Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
28.06.2011, 03:10
Post: #23
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
"W mikroświecie możliwe jest redagowanie gazety, sformowanie pięcioosobowego rządu, a nawet rozegranie piłkarskiego mundialu. Nie jest natomiast możliwe sformowanie piętnastotysięcznej dywizji piechoty, odpalenie rakiety balistycznej z głowicą termojądrową i wysłanie eskadry pancerników „Zagłada Świata” (zabawna prawidłowość: im mniejsza mikronacja, tym bardziej ułańska fantazja, nanonacje operują nawet w przestrzeni kosmicznej). Jest za to możliwy atak hakerski i zniszczenie plików z danymi. Opanowanie Wysp Simitu polegałoby na przejęciu hasła do ich witryny internetowej. Dopiero po tym fakcie można byłoby sięgać po odpowiednio kwiecistą retorykę, ale nawet wówczas "broń masowej zagłady" sugerowałbym zostawić młodszemu bratu. Tak wygląda konflikt zbrojny w cyberprzestrzeni i wolałbym nie schodzić do poziomu gry fabularnej, przed którą większość z nas tak mocno - podobno - stara się bronić."

Ekscelencja zechce wybaczyć, ale kiedy Ekscelencja uczestniczył ostatnio w konflikcie? Bo to Ekscelencji wydaje się, że nie jest możliwe stworzenie dywizji piechoty. Oczywiście, że jest. I dowiódł tego Ekscelencja w swoich artykułach o piłce nożnej. Dlaczego? Bo tam, do zwykłych tworzonych przez skrypty tabelek dodawał Ekscelencja wspaniałe relacje z meczów. Zadziałała u Ekscelencji wyobraźnia, jak widać zresztą, świetna. A czym się różni to, że ktoś sobie wyobrazi coś (armię) bez żadnych skryptów od tego, że ktoś wyobrazi sobie sytuacje na boisku? Tylko skryptem, czyli niczym, bo nadal działa wyobraźnia. Czy wobec takiego podejścia Ekscelencji do faktów, prasa nie może sobie "wymyślać", dajmy na to, niezależnych specjalistów, którym zadaje pytania, dla ubarwienia relacji? Oczywiście, że może! Czy prasa nie może opisywać klęski żywiołowej, w której rząd musi odpowiednio się zachować? Oczywiście, że może! Czy prasa nie może opisywać śmiertelnej choroby monarchy? Oczywiście, że może! A kto zabroni dworowi pociągnąć tę historię lub ją zdementować? I już coś się dzieje!

Dlaczegóżby więc odmawiać czegoś takiego specjalistom od wojskowości? Bawią się między sobą, prześcigają się w wyobraźni (byleby brzmiało sensownie!), ich kraje na to pozwalają i są zadowolone, nikt nie traci, bo nie ma fizycznie wymuszonych ustępstw terytorialnych, a państwa zyskują na aktywności. I mają zrezygnować z tego tylko dlatego, że "ruchowi mikronacjonalistycznemu" to zawadza? Dobry żart :-).

Ekscelencja zechce wybaczyć, ale Ekscelencja niespecjalnie chyba stara się w ogóle zrozumieć istotę innego niż dreamlandzkie pojmowanie mikronacji. Ekscelencjo, błagam: jaka większość, stara się "bronić" przed "poziomem gry fabularnej"? Odkąd Gnomia, Surmenia, Okoczia i Austro-Węgry zapoczątkowały nową ideę prowadzenia konfliktów zbrojnych, właśnie coraz więcej państw chce prowadzić ewentualne wojny na "nasz" sposób.

Królestwo Dreamlandu ani Ekscelencja nie musicie w tym uczestniczyć. Ale, na Boga, niechże Ekscelencja kompletnego niezrozumienia tego pomysłu nie zasłania ideą mikronacjonalizmu. Tak samo, jak poprzedni Sekretarz Generalny, szermuje Ekscelencja tym pojęciem zupełnie tak, jakby mikroświat był co najmniej poważnym projektem akademickim, a mieszkańcy dołączali do swoich państw, bo spodobała im się taka, czy inna definicja mikronacjonalizmu. Niestety: Austriacy, Surmeńczycy, Dreamlandczycy wybrali swój kraj, bo tam im się najbardziej podobało, a nie dlatego, że kwieciście im zagrało na zmysłach kojące brzmienie pseudonaukowej regułki. A nasz świat i uczestnictwo w nim to ZABAWA. Dorabianie do niej jakiejś szczególnej ideologii nie jest niczym dobrym.

Ekscelencja jest już trochę w naszym świecie, dłużej ode mnie. I dlatego na pewno Ekscelencja najlepiej zrozumie to, co teraz powiem: mówienie o tym, czy coś jest zgodne lub niezgodne z ideą "ruchu mikronacjonalizmu" jest tak samo zasadne, jak mówienie za czasów Leblandii o tym, czy jakieś państwo spełnia zasady Doktryny Micronation. Leblandczycy wymyślili tę doktrynę dlatego, że nie umieli korzystać z dynamicznych stron internetowych choćby w ich najprostszej postaci. Czyżby ci, którzy zasłaniają się ideą mikronacjonalizmu i tak uparcie trzymają się "jedynej słusznej linii", po prostu nie potrafią bawić się w taki sposób, w jaki bawi się coraz większa część mikroświata?

To smutne, tym bardziej że o wiele więcej od tego "ruchu" słyszymy o tym, że coś jest złe lub niewarte uwagi niż o tym, że coś jest dobre. "Ruch" zdaje się cenić sobie profesjonalną gadaninę, z której nic dla konkretnej mikronacji szczególnego nie wynika. My w Austro-Węgrzech na szczęście nad profesjonalną gadaninę stawiamy wyżej każde, nawet najbardziej amatorskie, działanie.

Ekscelencja raczy wspominać takie słowa jak "poważnie", "fakty", "uśmiech politowania", "brzdące" etc... Ekscelencjo, na litość Boską, co to w ogóle Ekscelencji przeszkadza, jeżeli nie dotyczy Królestwa Dreamlandu? Skoro te "brzdące" są w mikroświecie, to najwyraźniej dobrze się w nim bawią, spełnia on ich oczekiwania. Co jest w tym złego? Co za różnica, czy rozwalają swoje państewka i państwa tutaj czy w grze typu "Europa Universalis" (to nawet chyba zdrowsze). Fakty tych wojen są sprzeczne - i co z tego? Niechże mi Ekscelencja przytoczy JEDNĄ realną wojnę, w której prasa każdej ze stron przedstawia konflikt w taki sam sposób, z tymi samymi danymi. Znów wchodzimy w kwestię faktów i tutaj Ekscelencja zupełnie zapomina, jak prowadzone są takie wojny. Pewnie Ekscelencja nie kojarzy szczególnie mocno takiego państwa jak UKZT. Oni pisali, że mają mnóstwo broni, ogrom żołnierzy etc. - efekt był jeden: nikt z nimi nie chciał prowadzić wojny. Dlatego nie potrzeba "mędrców" ani żadnych instytucji, takie sprawy określają się same. Zakazywanie, nakazywanie, odgórne reguły będą tak bezsensowne jak dawne próby usunięcia Cesarstwa Leblandii, zupełnie niemożliwe bez naruszenia prawa polskiego.

Od symbolicznego końca okresu "Wielkiej Trójki" jako zupełnego przeżytku, czyli od momentu kiedy w OPM nie ma Członków Stałych, świat się bardzo pozytywnie zmienił. Jeżeli Królestwo Dreamlandu od tamtego czasu nie dorobiło się żadnej naprawdę istniejącej armii, nie oznacza to, że wszystkie armie i wojny są "be". Po prostu - Wy nie mieliście takich potrzeb, my mieliśmy. Nie wtrącajmy się wobec tego nawzajem do siebie i nie prosiłbym, żeby Ekscelencja, jak przystało na dyplomatę, nie deprecjonował osiągnięć innych krajów, nawet jeżeli kraj Ekscelencji zupełnie w ten rodzaj zabawy nie wierzy. I daruje Ekscelencja, ale ja mimo wszystko za zdrowsze i bardziej cywilizowane uważam prasowe notki i rozkazy na stronach armii niż włamywanie się do cudzych serwerów. Z notek i rozkazów jest jakiś pożytek - wzbudzają zainteresowanie, aktywność. Włamywanie się do serwerów jest tylko działaniem niszczycielskim. Jeżeli "ruch mikronacjonalistyczny" uważa, że tak nie jest, to pogratulować :-).

Wspomniał też Ekscelencja o określonej formie zabawy i tutaj wywołał Ekscelencja mój uśmiech. Ekscelencjo, określona forma może być w podwórkowej lidze piłki nożnej, a nie w zabawie, do której wszyscy dołączają bez wymaganej uprzedniej zgody innych i mogą robić to, co chcą. Reguły i realia gry określają kolejne wydarzenia. Nie można ich odgórnie narzucić, ani za pomocą Doktryny Micronation, ani za pomocą pojęcia idei mikronacjonalizmu.

Być może źle myślę, ale mnie "idea mikronacjonalizmu", w sposób przedstawiany m. in. przez Waszą Ekscelencję, kojarzyła się i kojarzy do tej pory tylko z jednym - z nudną, pseudonaukową gadaniną pełną zbędnej powagi i zadęcia. I to jeszcze pół biedy - kilka ważnych person tego świata coraz częściej o nim wspomina. I świetnie. Tylko gdzie są jakiekolwiek efekty "wdrażania" tak "naukowo" czy też "akademicko" pojmowanej idei mikronacjonalizmu w państwach? Dreamland stworzył pojęcie mikronacji w Polsce, był prekursorem, to wielki wkład. Ale mam wrażenie, że wdrażanie takiej uniwersalnej idei mikronacjonalizmu ten wkład nam może jedynie zohydzić i umniejszyć go. Niektóre powstające państwa chciały być duże jak Sarmacja. Inne luźne jak Wandystan. Jeszcze inne budować swój klimat, jak my. A jakoś dotąd nie zdażyło się, żeby ktoś oficjalnie chciał czerpać z idei mikronacjonalizmu.

W ogóle - ruch mikronacjonalistyczny czy jego idea (podkreślam: jego idea, nie sama idea!) - to są dla wielu z nas obce pojęcia, często już - jak powiedziałem - zohydzone i podawane w arcynudnej formie. Jest tylko jeden problem - nasza wizja mikronacji jest zorientowana na nas, nie interesuje nas że ktoś ma inną wizję - jego sprawa. No, chyba że ta wizja jest dla nas ciekawa. A tzw. "ruch mikronacjonalistyczny" zdaje się coraz częściej mieć ambicję do obejmowania swoją wizją całego mikroświata, przedstawiania siebie jako tego "starszego", "mądrzejszego" i Bóg wie jeszcze jakiego. I na to nie ma i nie będzie naszej zgody. Róbcie swoje, my nie musimy chcieć mieć z tym nic wspólnego.

Idea mikronacjonalizmu nie jest ani "nasza", ani "Wasza". Idea mikronacjonalizmu jest niezmierzalna, niedefiniowalna - to jest zbiór wszystkiego, co mikroświat stworzył i nadal tworzy. Składa się na to wszystko - i nasza wielokulturowość, i Wasza historia, i te wojny i wojenki, i yoyonacje. Jest to cały czas otwarty zbiór, co dodaje mu kolorytu, piękna i bogactwa. Czerpiemy z tego wszyscy. Dlatego żadna z wizji nie może zawłaszczać idei mikronacjonalizmu. Bo jeżeli zawłaszczy ją "ruch mikronacjonalistów", ruch donauerystów (donaueryzm - pogląd o wyższości Austro-Węgier nad wszystkim innym), ruch wandystów czy kogoś jeszcze innego, to straci bardzo wiele. Austro-Węgry z naszym pojęciem mikronacjonalizmu chcą żyć obok innych państw, z ich własnymi doświadczeniami i ideami. Nie chcemy, jak to propagatorzy "ruchu mikronacjonalistycznego" często próbują robić, narzucać innym tę "lepszą" czy "gorszą wersję". Uważamy, że da się spokojnie żyć razem i nie musi to powodować konfliktów. Dlatego właśnie moim zdaniem ważne jest, żeby Organizacja zajmowała się każdą liczącą się wizją świata (także jeżeli nie mieściłaby się w wyobrażeniu czy to Ekscelencji czy to moim), bo dzięki temu nie zamiata pod dywan problemów ani jednej, ani drugiej.

Mam też wrażenie, że tzw. "ruch mikronacjonalistyczny" ceni sobie nudę. Projekt tej rezolucji, tak jak wcześniejsze, jest wreszcie tym, czym OPM ma się zajmować - rozwiązywaniem, lepszym lub gorszym, konfliktów międzynarodowych. Nie jest to kolejna jałowa dyskusja o Radzie Rozwoju Mikronacji, o tym jak notyfikować skład delegacji czy o tym, czy można albo nie można kierować wniosek do sarmackiego sądu. Wciąż w takich sprawach jednak słyszymy "nie, to jest złe, to nie wypada, to nie tak". To na litość Boską, powiedzcież wreszcie, jak to MA wyglądać, a nie jak to NIE MA wyglądać. Przestańcie być jak wyrzuceni z uczelni naukowcy siedzący na ławce i krytykujący działania swojego środowiska, a nie wnoszący doń nic nowego. Liczy się skuteczność.

[Obrazek: UB4.png]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Wątek zamknięty 


Wiadomości w tym wątku
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu - FJ II - 28.06.2011 03:10

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości