Różne > "[konkurs] Wyróżnienie: ***"
Korona oraz Brama Sarmacka nie ponoszą odpowiedzialności za treść komentarzy, opinii i stanowisk opublikowanych przez redaktorów agencji prasowych. Opublikuj artykuł w Parku.
07 listopada 2006 r., 19:22 — Wiktor hrabia Wiewiórka-Szpunar
(wszystkie prace konkursowe publikowane są w nieocenzurowanej wersji, czytać na własną odpowiedzialność ;) - przyp. red.)***
- Stawaj skurwysynu!
Słysząc te słowa wypowiedziane w języku acjańskim z twardym akcentem Drustan O'Rhada
oprzytomniał. Odwrócił oczy od dogasającej po lewo bitwy i spojrzał na adwersarza.
Okazał się nim Teuton. Widać to było po stroju, ozdobionym skrawkami futra niedźwiedzia,
i ciężkim, długim mieczu. Morwańczycy rzadko najmowali najemników, jednak dziś
musieli zmierzyć się z jednym ich oddziałem. Jak przeżył moment, kiedy plemie Wilka
przetoczyło się po oddziale najemników, tego Drustan nie wiedział. Wiedział
natomiast, że musi go zabić. Schwycił mocniej swój oburęczny claíomhmór i z
okrzykiem "Faigh bás!" (giń!) natarł na przeciwnika. Tamten, nieprzygotowany
na taką furię, zasłonił się tarczą i wyprowadził zza niej pchnięcie, które miało
przebić Drustanowi serce. Nie docenił jednak jego siły - Celt uderzył tak mocno, że
tarcza pękła, a jego miecz przeciął rękę i zatrzymał się dopiero na kolczudze osłaniającej
bok Teutona. Ten osunął się z jękiem na ziemię, upuszczając miecz i łapiąc się za
kikut, który jeszcze przed chwilą stanowił jego lewą rękę. Drustan dobił go szybko
i rozejrzał się, szukając innych ewentualnych przeciwników. Jednakże jeśli nie liczyć
cichnących odgłosów bitwy i jęków wykrwawiających się ranionych wojowników z obu
walczących stron, pobojowisko wyglądało niemal spokojnie...
...twarz martwego młodzieńca. Zginął pchniety włócznią w gardło. Miał co najwyżej
dwadzieścia lat...
...leząca w kałuży krwi obnażona od pasa w górę mactírebean, Wilczyca,
kobieta-wojowniczka. Miecz rozpłatał jej piersi,
pomalowane czarno-czerwonym urzetem, a jej puste oczy wpatrywały się w granatowe
niebo...
...rydwan który wpadł na jedna zapor. Przebity zaostrzonym drewnianym kołkiem koń, i
woźnica, ktory wyleciał i został
dobity włóczniami. Drugi rumak któremu nie udało się zerwać uprzęży stał obok, i
szczypał pokrytą krwią i stratowaną trawę, unosząc niespokojnie łeb na chrzest
kolczugi Drustana...
... Drustan oderwał wzrok od pobojowiska. Szybko podszedł do pobliskiego strumyka. Musiał
przejść kawałek w górę,
gdyż niżej woda była czerwona od krwi tych, którzy w niej zginęli. Pochylił się nad
lustrem wody, przez chwilę przyglądając się swojemu odbiciu. Krew pomieszana z potem
pokrywała jego twarz, częsciowo zasłaniając skomplikowane niebieskie linie tatuażu
jego klanu. Zaschnięta czerwona skorupa pokrywała też jego brodę i rude włosy, które
przed bitwą powiązał w małe warkoczyki i spiął aby nie opadały na twarz. Zaśmiał
się, spłukując krew i zastanawiając się czy poznała by go jego dawna właścicielka,
zamieszkająca Driz, jedno z większych Acjańskich miast. To jedno wspomnienie przywołało
następne...
... Urodził się w wiosce na południowo wschodnich rubieżach Morvanu, jako trzeci syn
wodza jednego z silniejszych okolicznych plemion. Jego dwaj bracia (w momencie jego
narodzin 17 letni i 12 letni) mieli już zapewnione miejsca w hierarchii plemiennej.
Drustan od początku został przeznaczony do druidów. Mimo to zgodnie z tradycją
wychowywał się jak każdy - w wieku 5 lat poszedł na pierwszą wyprawę wojenną, aby
obserwować i uczyć się wojaczki od ojca i najstarszego brata. I był wtedy świadkiem
jak obaj giną, a on sam wpadł w niewolę... trafił na targ w Driz. Został sprzedany do
domu publicznego - Acjanie nie mieli oporów z publicznym przyzwalaniem na tego typu
upodobania. Z powodu młodego wieku został na razie służącym, oczekując na swoje 10
urodziny. Odsłużył tam dwa lata, kiedy odkupiła go pewna Acjanka. Uznał to za niezwykłą
odmianę losu - został bowiem przez nią adoptowany, jako brat dla jej syna. Był
traktowany na równi z nim, dogadzano go, pięknie ubierano i kształcono... cieszył się
pełną wolnością. Po burdelu ten dom wydał mu się rajem. Wrażenie to przetrwało
czas az do 12 urodzin, kiedy to dowiedział się od starego służącego jaką naprawdę
ma pełnić rolę... Obrzęd religijny wymagał od tej kobiety złożenia w ofierze syna,
a ona by ochronić własne dziecko adoptowała niewolnika. Wtedy Drustan poraz pierwszy
postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Używając ukradzionego toporka rzeźnickiego z
kuchni zabił swoją przybraną matkę, dwóch służących i uciekł. Pragnął wrócić
do swojej ojczyzny, którą ledwo pamiętał, a która jawiła mu się jako kraina surowa,
ale piękna. Umykając licznym strażom udało mu się dostać wreszcie na pogranicze z
Morvanem. I tu skończyło mu się szczęście - został schwytany. Nie przez Acjan, a
przez Rzymian, którzy tu właśnie się osiedlali. Służąc im chłopak spędził 4
lata. Po trzeciej próbie ucieczki został skazany na śmierć. Uratował go fakt, że
Rzymianie przegrali w tym okresie bitwę z Morvańczykami i każdy Morvański jeniec czy
niewolnik był na wagę złota, ze względu na wymianę. Odzyskawszy wolność, chłopak
udał się do swojej wioski. Zdążył akurat na pogrzeb matki. Nie zdradzając kim jest,
wyprosił u wodza, czyli swojego brata, możliwość pozostania w wiosce. Spał w szałasie
który sobie
zbudował, polował i chadzał na wyprawy wojenne jak każdy... Ciążył mu jednak fakt,
że coraz więcej wypraw urzadzano na sąsiednie wioski, a nie na wrogów, a takze to że
wykrył że jego brat przyjmuje podarki Acjan...
... podniósł głowę. W wodzie zobaczył odbicie człowieka z uniesioną bronią. Nie
zastanawiając się rzucił się w bok. Topór wbił się w ziemię tam gdzie przed klęczał
Drustan. Ze zdziwieniem zauważył że jest to wojownik z jego własnego plemienia. Nie
zastanawiał sie jednak długo. Uniósł miecz i zadał cios. Miecz zderzył się z
toporem i zsunął na bok. Drustan uskoczył przed ciosem drugiego, trzymanego w lewej ręce.
Przeciwnik sapnął i zadał cios oboma toporami naraz. Drustan sparował go mieczem,
odrzucił broń adwersarza i uderzył go głowicą miecza w brodę. Ten upadł, wypuszczając
toporki. Drustan przystawił mu miecz do szyi i powiedział:
-Neged. Mów. Czemu chciałeś mnie zabić?
Z ust pokonanego wylał się strumień przekleństw, ucięty lekkim zwiększeniem nacisku
miecza. Po jego szyi pociekła wąska stróżka krwi.
-Mów Neged, bo bierze mnie chętka żeby skończyć z tobą i samemu poszukać przyczyny.
- Wó..wódz mi kazał. Puść mnie, szaleńcze i uciekaj. Jeśli cię zobaczą, zabiją
cię, a całego Klanu nie...
- Milcz. Nie żyjesz zeby mi radzić, a żeby gadać co chcę wiedzieć . Dlaczego wódz
chce mojej śmierci?
- On... on uznał że to najłatwiejszy sposób na pozbycie się ciebie z wioski. Uważa
że nie ma w niej miejsca dla bezklanowca. - Ostatnie słowo Neged wypluł, zabarwiające
je pogardą.
- Ach tak. Dobra, wstawaj. Dosyć juz widziałem i nasłuchałem się od waszego wodza.
Czas mi z nim pogadać. I nie próbuj żadnych stuczek bo cie zarżnę jak psa.
Neged z ponurą miną nie wróżącą niczego dobrego wstał, podniósł upuszczoną broń
i wsunął za pas. Ruszyli w kierunku gdzie zbierały się grupy zwycięzców, w tym i wódz,
Kayleigh, rozpoznawalny po srebrnym futrze wilka na plecach, choć krew zabarwiła go
niemal na rudo. Donośnym głosem wydawał rozkazy co do obdzierania trupów, dobijania
wrogów i znoszenia do prowizorycznego obozowiska własnych rannych. Umilkł, widząc
Drustana, a przy nim Negeda. Jego oblicze widocznie się zachmurzyło, a ręka powędrowała
do głowicy miecza przy pasie. Ludzie się rozstąpili, instyktownie czując że zanosi się
na awanturę. Dziesięć kroków od miejsca w którym stał Kayleigh, Drustan nagle pchnął
Negeda, tak że wylądował na ziemi pod samymi stopami wodza, po czym nie zważając na
zmieszanie wśród wojowników, którzy zatrzymani zostali krótkim ruchem ręki dowódcy
rozpoczął swoją tyradę:
- Witaj o prześwietny Kayleighu, którego imię wzbudza we wrogach słuszny lęk. Słuszny,
jako że świetnie posługujesz się bronią, taką jak ta, którą właśnie ci zwracam.
- Te słowa sprawiły że niemal wszyscy obecnie niespokojnie drgneli - skrytobójstwo
jest dla Morvańczyków największą plamą na honorze, a wysyłanie zabójcy jest dla
nich czymś niemal niewyobrażalnym - Tak, właśnie. Ten oto Neged, któregoś wysłał
aby mnie usunąć, zawiódł. A ja przychodzę tutaj, bo znudziło mi się obserwować jak
niszczysz ten klan, jak prowadzisz cały Morvan do zguby. Mówię dość! Przywołuję Dlí
Fuil i wyzywam cię do starcia!
Nieporuszony Kayleigh wkładając w to całą pogardę wyrzekł:
- Nie możesz przywoływać naszych praw, przybłędo, amuighen! - Ostatnie słowo było
obelgą, oznaczało człowieka którego matka wyparła się jeszcze przed urodzeniem,
skazanego na wieczną tułaczkę.
- Mam prawo. Należę do klanu. Kiedy tu żyłem nie miałem jeszcze męskiego imienia,
ale miałem imię chłopięce, które powinieneś pamiętać Kayleighu. Zwałeś mnie
Jeodem. - Na te słowa wódz widocznie drgnął i spojrzał na Drustana oczami pełnymi
bezbrzeżnego zdumienia - Teraz mnie poznajesz bracie? Przemawiają przeze mnie nasz
ojciec i brat, których pamięć splamiłeś przyjmując podarki Acjan! Wyzywam cię, bo tą
plamę można zmyć tylko twoją krwią!
-Kłamiesz! Wepchnę ci te łgarstwa z powrotem do gardła! - wykrzyknął wódz, widząc
w twarzach swoich poddanych osuwający się grunt, stanowiący podstawę jego władzy.
Zbiegający się członkowie klanu szybko utworzyli koło, w którym znajdowali się już
tylko adwersarze. Z głosnymi okrzykami rzucili się na siebie unosząc swoje miecze. Po
chwili zadźwięczał o zderzające się żelazo, a tłum się rozsunął, chcąc uniknąć
przypadkowego trafienia. Walka skończyła się nagle. Po prostu w jednej chwili widać było
dwóch oszalałych wojowników, a w drugiej widać było zwycięzcę wpatrującego się ze
zdziwieniem w głowę przegranego, która spadła z jego szyi i potoczyła się, zatrzymując
się na porzuconej tarczy. Zapadła cisza, przerywana jedynie złowieszczym krakaniem kruków,
które szarpały leżące dookoła trupy. Nagle przerwało ją zawołanie, podniesione
przez jednego z wojowników, do którego przyłączyli sie następni. Wódz! Niech żyje wódz!
Informacje o artykule
Artykuł oceniło 1 czytelników. Średnia nota: 4 Artykuł czytano 345 razy.
Komentarze
Brak komentarzy.
