|
Jeszcze jedno pożegnanie
|
|
07.02.2011, 16:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2011 16:51 przez Edward II.)
Post: #2
|
|||
|
|||
RE: Jeszcze jedno pożegnanie
(07.02.2011 15:39)Piotr Koscinski napisał(a): Chciałoby się kilku osobom przytoczyć pamiętne słowa Marszałka Piłsudskiego: "wam to kury szczać prowadzać, a nie politykę robić". Szanowny Panie Kościński! Podejrzewam, że to mój pierwszy list skierowany bezpośrednio do Pana, jako osoby prywatnej, z krwi i kości, uwolnionej od wszelkich funkcji publicznych. Szkoda, że dzieje się to w takich okolicznościach, ale w tym momencie nie ma to już większego znaczenia. Chciałoby się powiedzieć - stało się. Poniższe uwagi spisałem dzisiaj w godzinach przedpołudniowych. Pierwotnie zamierzałem zwrócić się do Pana kanałem prywatnym. Miałem zamiar przede wszystkim ustosunkować się do Pańskiego ostatniego listu opublikowanego na sarmackim forum dyskusyjnym. Odniosłem bowiem wrażenie, że nie zrozumieliśmy się w kilku podstawowych punktach. Nie zdążyłem. Najnowsze oświadczenie w Gmachu Narodów zmienia postać rzeczy, dlatego odstąpiłem od formy listownej. Zacznę od banalnego wyznania. Nie jestem Pańskim przeciwnikiem, szanuję Pański wkład, doświadczenie i autorytet. Ubiegłoroczny film ze zjazdu w Warszawie to jedna z lepszych rzeczy, jakie w ostatnich latach przytrafiły się całemu środowisku. A jednak Pańska przygoda z OPM została brutalnie przerwana - właściwie z dnia na dzień, bez sygnałów narastającego kryzysu. Ma Pan prawo czuć się rozgoryczony.Proszę jednak docenić merytoryczny aspekt wydarzenia, spróbować spojrzeć na sprawę bez niepotrzebnych emocji. Dzisiejszym oświadczeniem zniechęca Pan do siebie kolejnych obserwatorów: brak tu klasy, godności, autorytetu, śladów doświadczenia życiowego dojrzałego człowieka, który mógłby być ojcem wielu z obecnych tutaj osób. Gdybym nie znał innych Pańskich wystąpień, musiałbym uznać, że mamy do czynienia z najmniej szlachetną formą samoobrony - przez atak i ciskanie kamieniami na odchodne. Nawet w swoim wystąpieniu udziela Pan aprobaty zachowaniom nieeleganckim i broni nieobecnych od wielu miesięcy delegacji, choć wcześniej ganił je Pan za ciągłą absencję i lekceważenie Organizacji. To jest testament polityczny męża stanu? Raczej jego antyteza. Jak zaznaczyłem w swoim pierwszym poście w wątku dotyczącym odwołania - nie byłem zwolennikiem Pańskiego ustąpienia, choć pozostaję bardzo krytyczny w ocenie wydarzeń minionego roku. Nie miałbym nic przeciwko Pańskiej obecności na stanowisku kadencyjnego Sekretarza Generalnego, z jasno określonym planem działania w perspektywie 4-6 miesięcy. Tylko tyle od Pana oczekiwałem. W odpowiedzi zmuszony byłem czytać posty, w których porównywano Pana do Elżbiety II, zaś kolejne zaniechania interpretowano w duchu zasady "rex regnat sed non gubernat". Uważam, że przyjął Pan pasywną, defetystyczną postawę, która drażniła wielu obserwatorów, nawet tych zupełnie postronnych. Jeśli faktycznie uważał Pan, że OPM pozostaje organizacją niesterowną, decyzję o rezygnacji należało podjąć dużo wcześniej. Jestem zwolennikiem radykalnych zmian - jednym z kluczowych elementów będzie wprowadzenie kadencji na stanowisku Sekretarza Generalnego. W Pańskich oświadczeniach nie znalazłem zrozumienia dla takich zmian, choć być może po prostu gdzieś się po drodze nie zrozumieliśmy. Erbokański wniosek w sprawie odwołania w najgorszym razie miał być żółtą kartką, formą ostrzeżenia, a przynajmniej tak go rozumiem. Wątpię, by JE Józef hrabia Kalicki wierzył w powodzenie całego przedsięwzięcia. A jednak przerwał Pan głosowanie. Nie wytrzymał Pan presji banalnego plebiscytu, którego ze względów formalnych nie mógł Pan przegrać - wątpię, by znalazłoby się 12 delegatów zainteresowanych utrąceniem urzędującego Sekretarza Generalnego. Czy zmiana na stanowisku SG coś zmieni? Z pewnością zdynamizuje całe środowisko, pchnie organizację na inne tory. Może być również gwoździem do trumny całej organizacji: Pański zastępca robi dziś wiele, by utrudnić nam wszystkim życie. Mam nadzieję, że to akt chwilowego protestu. Nikt z nas nie jest jednak naiwniakiem - sanacja nie przyjdzie sama. Czeka nas wszystkich sporo pracy. Może trzeba będzie ją rozpocząć od nowa. W swoim oświadczeniu odniósł się Pan również do mojej roli w całej tej awanturze. Proszę przyjąć do wiadomości, że nie zamierzałem i nie zamierzam kandydować na stanowisko nowego SG. Ciągnę za sobą bagaż 10 lat aktywności w Dreamlandzie i nie odczuwam dziś olimpijskiej potrzeby zdobywania kolejnych szczytów. Nie uważam również, bym był odpowiednim kandydatem na stanowisko nowego lidera. Zabrakłoby mi cierpliwości. Chętnie jednak pomogę w tym i owym. Mam nadzieję, że pozostanie Pan w grze - wbrew deklaracjom, że będzie inaczej. Że pozostanie Pan aktywnym szefem SPM i nadal będzie działał na rzecz promocji naszej idei. Wątpię, by w naszym gronie faktycznie znalazł Pan "zawistników i niedowiarków", już raczej osoby zupełnie obojętne całemu przedsięwzięciu. W ciągu tych 3 lat z okładem wykonał Pan kawał dobrej roboty i naprawdę wszyscy to widzimy. Proszę jej nie przekreślać kolejnymi równie małostkowymi wystąpieniami. (-) Jacques de Brolle Premier Rządu Królewskiego Królestwo Dreamlandu |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc


