|
Prezydencja
|
|
05.08.2010, 23:11
Post: #35
|
|||
|
|||
|
RE: Prezydencja
Ekscelencje, cała dyskusja jest - co oczywiste - zachwycająca i oby takich jak najwięcej. Zejdę jednak trochę z tematu, skoro mówimy o przyszłości całego świata.
Tak jak o randze mikronacji stanowią jej mieszkańcy, tak samo o randze OPM stanowią jej członkowie. Nie widzę nic złego w tym, że "przeważą" interesy państw - w końcu o to nam chyba chodzi, by reprezentować swoje państwa? Organizacja Polskich Mikronacji nie jest sojuszem, nie jest też unią państw, tak jak Unia Mikrooceanii czy Unia Kontynentu Wschodniego. Prestiż każdej takiej organizacji - niezależnie od jej rodzaju - zależy głównie od członków. I tak na przykład prestiż Unii Kontynentu Wschodniego obniżała na przykład obecność (przez pewien czas) sarmackiej jednostki samorządu terytorialnego w jej strukturach. Podobnie, jak prestiż niesławnej Wspólnoty Paktu Wiedeńskiego obniżała obecność Udzielnego Księstwa Zakonu Templariuszy. Kłopot w tym, że nasza Organizacja ma zupełnie inny problem. Nie ma w niej państw, które wyraźnie obniżałyby jej rangę - a jak są, to są nieaktywne i to całą masą. Borykamy się z podobnym problemem, jak wiele mikronacji - z brakiem aktywności. I choć nie uważam, że jest tak źle, jak przedstawiają to Ekscelencje de Brolle i von Rutelheld, to jednak mają oni wiele racji. O znaczeniu państwa decydują jego mieszkańcy, o znaczeniu Organizacji - jej Członkowie. Idąc tokiem rozumowania i oczekiwań, jakie wyrażamy wobec OPM, moglibyśmy równie dobrze powiedzieć, że mikronacje nie mają absolutnie nic do zaoferowania. Oczekujemy od Organizacji jeszcze więcej niż oczekujemy od swoich państw. Oczekujemy cudów, a tymczasem sytuacja, jaka panuje w Gmachu Narodów jest niczym więcej, jak tylko doskonałym odzwierciedleniem stanu ogólnoświatowej dyplomacji. Dopóki w polityce międzynarodowej nie będzie wielu bloków, sojuszy, grup, konfliktów jakiegokolwiek wyjścia poza nudny status quo, dotąd nie będzie prestiżowej Organizacji. Staliśmy się - w sensie polityki międzynarodowej - światem nasyconych, znudzonych sobą nawzajem ludzi. W takim świecie dyplomacji nie ma miejsca na dobrze działającą organizację (prawie) wszystkich państw. A póki co najbardziej aktywną dyplomację prowadzą chyba tylko te kraje, które starają się o uznanie innych. Dopóki nie weźmiemy się wszyscy za pobudzenie całej dyplomacji, Organizacja nie będzie dobrze działać, bo będzie po prostu niepotrzebna. A tymczasem chyba ostatni poważniejszy i większy konflikt to Powstanie Skavlandzkie, które wybuchło jakieś pół roku temu. Daje do myślenia, nieprawdaż? Organizacja to tylko element dyplomacji, i nie może być zdrowa, kiedy całość jest chora. |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc


