<![CDATA[Koncert u Scypionów]]>
W Pałacu Scypionów w Vendsel muzyka rozbrzmiewa niemal od brzasku do świtu. Zastępy muzyków przetaczają się przez niego, niczym gladius przez ciało nagiego wojownika German – płynnie i bez przystanku.

Któż dzisiaj gości?

Tak, oto oni – Tankard. Przybyli wraz z Tiberiusem, szerząc powszechną tradycję spożywania trunków, które są przecież dowodem na to, że Bóg nas kocha*. Piwo, bowiem to o Nim mowa, stało się znowu dominujące.

Tankard – Space Beer

Zaczyna się gra.. hastati headbangują w pierwszych rzędach, za nimi niestrudzeni principes, oddający się energicznym śpiewem, zaś elita triari w rzędzie trzecim, niczym w bitewnym szale, tańczy niestrudzenie mosh. Powszechny rozpierdol. Ściany skaczą razem z tłumem, piwo przelewa się z kufla do kufla, co niektórzy bardziej zaradni ciągną z beczki. Plebs zza bram obserwuje czyny, pukając się brudnymi łapami w swoje puste głowy.. „odi profanum vulgus”, tablica przy wejściu, jakby idealnie wpasowuje się na ich wyobrażenie w głowach bawiących się w środku.

Wypierdalać! – krzyknął do plebsu ktoś z wnętrza. Nikt nie usłyszał.

Trzask! Z okna pałacu nagle wyleciał jakiś skórzany but z metalowym nosem, a wraz z nim bliżej nieokreślony przedmiot, przypominający bransoletę, acz z kolcami. To pozostałości po gościu z Wurstlandii. Nieszczęśnik nie domyślił się, że różowa koszula nie jest mile widziana wraz z tego typu obuwiem, wywołując przez to nerwowość w oczach czarnych osobowości.

Koncert trwa, ludzie są szczęśliwi.

Tyreńskie imprezy.. czy odważysz się wejść?

 

*Beer is proof that God loves us and wants us to be happy – Benjamin Franklin

]]>