowe doświadczenia uczą, że możemy mówić jedynie o pewnym substytucie czy namiastce konfliktu zbrojnego. W ostatnich latach mieliśmy do czynienia przede wszystkim z jego pozorowaniem, głównie za pośrednictwem mediów i państwowych kanałów komunikacyjnych w rodzaju listy czy forum dyskusyjnego. Polegało to, jak w znanym powiedzeniu, na zarzuceniu przeciwnika czapkami. Faktycznym zwycięzcą okazywał się najgłośniej krzyczący – na ogół po prostu bardziej ludne państwo, dysponujące większą liczbą gardeł (klawiatur). Od czasu pojawienia się Planety Mikronacje można mówić zarazem o globalizacji i demokratyzacji konfliktów zbrojnych. Globalizacji, bo informacja o starciu Wurstlandii z egzotyczną koalicją nanonacji dociera pod strzechy w całym mikroświecie. Demokratyzacji, bo od czasu rozwoju blogosfery możliwy jest udział w konflikcie szerokich rzesz obywateli. Dzisiaj każdy może mieć swoje prywatne działo, z którego będzie wymierzał sprawiedliwość Panu Bogu. Dzisiejsza wojna to starcie na prasówki. Taka „wojna” może trwać jednak bez końca – brakuje wszak arbitra, który publicznie ogłosiłby koniec konfliktu i zwycięstwo jednej ze stron. Trudno sobie wyobrazić jednak namacalne skutki takiej wojny – tutaj stawką nigdy nie będzie terytorium czy mienie przeciwnika. Porażka może mieć charakter jedynie ambicjonalny, prestiżowy. Takoż zwycięstwo. Istotą konfliktu zbrojnego jest jego nieuchronna dokuczliwość dla walczących stron. Uczestnicy starają się zadać przeciwnikowi największe straty. Te najbardziej wymierne dotyczą wspomnianej infrastruktury informatycznej. Zniszczenie witryny czy forum dyskusyjnego to najwyższy wymiar kary, ale i ryzyko poważnej kolizji z prawem RP (sprawca zniszczenia z reguły pozostaje więc anonimowy). Ta forma wojowania to już jednak echo coraz bardziej oddalającej się przeszłości. Na szczęście możliwe jest poprowadzenie wojny w sposób bardziej cywilizowany, w warunkach w pełni kontrolowanych – na przykład na specjalnej platformie informatycznej (w ramach tematycznej gry komputerowej). Wymagałoby to jednak obustronnej akceptacji takiego właśnie rozwiązania. Starcie miałoby charakter bez mała kikolskiej ustawki. Grunt, by istniała faktyczna możliwość kwantyfikacji strat i – co za tym idzie – ustalenia końcowego wyniku. Krajowe media musiałyby zadbać o odpowiednią oprawę całego wydarzenia. Coś takiego miało zresztą miejsce w ub. roku. Całość przypomina zatem mecz piłkarski, który w realiach mikroświata rozgrywany jest przy użyciu platformy X11. Tu rzeczywiście wygrywa silniejszy i lepiej przygotowany, zadaniem dziennikarza sportowego jest przełożyć pomeczowe statystyki na barwny język sprawozdania. Innymi słowy – coś się musi wydarzyć. Coś, co czyni różnicę i wskaże w danej sytuacji zwycięzcę i przegranego. W komentowanej sytuacji cała sprawa została postawiona na głowie. Mamy sugestywną relację prasową i numeryczne wyliczenie sił zbrojnych, brakuje jednak tego, co powinno stanowić punkt wyjścia: starcia. Dlatego kilkakrotnie podkreślałem, że sama fabularyzacja mi nie przeszkadza, że jest ona nawet niezbędna, by wydarzenie stało się czytelne dla obserwatora. Najważniejsze jednak, by opis następował po wydarzeniu, a nie zamiast niego. Jak to się dokładnie stanie – to już kwestia technikaliów. Instrumentów do prowadzenia wirtualnych wojen będzie z pewnością przybywać. W omawianym przypadku wolałbym zatem faktycznie zyskać przekonanie, że zagrożony jest status Wysp Simitu, że agresor dysponuje możliwością wcielenia słów w czyn. Moim zdaniem eskadra krążowników "Zagłada Świata" to za mało nawet by zatopić gumową kaczkę w wannie. Żaden opis nie wcieli tych słów w czyn. Co więcej, piłka leży po stronie kartografa. Żaden pożytek z formalnie zwycięskiej wojny na artykuły prasowe, jeśli żaden z dwóch głównych kartografów polskiego mikroświata nie będzie skłonny spełnić życzenia agresora i nanieść poprawki na wspólną mapę. A w tym konflikcie Samunda na starcie stoi na przegranej pozycji. (29.06.2011 19:38)TimoteosStefanosigos napisał(a): (...) jakiekolwiek "siadanie do rozmów" z Samundą mija się z celem, (...) oczekiwanie, że Samunda będzie przestrzegać jego warunków, jest co najmniej naiwne. (...) Tego chyba nikt nie oczekuje z przyczyn kilkakrotnie tutaj wymienionych. Podzielamy zatem te same intuicje, choć chyba przeceniamy skalę demonicznych intencji autorów całego tego zamieszania. Jak wiele podobnych wydarzeń, tak i to najpewniej wynika z potrzeby zagospodarowania nadwyżki wolnego czasu. Incydent rozpoczął się od prasowej publikacji na temat wizyty w jomsborskim domu publicznym. W chwili, gdy piszę te słowa, sprawa wydaje się już przebrzmiała. Wątpię, by komukolwiek w ZKS zależało na zatknięciu flagi samundyjskiej na wydmach Wysp Simitu. Nie chodzi mi o jednorazowe spotkanie dyplomatyczne i doraźne dopieszczenie ego naszych bohaterów. Sytuacja będzie się powtarzać, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Okres wakacyjny to czas zwiększonego zapotrzebowania na wszelkie tego typu incydenty. Niewiele znajdziemy dziś mikronacji, które mogą sobie pozwolić na luksus funkcjonowania w autarkii, koncentrując się na życiu krajowym. Optymalnym rozwiązaniem wydaje się wypracowanie mechanizmu neutralizującego podobne konflikty w zarodku - na przykład w formie stałej Rady ds. Kontynentu Wschodniego przy OPM, zbierającej się w sytuacjach kryzysowych w składzie obejmującym wszystkie zainteresowane strony. Takich gremiów mogłoby powstać więcej, w zależności od regionu geograficznego. Biurokracji od tego nie przybędzie, bo mówimy o sporadycznych spotkaniach ad hoc, bez stałej obsługi administracyjnej. Lepsze to, niż niekończąca się wojna na wycinki prasowe. (-) Jacques de Brolle Premier Rządu Królewskiego Królestwo Dreamlandu |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc


