|
Wspólna mapa - czy możliwa?
|
|
08.09.2011, 13:54
Post: #34
|
|||
|
|||
|
RE: Wspólna mapa - czy możliwa?
"Pomimo, że Królestwo Wurstlandii nie należy już do OPM, to chciałoby wziąć udział w dyskusjach na temat mapy mikroświata. W moim kraju właśnie się odbywa debata na temat problemu kreowania różnych wizji mikroświata i problemów z tym faktem związanych."
I słusznie - każdy głos się liczy :-). "Poza tym, nie wiem jak kraje takie jak Austro-Węgry i Ciprofloksja śmią oceniać młodsze mikronacje na podstawie tego, czy mają stronę główną czy nie. Nie rozumiem jak posiadanie (bądź nieposiadanie) strony głównej może być wyznacznikiem do określania danego tworu terminem mikronacji. Elena Petrescu vel Euskadi śmie nawet podkreślać ich profetyczną śmierć. Przecież to właśnie dzięki młodym mikronacjom następuje wzrost demograficzny mikroświata, a poprzez bezwzględne zabijanie ich bezwzględnie niszczony jest czynnik demograficzny polskich mikronacji." Pozwolę sobie wyjaśnić: w świecie wirtualnym zawsze szukano jakiegoś realnego wzorca, na którym możnaby się opierać. Znaleziono konwencję z Montevideo z 1933 roku. Według tej konwencji, "Państwo jako podmiot prawa międzynarodowego powinno posiadać następujące elementy: - stałą ludność, - suwerenną władzę, - określone terytorium (wielkość państwa nie wpływa na jego podmiotowość) oddzielone od innych granicą, - zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe." O ile kryterium pierwsze, drugie i czwarte zawsze mogło być spełnione przez państwa wirtualne, o tyle trzecie zawsze budziło wątpliwości. W anglojęzycznych mikronacjach rozwiązywano to przez "zajmowanie" niewielkich terytoriów, zwykle własnej działki - jak w Hutt River czy Sealandii. W polskojęzycznych mikronacjach, które powstały później (1998 rok, nie licząc Evilstone), raczej nie brano pod uwagę takiej możliwości i od razu, niejako "z góry" założono, że ich terytorium mają stanowić ich strony internetowe. Ponadto, w praktyce też o uznaniu państwa za granicą decyduje międzynarodowa akceptacja dla istnienia tegoż. W Polsce np. raczej nie drukuje się map z niepodległym Naddniestrzem, tak samo jak w Serbii zapewne nie są drukowane mapy z niepodległym Kosowem. Nie można powiedzieć, kto wymyślił tę zasadę, bo jest to po prostu długotrwały proces, pewne zjawisko, przyjmowane za normę. Tak samo nikt nie może powiedzieć, kto jest autorem np. grawitacji - bo ta po prostu istniała jako zjawisko, a została po prostu opisana. Oczywiście np. JKW Piotr Mikołaj w swojej pracy "Państwa wirtualne" wskazuje na przestrzeń (czy też terytorium) w sensie bardzo szerokim i zalicza tutaj także miejsca wymiany poglądów, zdań, opinii. Nie posługujemy się tu żadnym przepisem prawnym, tak przynajmniej było do tej pory. Kryterium wejścia państwa na mapę zawsze było uznaniowe, ALE zawierało w sobie element posiadania strony internetowej - mówię o najbardziej rzetelnych mapach O'Rhady i Zeppa. Naszym zdaniem, aby państwo było uznane, winno ono mieć co najmniej stronę internetową. Wasza Królewska Mość mija się z prawdą sądząc, że tylko dwa wspomniane państwa tak się zachowują. Niech Wasza Królewska Mość spróbuje założyć państwo wirtualne bez strony internetowej - żadne z dłużej istniejących państw go nie uzna. Kiedyś Leblandia wzbudzała uśmiech Doktryną Micronation twierdzącą, że strony PHP są zaprzeczeniem idei państw wirtualnych. Ich koncepcja przegrała, ale mieli prawo do jej głoszenia. Austro-Węgry (i pewnie parę innych państw) uważają, że bez strony internetowej nie można uznawać państwa - takie nasze prawo i nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy się komukolwiek spowiadać ze swojej polityki. Jeżeli będziemy chcieli, możemy wymagać, żeby strony uznawanych państw były różowe - i też nic nikomu do tego. I jeszcze co do wymogu strony - Organizacja Polskich Mikronacji (niestety) nie wymaga posiadania strony internetowej. Sądzę, że jej posiadanie, choćby najbrzydszej, jest kwestią pewnego sensownego traktowania mikronacji i szacunku z czyjejś strony. Nie widzę nic złego w tym, że społeczność, by wejść do grona mikronacji, powinna mieć swoją stronę. Jeżeli większość dotychczasowych mikronacji potrafiło mieć swoje strony, to nie rozumiem, dlaczego młode państwa miałyby ich nie mieć? Wracając do meritum - zgadzam się z pomysłem Ekscelencji Walczaka. Myślę, że kartografowie mogliby przygotować mapę, a my, dyplomaci, moglibyśmy wypracować jakieś reguły znalezienia się na mapie i kwestie sąsiedztwa :-). |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc


