|
Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
|
|
28.06.2011, 00:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2011 01:31 przez Edward II.)
Post: #22
|
|||
|
|||
|
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Z mojej strony uwaga bardziej ogólnej natury.
Nie bardzo rozumiem, co stanowi przedmiot niniejszej debaty. Mamy oto bowiem konflikt rodem z gry fabularnej, toczony właściwie jedynie na łamach prasy agregowanej na Planecie Mikronacje. Co okazało się iskrą podpalającą beczkę z prochem? Na łamach wydawanego z Samundzie „Habari” ukazał się utrzymany w cokolwiek żartobliwej konwencji artykuł, w którym autor opisał swoją wizytę w burdelu, gdzie za pośrednictwem stworzenia o nazwie „gruba Jolcia” polski świat dowiedział się o zbrojnej wyprawie na wyspy Simitu. Temat podchwycił tytuł prasowy z Surmenii i chwilę później czytaliśmy już o „eskadrach niszczycieli uderzeniowych typu Zagłada Świata”, nie mówiąc już o „broni biologicznej, gazowej i atomowej” i jakichś wesołych skrzatach na motorówkach. Prawdę mówiąc nawet nie zwróciłem uwagi na ten materiał, podobnie jak nie zwróciłem uwagi na reakcję prasy surmeńskiej. Cały konflikt angażuje zresztą głównie majora Stefanosigosa, monarchę austro-węgierskiego i „króla królów” z rzeczonej osady wikingów. Potencjalnie najbardziej zainteresowana Brugia od ponad roku zasila poczet państw wymarłych. I teraz rzecz dla mnie najmniej zrozumiała. Równolegle do konfliktu Surmeńczyków z Wikingami w najlepsze toczy się wojna Wurstlandii z połączonymi siłami zupełnie dla mnie anonimowych brzdąców, na oko ośmioletnich. Tam też są „zabici i ranni”, też krew, łzy i sieroty po dzielnych obrońcach. Wczoraj, jeśli wierzyć prasie, „padł Wurstadt”. Sęk w tym, że nikt nie traktuje poważnie tej osobliwej wojny. W zdobytym i splądrowanym mieście nikt nie wie, że ich matki, żony i kochanki zostały skute w łańcuchy i popędzone w kierunku komunistycznych rajów Wiejskiej Demokratycznej Republiki Rowów, bo taka jest nazwa jednego z agresorów. W mieście Wurstadt wszyscy grają w Call of Duty III i ze stoickim spokojem konsumują bułki z dżemem. Skąd ta asymetria, która sprawia, że niepoważne relacje z „Habari” trafiły na forum OPM, zaś równie niepoważne relacje z „Informatora Armii Czerwonych” wywołały jedynie uśmiech politowania? Albo godzimy się na określoną formę zabawy i brniemy w ten nonsens konsekwentnie, albo machamy na wszystko ręką. Przyjmijmy, że na łamach prasy sarmackiej opublikowany został artykuł, którego autor informuje, że na Kaharoneę lub Wiedeń spuszczona została bomba wodorowa, zaś pracownik sarmackiego MSZ dodatkowo precyzuje, że w wyniku ataku dzielny major Timoteos Stefanosigos i JCKM Franciszek Józef II zamienili się w parę wodną. Jaką strategię przyjąć? Ogłosić pospolite ruszenie chłopów z pochodniami, spamować przez tydzień Planetę Mikronacje opisami konfliktu z udziałem miotaczy plazmy, czy raczej uznać, że dzielny major Stefanosigos ma się świetnie, zaś opisanego konfliktu w ogóle nie ma i wrócić do herbaty? Świadkami czegoś w podobnym duchu byliśmy obserwując konflikt na linii Surmenia - BRC. Kto śledził wówczas Planetę, ten w ciągu jednego dnia mógł przeczytać dziesięć wzajemnie sprzecznych komunikatów na temat tej wojny. Fakty ustąpiły miejsce faktoidom, każdy mógł wybrać najbardziej wygodną dla siebie wersję wydarzeń, w każdym przypadku jednakowo jednak naciąganą. W mikroświecie możliwe jest redagowanie gazety, sformowanie pięcioosobowego rządu, a nawet rozegranie piłkarskiego mundialu. Nie jest natomiast możliwe sformowanie piętnastotysięcznej dywizji piechoty, odpalenie rakiety balistycznej z głowicą termojądrową i wysłanie eskadry pancerników „Zagłada Świata” (zabawna prawidłowość: im mniejsza mikronacja, tym bardziej ułańska fantazja, nanonacje operują nawet w przestrzeni kosmicznej). Jest za to możliwy atak hakerski i zniszczenie plików z danymi. Opanowanie Wysp Simitu polegałoby na przejęciu hasła do ich witryny internetowej. Dopiero po tym fakcie można byłoby sięgać po odpowiednio kwiecistą retorykę, ale nawet wówczas "broń masowej zagłady" sugerowałbym zostawić młodszemu bratu. Tak wygląda konflikt zbrojny w cyberprzestrzeni i wolałbym nie schodzić do poziomu gry fabularnej, przed którą większość z nas tak mocno - podobno - stara się bronić. (-) Jacques de Brolle Premier Rządu Królewskiego Królestwo Dreamlandu |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc


