<![CDATA[„Żyję chwilą” – rozmowa z Orzislavem von Thorn-Toddem]]>W Wolnej Republice Winktown, znaczących postaci jest wiele. Każdy na swój sposób zasługuje na owo miano. Jedną z bardziej charakterystycznych postaci, zamieszkujących Winktown, jest bez wątpienia Orzislav von Thorn-Todd, obecny wiceprezydent a także znany w całym v-świecie MSZ. O polityce, zainteresowaniach i Inkwizycji, porozmawiam dziś właśnie z nim.

Liliana la Machette: Witaj Orzi. 😉

Orzislav von Thorn-Todd: Dzień dobry Panienko Milko/Lilko 🙂

Jak samopoczucie ?

A nie narzekam. Trochę boli bark, trochę w krzyżu strzyka, słuch szwankuje… <uderza otwartą dłonią w ucho. Z drugiego ucha wylatuje ogon radskorpiona>. No, ostatnie nieaktualne.

Zacznijmy od spraw politycznych. W tej kwestii zasłużyłeś się dla kraju. Jako Winkowy MSZ dałeś się poznać całemu v-światowi. Skąd u Ciebie takie zaangażowanie w politykę?

Niczego nie ujmując Winktown – piaski pustyni i radioaktywne muchy latające wszędzie dookoła mogą się znudzić, nie? Fucha MSZ gwarantowała mi jakąś różnorodność. No i można było spróbować alkoholi ze wszystkich zakątków v-świata… Ach, ta Morvańska Whisky czy kilkusetletnie wino z Surmenii… O mikrosławiańskiej śliwowicy nie wspominam, bo to siki. A tak na serio chciałem w jakiś sposób pomóc Winktown, a nie siedzieć tak jak niektórzy przez 24/7 w barze. Wielki Ogórek obdarzył mnie urokiem i inteligencją, trzeba było się odwdzięczyć tymi darami dla dobra kraju.

Tym sposobem odbiegasz trochę od Winkowego wizerunku. Częstotliwość Twoich wizyt w Barze jest dość mała. Nie przeszkadza Ci to odcinanie się od tradycji ?

Nienawidzę tylko dwóch rzeczy… Nie no, trzech… Czterech… W każdym razie trochę ich jest. Jednakże na samym ich czele stoi nuda i stagnacja. Przyjemnie jest od czasu do czasu wypić piwo w towarzystwie kilku ghouli, czy nawet bobrów, ale żeby z tego robić główną oś i jedyny cel życia… To nie dla mnie, a wydaje mi się, że większość Winków taki stan rzeczy zadowala. Proszę mnie nie zrozumieć źle – ten kraj ma ogromny potencjał. Gdy byłem młodszy, co chwilę coś się działo – a to wyprawy na pustkowia w poszukiwaniu artefaktów, a to krwawe walki pomiędzy frakcjami na ulicach winkowego miasteczka… Obecnie nie dzieje się nic, a życie płynie wolno niczym kropelki uranowego z niedokręconej beczki. Nawet dawniej bardzo energiczne i nieprzewidywalne bobry się ustatkowały…

Jako że dużo mówimy o sprawach Winktown, czytelników może interesować ważna kwestia – czy Orzislav von Thorn-Todd nie chciałby objąć fotela prezydenta w najbliższej kadencji?

Zdecydowanie nie. Pierwszą rzeczą, jaką wytknąłbym ewentualnemu kandydatowi byłaby niewielka ilość czasu spędzonego w Wolnej Republice, a ja ostatnio… hehe… W każdym razie mam już swoich faworytów, i w każdej chwili mogę pomóc im przygotować kampanię.

Odbiegając od tematu polityki, Twoją wizytówką jest Inkwizycja. Jak tam trafiłeś?

To są naprawdę dawne czasy. Tak dawne, że sam ledwie to pamiętam… Pierwszym Inkwizytorem jak wiadomo był legendarny Bartold Frytka. Początkowo nie chciał nikogo przyjmować do organizacji, tylko biegał po ulicach miasta i palił przechodniów, bobry, Bobola… W skrócie wszystko podejrzane o herezję. Kiedyś się do Niego przyczepiłem, a jako, że mimo licznych oskarżeń o herezję nie udało Mu się mnie spalić, w końcu uległ i przyjął mnie do Inkwizycji. Ale żeby sobie przypomnieć, jak dokładnie potoczyły się wypadki, musiałbym przejrzeć archiwa.

W sprawach Inkwizycji wydarzyło się ostatnio wiele – wielki powrót, który wielkim echem odbił się w Winktown, otwarcie Inkwizytorium. Brak w nim nowych procesów, a inna z Inkwizytorskich wizytówek – Shade Cieniovski, zrezygnował. Jak oceniasz te wydarzenia?

Jedno słowo – słomiany zapał, w tym również i mój. Po prostu wyszło, że jeśli chciałbym kontynuować działania Inkwizycji, robiłbym to samemu, co moim zdaniem nie miałoby w ogóle sensu. Inkwizytorzy ze starej grupy albo stracili zapał i wiarę w słuszność naszej misji, albo zaginęli na pustkowiach… Co do Shade’a to jest ciekawa sprawa, bo On odchodzi ze Świętego Officjum i do niego dołącza średnio 12 razy na tydzień. Poza tym, co tu kryć – brakuje nam klasowego przeciwnika. Kiedyś była Antyinkwizycja, która, co by nie mówić, umiała współzawodniczyć, podczas gdy zachowania osób, którzy chcieli się przeciwstawić Inkwizycji podczas tej krótkiej reaktywacji mogę skwitować tylko twarzopalmą.

Sądzisz że jeszcze kiedyś Inkwizycja powróci w takiej chwale jaką miała kiedyś?

Wątpię. Do tego potrzebna była świeża, pełna zapału krew i zmiana mentalności niektórych Winków, na co, niestety, się nie zanosi.

Jako Winek, znamy Cię również z innego wcielenia – fryzjera. Skąd ta pasja i czemu obecnie na terenach Wolnej Republiki nie funkcjonuje żaden zakład?

Fryzjera, pffff… Golibrodę, ew. balwierza jeśli już. A skąd się wzięła moja pasja, hmmm… Niech to pozostanie słodką tajemnicą. A zakład nie funkcjonował przez tak długi czas, ponieważ po prostu nie przychodził żaden klient. Nie ma popytu, nie ma podaży – Winkowie wolą chodzić zarośnięci.

Dużo mówi się o Twojej, legendarnej już, kolekcji brzytew. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Ach, moje brzytewki… Od kiedy ponownie jestem samotny, to im poświęcam najwięcej uczucia i czasu. Dlatego też nazywam je imionami kobiet. Ostatnio pewna zołza chciała się podszywać pod jedną z moich najdroższych brzytew, ale na szczęście udało mi się wybić Jej to z głowy. Wracając do samych brzytewek – mają dla mnie ogromną wartość sentymentalną, duża część z nich jest przekazywana w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie, inne sam zrobiłem. W sumie dawno nie dałem im porządnej rozrywki, trzeba będzie to nadrobić…

Wśród Twoich zainteresowań, ważna jest również muzyka. Mógłbyś przybliżyć nam ten temat?

Wszystko zaczęło się dawno temu, gdy w magazynie znajdującym się w jednym z małych miasteczek, których na pustkowiach można znaleźć kilka, znalazłem kilka przedwojennych płyt winylowych. Czym prędzej puściłem jedną z nich na adapterze i… To było to! Pomijając stłuczone okna i popękane ściany – zrozumiałem, że metal to jest to, czego od dawna w muzyce szukałem. Żadna inna muzyka nie niesie ze sobą tyle energii, a jednocześnie nie potrafi być tak zróżnicowana, by czasami stawać się wręcz wirtuozersko skomplikowana, a nawet melancholijna. Obecnie gram na gitarze basowej, stworzonej specjalnie na moje zamówienie przez ghule z warsztatu. Dlaczego na gitarze basowej? Po prostu uwielbiam ten dźwięk głębokiego dołu. Niestety, tutaj znowu za mną poszło mnóstwo plagiatorów i obecnie każdy chce grać na basie… Jakby nie można było wymyślić niczego oryginalnego. Zlitowałem się więc nad tymi maluczkimi, i ostatnio w zespole Alcoslave pełniłem obowiązki wokalisty i frontmana.

Kiedy będziemy mogli dostąpić zaszczytu i ponownie usłyszeć Alcoslave w akcji?

Kiedy będziemy mieli ustabilizowany skład, w którym będzie panowała przyjazna atmosfera. Obecnie nie do końca wiadomo, kto gra na jakim instrumencie, a posada perkusisty zostanie chyba na zawsze tajemnicą. Czyli… Nieprędko. Wszyscy się pchają do Alcoslave na ten cholerny bas (a przypominam, że to ja byłem pierwszy), zamiast założyć inne kapele/przesiąść sie na inny instrument. To wpływa destrukcyjnie na zespół.

Jak sądzisz, co ma w sobie ten instrument, ze każdy chce na nim grać?

Najwspanialsze na świecie, rytmiczne brzmienie i, nie ukrywajmy, basówka jest dosyć prosta do nauki. A może po prostu wszyscy chcą się wzorować na boskim Orzim. 😉

Zatem pytanie z innej beczki – wiele mówiło się również o zmianie Twojego nazwiska. Czemu postanowiłeś je zmienić?

To nie jest żadna skomplikowana sprawa. Moje poprzednie nazwisko brzmiało „Svensson”. Przyjmując je nie wiedziałem, że osoba o identycznym nazwisku pełni ważne funkcje państwowe w Samundzie. Ponieważ nie chciałem być w jakikolwiek sposób kojarzony z tą osobą zmieniłem je na swoje obecne – Todd. Pierwszy człon mojego nazwiska, Von Thorn, jest nazwą dużego i wpływowego w mikroświecie rodu, którego jestem członkiem dzięki usynowieniu mnie przez Lorda Dartha Kanzlera.

Masz jakieś plany na najbliższą przyszłość?

Absolutnie żadnych. Żyję chwilą, a w Winktown ciekawych perspektyw nie widzę. W tym rzecz, że w dowolnej innej mikronacji jest tego jeszcze mniej… Więc na razie moje plany ograniczają się do normalnego życia – piwko, przyjaciele, łóżko. Może, jak będzie można latać w kosmos na obce planety to się coś zmieni.

W takim razie, dziękuję za rozmowę. 😉

Również dziękuję! Miłego wszystkiego życzę!

]]>